Polsat Sport, Polsat Sport Extra, Polsat Futbol i Polsat Sport HD
są dostępne na Platformie Cyfrowego Polsatu oraz w wybranych telewizjach kablowych
Adres:
al. Stanów Zjednoczonych 53,
04 -028 Warszawa
email:
poczta@polsatsport.pl
27.01.2012
Łukasz Kubot: muszę szybko zmienić rakiety
Łukasz Kubot, po odpadnięciu z wielkoszlemowego Australian Open, wrócił do Europy.

Najlepszy obecnie polski tenisista spędził dwa dni w Warszawie, gdzie testował nowe rakiety.
Od poniedziałku będzie występował w halowym turnieju ATP Tour w Zagrzebiu.
PAP: Od zawsze grał pan rakietami Fishera. Dlaczego testuje pan ramy innej firmy?
Ł.K.: Moja wizyta w Warszawie była wymuszona koniecznością przedłużenia wizy do Stanów Zjednoczonych, bo dotychczasowa się kończy. Przy okazji trenowałem na Warszawiance, testując nowe rakiety Donnaya. Firma Fisher zbankrutowała i została sprzedana. W wyniku tego właściwie zostałem bez rakiet, bo nowych ram już nie produkują. Muszę więc teraz szukać innych modeli, głównie takich, które wzmocnią mój serwis.
PAP: Można odnieść wrażenie, że ostatnio tenis staje się wolniejszy. W Australian Open posiadacze mocnych serwisów niewiele zdziałali.
Ł.K.: Na to się składa wiele czynników. Choćby wiatr, który w Melbourne mocno wieje i utrudnia precyzyjne serwowanie. Poza tym dochodzą coraz cięższe piłki, które wolniej odbijają się od kortu, no i coraz lepsze returny rywali. Organizatorzy zamieniają też nawierzchnie kortów, jak choćby w Bazylei czy Wiedniu. Tam zawsze była bardzo szybka, a na jesieni wyłożono wolniejszą. To wszystko sprawia, że trudno jest obecnie wygrywać wymiany przy drugiej czy trzeciej piłce.
PAP: Kilka lat temu zreformowano debla wprowadzając super tie-break zamiast trzeciego seta i punkt mistrzowski przy równowadze. Czasem mówi się o podobnych rozwiązaniach w singlu.
Ł.K.: Trudno powiedzieć kto za tym stoi i co ma na celu. Fakt jest taki, że coraz więcej w Tourze jest tenisistów opierających grę na defensywie, a z czołówki znikają zawodnicy, którzy grają w stylu serwis-wolej.
PAP: Czy pan też z niego zrezygnuje i okopie się na linii głównej?
Ł.K. Raczej nie, dalej będę się starał grać agresywnie i chodzić do siatki, gdy tylko będzie taka możliwość. Jestem za stary na to, żeby z Hiszpanami czy 19-latkami wchodzić w długie wymiany. Nie starczy mi do tego sił i zdrowia. Będę się starał więc dobierać kalendarz startów tak, żeby jak najwięcej grać na twardych kortach, w miarę szybkich.
PAP: Plany na najbliższe tygodnie?
Ł.K.: Od poniedziałku gram w Zagrzebiu, potem w tygodniu pokrywającym się z Pucharem Davisa trenuję w Pradze i zaraz ruszam do Rotterdamu, następnie do Memphis i Acapulco. Z Meksyku polecę na turnieje ATP Masters 1000 w Indian Wells i Miami.
PAP: Wszystkie mają wysoką rangę i będą mocno obsadzone. Czy to nie jest ryzykowne założenie?
Ł.K.: Owszem, będę musiał liczyć na trochę szczęścia w losowaniach drabinek. Ale w dużych turniejach jest więcej punktów, więc każdy dobry wynik przekłada się od razu na awans w rankingu. Jeden czy dwa wygrane mecze dają więcej punktów, niż ćwierćfinał w mniejszych, a zawsze jest trochę mniej spotkań w nogach. W ubiegłym roku grałem bardzo dużo i skończyło się to kontuzją nadgarstka w lecie. Tym razem przyjęliśmy z trenerem Janem Stocesem trochę inną taktykę. Muszę powalczyć o jak najlepszy ranking, bo chcę wystąpić w igrzyskach w Londynie.
PAP: Początek sezonu wypadł chyba poniżej oczekiwań?
Ł.K.: Trudno zaprzeczyć, ale ocena nie jest prosta. Na pewno fatalnie zagrałem w pierwszym turnieju w Dausze i tu nie ma tematu. Ale później w Sydney wygrałem pewnie z Ivanem Dodigiem, jednak w drugiej rundzie trafiłem na jedenastego w rankingu ATP Juana Martina del Potro. Cóż, brak szczęścia w losowaniu, no i podobnie było w Melbourne, bo musiałem grać z Nicolasem Almagro. Hiszpan, dziesiąty na świecie, rozegrał świetny mecz i niewiele zostawił mi okazji do przejęcia inicjatywy. Zresztą później dotarł do 1/8 finału.
PAP: Jak pan ocenia występy deblowe z Hiszpanem Marcelem Granollersem?
Ł.K. Przegraliśmy dwa razy w pierwszych rundach, w Sydney i Melbourne, ale to były mecze na styku. Brakło nam trochę zgrania, ale wierzę, że nasze drogi się jeszcze zejdą. Jednak teraz debel schodzi u mnie na dalszy plan. Liczy się przede wszystkim singiel i wywalczenie kwalifikacji do igrzysk w Londynie.
Rozmawiał Tomasz Dobiecki (PAP)


Wimbledon