Z niecierpliwością czekałam na 23 lutego 2013 roku. Dwa miesiące od ogłoszenia godziny „0” minęły bardzo szybko. Sobotni poranek rozpoczynam od spotkania z Mariolą Gołotą, 10:45 mamy wejście na antenę Studia Weekend i wywiad. O niej i o jej mężu. O tym jak spędzają czas, o czym rozmawiają, jak Andrzej zachowuje się na co dzień… Byłam podekscytowana tym spotkaniem, bo bardzo szanuję panią Mariolę. Podziwiam jako kobietę, żonę i matkę. Opowiedziałam pani Gołocie, jakim jestem kibicem Andrew! Żartujemy, śmiejemy, w końcu rozstajemy się trzymając kciuki do góry.

Po powrocie do hotelu trochę rozmów, obowiązkowy Internet i ruszamy na redakcyjny obiad, który mija oczywiście pod hasłem gali, do której już tylko godziny. O godzinie 16 melduję się w hali Ergo Arena w Gdańsku, cały czas czując motyle w brzuchu. Beata charakteryzatorka robi mi makijaż - pracujemy razem od kilkunastu lat, więc to "krótka piłka" i ruszam na swoje stanowisko do strefy VIP, gdzie przed kamerą rozmawiam z gwiazdami, które przyszły dopingować bohaterów wieczoru.

 Tylko kobiety wiedzą, co to znaczy stać kilka godzin w 15-centymetrowych szpilkach. Sama czuję się trochę niezręcznie, bo mnóstwo kibiców robi sobie ze mną zdjęcia. Goście, którzy przyszli na galę to m.in. wokalista „Oddziału Zamkniętego” Cezary Zybała-Strzelecki, bokser Krzysztof Włodarczyk, trener Delecty Bydgoszcz Piotr Makowski; za chwilę Mamed Chalidow, którego uwielbiam (okazało się, że on mnie też!); jego kolega z federacji KSW Michał Materla vel Cipao czy piłkarz ręczny Artur Siódmiak. Przed starciem Gołota - Saleta jeszcze wywiad z Pawłem Nastulą i mogę zasiąść w trzecim rzędzie przy ringu by oczekiwać na wejście bohaterów! Wchodzą i zaczynają taniec w ringu, wspaniały pokaz boksu. Niech wstydzą się ci, którzy wyśmiewali i krytykowali pomysł starcia, a potem dzwonili po bilety. Runda po rundzie, cios za ciosem, siedzę, krzyczę, wstaję, łapię się za głowę. Jestem bardzo emocjonalna w takich sytuacjach. 6. runda i milknę, nie wierząc w to, co się stało! Słucham jak Gołota - w wywiadzie z Mateuszem Borkiem mówi, że nie wie co się stało i że przeprasza i że dziękuje!

Nie ma we mnie złości - jest żal, że się nie udało! Już na zawsze zapamiętam krzyki i oklaski kibiców, jakie przez ostatnich kilkanaście lata towarzyszyły Gołocie w każdej hali; czy to w Stanach czy w Polsce.

„ Andrrrrreeew Gooooolllloootaaaaa!”. Dzięki za te wszystkie lata!