Ostatnie kilka tygodni przyniosły polskim kibicom sporo radości, ale również dostarczyły wielu powodów do dyskusji nad ogólną kondycją polskiego sportu, perspektywami jego rozwoju oraz rolą i miejscem instytucji rządowych, mediów i sponsorów w jego planowaniu. Bezsprzecznie wielkie sukcesy odniosły nasze biatlonistki Krystyna Pałka i Monika Hojnisz zdobywając srebrny i brązowy medal Mistrzostw Świata. Nie zawiodła, wbrew słowom malkontentów i własnego trenera, Justyna Kowalczyk po raz kolejny stając na podium mistrzowskiej imprezy w biegu na 30 km. Złoto w tych samych mistrzostwach wyskakał Kamil Stoch pokazując, że Adam Małysz ma godnego następcę.

Sukcesy te ciesząc serca kibiców po raz kolejny postawiły pytania, z którymi polski sport zmaga się od lat. Pytania o system, który polskim zawodnikom i reprezentacjom pomógłby odnosić sukcesy a kibicom dostarczył radości. Najlepiej takiej, jaką przeżywali Brytyjczycy podczas ostatnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Komu potrzebny jest polski biathlon?

Jaką mielibyśmy sportową zimę, gdyby Justyna Kowalczyk postanowiła nagle zakończyć karierę? Czy sukcesy Stocha i drużyny oznaczają, że pokolenie Małysza jest wyjątkowe, czy też, że PZN stworzył system, który uczyni z nas już na dekady potęgę w skokach? Czy Pałka i Hojnisz będą zdobywać medale na kolejnych imprezach, bo polski biathlon uczynił postęp? Przypadek tej ostatniej dyscypliny jest najbardziej interesujący, ponieważ z sukcesów naszych zawodniczek ucieszyli się wszyscy poza…Ministerstwem Sportu. Niedługo po wicemistrzostwie świata wywalczonym przez Pałkę w czeskim Nowym Mieście usłyszeliśmy ministerialny komentarz o tym, że medal dzielnej Polki to efekt tego, że jej dwie medalowe rywalki zderzyły się na ostatnim odcinku przed metą!

W tym samym czasie ministerstwo podejmowało decyzję o podziale dyscyplin sportu na złote - z największym dofinansowaniem ze strony państwa – oraz srebrne (z mniejszym) i pozostałe (z nikłym). Biathlon znalazł się w grupie srebrnej. Dziwne, że Ministerstwo, które podjęło tę decyzję przed sukcesami naszych biatlonistek nie wykazało się elastycznością decyzyjną i mentalną, aby to zaszeregowanie zmienić. Jeszcze dziwniejsze, że wśród dyscyplin drużynowych z największym dofinansowaniem znalazła się koszykówka. Dyscyplina, z całym dla niej szacunkiem, która zaprzepaściła wszystkie szanse jakiej jej dano, a do sukcesów biatlonistek ma się tak jak enerdowski trabant do najnowszej limuzyny wiodących marek przemysłu samochodowego.

Decyzję próbowała tłumaczyć rzecznik Ministerstwa Sportu, Katarzyna Kochaniak mówiąc, że „To fajnie, że dziewczyny przywiozły medale, to pokazuje, że dyscyplina się rozwija. Ale nie zapominajmy, że męska kadra nie osiągnęła na tych MŚ absolutnie nic." Za odpowiedź niech wystarczą słowa trenera kadry kobiet Adama Kołodziejczyka : „Pieniędzy mamy tak mało, że nie wiem, co zrobić. Czy dokończyć sezon, czy oszczędzać na nowy, czy kupić sprzęt, czy zapłacić stypendia, na które zawodniczki zapracowały? Tylko jedną z tych czterech rzeczy możemy zrobić z tych pieniędzy, które mamy teraz.” Uzupełniając wypowiedź trenera można dodać – czy potrzebna nam jest dyscyplina olimpijska przywożąca z Mistrzostw Świata w jednej z najpopularniejszych konkurencji dwa medale?

Skandynawia czy Wielka Brytania?

Dyskusja o biatlonie wpisuje się w szerszy kontekst debaty nad modelem, jaki polski sport powinien obrać w najbliższej przyszłości. Czy bliżej nam do modelu skandynawskiego finansującego przede wszystkim edukację fizyczną dzieci i młodzieży, ogólny rozwój, rekreację i zapewniający dostęp do wszystkich dyscyplin? Czy też powinniśmy obrać drogę wytyczoną przez Brytyjczyków, którzy koncentrują się na kilkunastu dyscyplinach łożąc na nie olbrzymie środki finansowe i odnosząc w nich wielkie sukcesy – tak jak podczas ostatnich Igrzysk w Londynie, kiedy to głównie brytyjscy wioślarze, kolarze, lekkoatleci i bokserzy wywindowali Team Great Britain na trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej?

