Polsat Sport, Polsat Sport Extra, Polsat Futbol i Polsat Sport HD
są dostępne na Platformie Cyfrowego Polsatu oraz w wybranych telewizjach kablowych
Adres:
al. Stanów Zjednoczonych 53,
04 -028 Warszawa
email:
poczta@polsatsport.pl
04.09.2011
Lekkoatletyczne MŚ - pechowa trzynastka gwiazd. A teraz Zurych!
Dla wielu faworytów trzynaste lekkoatletyczne mistrzostwa świata w koreańskim Daegu okazały się pechowe.

Na bieżni, skoczniach i rzutniach "urodziły" się nowe gwiazdy, które w kolejnych latach mogą zdominować swoje konkurencje.
Usain Bolt, Kenenisa Bekele, Jelena Isinbajewa, Steven Hooker, Dayron Robles, Tomasz Majewski, Piotr Małachowski, Christian Cantwell, Betty Heidler - lista zawiedzionych jest długa. W każdej niemal konkurencji można znaleźć niespodzianki i zaskakujące obroty rywalizacji.
Co dla faworytów jest porażką, dobre jest dla sportu. Nie zawsze wygrywa ten co powinien, i wielcy muszą poradzić sobie z przegraną. A łzy nie tylko ze szczęścia poruszają serca kibiców.
Najbardziej spektakularną porażkę poniósł Bolt. Rekordzista świata na 100 i 200 m, obrońca tytułu, trzykrotny mistrz olimpijski zrobił falstart w finale 100 m i pożegnał się z walką o medal. Spektakl jaki rozegrał na bieżni na długo zostanie zapamiętany. Złość, frustracja, niemoc. To najlepsze określenia, jakimi można opisać jego stan. Na najwyższym stopniu podium stanął jego rodak Yohan Blake, na którego jeszcze długo przed rywalizacją stawiał... Maurice Greene.
Bolt, znany z otwartości do mediów, tym razem szybko uciekł i zaszył się w swoim pokoju w wiosce zawodników. Nie rozmawiał nawet ze swoim agentem. Parę dni później wyszedł na bieżnię i w wielkim stylu wygrał rywalizację na 200 m.
"Gdyby Bolt zwyciężył na 100 m, byłoby to czymś zwyczajnym, czymś do czego nas przez ostatnie trzy lata przyzwyczaił. Zrobił falstart i znowu znalazł się na okładkach wszystkich gazet. To właśnie wyróżnia nasz sport. W mistrzostwach świata dochodzi do niespodzianek i nie ma już zdecydowanych faworytów" - skomentował Helmut Digel, członek Rady IAAF.
Z 43 konkurencji indywidualnych, w piętnastu mistrzowie świata z 2009 roku z Berlina zdołali obronić tytuły. Wśród nich nie ma Polaków.
Imprezę w Daegu można określić jednym słowem: "sensacyjna". Już od pierwszego dnia dochodziło do niespodzianek. Z walki o medale za falstart odpadli nie tylko Bolt, ale i mistrzyni olimpijska na 400 m Brytyjka Christine Ohuruogu oraz jej kolega z reprezentacji sprinter Dwain Chambers.
Cios przeżył Etiopczyk Kenenisa Bekele, obrońca tytułów na 5000 i 10 000 m. Do Korei przyjechał po kontuzji, ale zapowiadał walkę o medale. Szybko jednak musiał bieżnię opuścić. Przygotowania okazały się za krótkie i trzykrotny mistrz olimpijski oraz czterokrotny świata musiał bez walki oddać miejsce na podium.
Do sensacji doszło także na 110 m przez płotki. Wygrał rekordzista świata Kubańczyk Dayron Robles, który cieszył się jednak niespełna godzinę. Tyle bowiem potrzebowała Komisja Odwoławcza IAAF, by go zdyskwalifikować za utrudnianie rywalizacji biegnącemu obok niego Chińczykowi Xiangowi Liu. Na najwyższym stopniu podium stanął zatem nieoczekiwanie Amerykanin Jason Richardson, a Liu był drugi.
