I co? Zazwyczaj i tak po kilku minutach gry zdarzy się coś takiego na boisku, czy to na korzyść, czy na niekorzyść zespołu, że cały plan bierze w łeb. Cała praca z tygodnia poprzedzającego mecz ląduje w koszu. I zaczyna się... Do głosu dochodzi inwencja własna drużyny, wielka improwizacja taktyczna. Powstają niesamowite systemy gry, odkrywcze, niespodziewane, czasem wręcz zdumiewające. Przykłady?

Lechia po zdobyciu bramki i grze w przewadze liczebnej, uruchomiła taktykę "panie sędzio, ile do końca?". Arbiter odpowiedział zgoła nie tak, jak się spodziewali i sprezentował przeciwnikom karnego. Dodam jeszcze, że jest to chyba najczęściej stosowana taktyka ekstraklasowa. Lech po stracie bramki wdrożył system gry zwany "drżące nogi i palpitacja serca", co raczej nie przełożyło się na dokładność strzałów na bramkę Polonii. Dragojević, bramkarz Widzewa uznał, że nie będzie realizował nudnej taktyki trenera i jednoosobowo zadecydował o zmianie, więc wylądował w szatni z bezsensowną czerwoną kartką. Zespół z kolei stwierdził, że pogodzi obydwie strony (trenera i bramkarza) i wymyślił swój autorski projekt gry "huzia na Ruch, w obronie wystarczy dwóch", co poskutkowało zdobyciem przez Niebieskich właśnie dwóch kolejnych bramek. Legia już od początku uznała, że nie będzie jej trener nic narzucał i zaprezentowała niezwykle efektowny styl ogrodniczy "każdy sobie rzepkę skrobie", Zagłębie bogobojnie uznało "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" i tylko Piast się nie dostosował, zdobywając bramkę, a Miedziowi do końca spotkania liczyli, że skruszeni piłkarze Piasta sami sobie strzelą gola w ramach pokuty. Dopiero Banaś uznał, że nie ma na co czekać. Zabrzanie i białostocczanie bardzo uważnie oglądali, co działo się w kolejce ligowej, bo zastosowali cały przegląd różnorodnych taktyk w różnych fragmentach meczu.

I jak tu nie mówić, że liga jest ciekawa, odkrywcza? Tyle inwencji twórczej nie mają piłkarze z innych lig zagranicznych. Z niecierpliwością czekam na „taktykologię” stosowaną w następnej kolejce ligowej!