W skoku o tyczce z piedestału spadły aż dwie wielkie gwiazdy. Najpierw do finału nie zakwalifikował się mistrz olimpijski i świata Australijczyk Steven Hooker, a potem w kobiecej rywalizacji obrończyni tytułu Anna Rogowska zakończyła walkę na 10. lokacie. Jeszcze większym zaskoczeniem jest postawa powracającej po rocznej przerwie rekordzistki świata Rosjanki Jeleny Isinbajewej, która przyzwyczaiła kibiców do pięciometrowych skoków, a w Korei uzyskała 4,65 i była szósta.
Niedyspozycję faworytów wykorzystali inni. Świetnie zaprezentował się 22-letni Paweł Wojciechowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz), który po udanym skoku na 5,90 cieszył się ze zwycięstwa. To był jedyny medal zdobyty przez reprezentację Polski. Wśród kobiet triumfowała Brazylijka Fabiana Murer - 4,85.
W skoku w dal mistrz olimpijski Panamczyk Irving Saladino z rywalizacją pożegnał się już w eliminacjach; z powodu kontuzji w trójskoku wycofała się Kubanka Yargelis Savigne; na 1500 m reprezentantka Bahrajnu Maryam Yusuf Jamal była dwunasta. Cała trójka przed czterema i dwoma laty stawała na najwyższym stopniu podium.
Najstarszym mistrzem świata w Daegu został w rzucie młotem Koji Murofushi. Dla 36-letniego Japończyka było to pierwsze złoto wywalczone na takiej imprezie. W dorobku ma też srebro z Edmonton i brąz z Paryża.
W Korei zawiedli także polscy faworyci. Bolesne porażki ponieśli kulomiot, mistrz olimpijski z Pekinu Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) oraz wicemistrz olimpijski i świata dyskobol Piotr Małachowski (WKS Śląsk Wrocław). Obaj uplasowali się na dziewiątych pozycjach. Wygrywali Niemcy odpowiednio - młody David Storl i obrońca tytułu Robert Harting.
W trakcie rywalizacji na stadionie w Daegu nie zabrakło także łez. Płakali kobiety i mężczyźni. Po przegranym konkursie skoku wzwyż łzy ciekły obrończyni tytułu Chorwatce Blance Vlasic, a z radości - zwyciężczyni Rosjance Annie Cziczerowej. Łzy szczęścia pojawiły się także u triumfatorki 200 m Jamajki Veroniki Campbell-Brown i najszybszego na 5000 m Brytyjczyka Mo Faraha.
Do historii przejdą z pewnością wygrane mało znanych zawodników na 400 m. Wśród pań po złoto sięgnęła reprezentantka Botswany Amantle Montsho, a wśród panów lekkoatleta z Granady Kirani James.
Nie zabrakło też rekordu świata, który uświetnił ostatni dzień rywalizacji. O 0,06 s własne osiągnięcie sprzed trzech lat poprawili jamajscy sprinterzy. Z Usainem Boltem na ostatniej zmianie uzyskali 37,04. Przeoczyć nie można również rewelacyjnych wyników australijskiej płotkarki Sally Pearson - 12,28 (0,07 s gorzej od rekordu świata) i Rosjanki na 800 m Marii Sawinowej - 1.55,87.
Najwięcej kontrowersji wzbudziły starty reprezentantów RPA. Do walki o medale dopuszczono biegającego na protezach Oscara Pistoriusa, który udział na 400 m zakończył w półfinale. Na starcie zjawiła się także Caster Semenya. Jeszcze parę miesięcy temu przechodziła badania określające płeć, ale w Daegu była już druga na 800 m.
Kolejne mistrzostwa świata odbędą się za dwa lata w Moskwie.
A dla wielu przegranych w Daegu okazja do rewanżu już w czwartek - w przedostatnich zawodach tegorocznego cyklu Diamentowej Ligi: mityng Weltklasse Zürich na stadionie Letzigrund. Zobaczymy tam m. in. skoczkinie o tyczce Jelenę Isinbajewą oraz Monikę Pyrek i Anna Rogowska, które spróbują zrewanżować się Renacie Murer, brazylijskiej złotej medalistce z Korei oraz naszych przegranych atletów - Tomasza Majewskiego i Piotra Małachowskiego.
Na żywo z Zurychu w Polsacie Sport od godz. 20.00