Tematyce tej poświęcone było spotkanie Okrągłego Stołu Polskiego Sportu, którego uczestnicy obradowali w minioną środę w siedzibie PKOL-u. To piękna inicjatywa, która, mam nadzieję, będzie kształtować przyszłość polskiego sportu. Ważne jest aby w tym kontekście czerpać z najlepszych, sprawdzonych już wzorów. Zwracał na to uwagę Szef sportu w Polsacie, Marian Kmita, podkreślając, że w budowaniu modelu rozwoju polskiego sportu nie można zapominać o mediach i sponsorach. Systemu nie stworzą bowiem tylko Ministerstwo Sportu, PKOL i związki sportowe. Bez współczesnych mediów i sponsorów sport wyczynowy nie istnieje. Nie rozwija się i nie ma cech nowoczesności, zamyka się w skansenie bez możliwości finansowania, ekspozycji dla głównych bohaterów oraz dotarcia do kibiców.  Przypomnieć należy, że media to nie tylko możliwość oglądania przez kibiców wielkich imprez sportowych a dla stacji telewizyjnych sprzedaży spotów reklamowych, jak twierdzą złośliwi. Media są największym inwestorem finansującym światowy sport.

Kiedy zachwycamy się poziomem meczów angielskiej Premier League i emocjonujemy wielkimi transferami musimy pamiętać, że rozgrywki te w dzisiejszej postaci nie istniałyby bez telewizji. I nie tylko dlatego, że telewizja na Wyspach tak świetnie je pokazuje, ale przede wszystkim, ponieważ płaci niebotyczne sumy za prawo do ich pokazywania. Cena za sezon to około półtora miliarda dolarów. Aspirująca do europejskiego prymatu Bundesliga z naszymi bohaterami Robertem Lewandowskim, Kubą Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem to inwestycja niemieckich mediów rzędu 800 milionów rocznie. Jeśli dodamy do tego produkcję telewizyjną, to kwoty te zwiększą się jeszcze o kilkadziesiąt procent. Współczesne media wraz ze sponsorami to jedno z głównych, często najważniejsze, źródeł utrzymania, rozwoju i budowania sportu na całym świecie. Instytucje rządowe i federacje mają wielkie zadanie budowania systemu, wspomagania talentów i kontroli aby środki te były należycie wykorzystywane. W każdej konfiguracji, jeśli chcemy aby nasi sportowcy odnosili sukcesy musimy zaakceptować taką koalicję.

Porozumienie dla nowoczesności

Polski rynek nie dysponuje takimi kwotami jak brytyjski czy niemiecki, ale także u nas nie byłoby rozwoju polskiego sportu bez telewizji.  Piłka nożna, siatkówka, piłka ręczna, żużel, boks – to dyscypliny, które bez inwestycji telewizyjnych wyglądałyby dzisiaj zupełnie inaczej. Ponad miliard złotych zainwestowany w ostatniej dekadzie w polski sport czyni nas jednym z partnerów w debacie nad jego przyszłością. Rozumieją to doskonale twórcy obydwu systemów i skandynawskiego i brytyjskiego. W przypadku tego ostatniego, najbardziej nowoczesnego na świecie, planowanie rozwoju brytyjskiego sportu i reform systemowych opiera się na konsultacjach z federacjami, mediami i sponsorami.

Efekty widzieliśmy podczas londyńskich Igrzysk Olimpijskich – najbardziej nowoczesna w dziejach Wielkiej Brytanii impreza, której organizacja cieszyła się największym poparciem społecznym w historii Igrzysk, przyniosła olbrzymi sukces sportowy i promocyjny. To chyba najlepszy drogowskaz dla naszych instytucji, także w perspektywie zbliżających się dużych imprez, jakie Polskę czekają w najbliższym czasie: Mistrzostw Świata w siatkówce w 2014 roku czy Mistrzostw Europy w piłce ręcznej w roku 2016. Niezależnie od rozwiązania systemowego, jaki wybierze resort, taki pakt jak brytyjski potrzebny jest polskiemu sportowi. Zyskają na nim wszyscy: sportowcy, kibice, media i same instytucje rządowe. Może wtedy nie powtórzy się już nigdy przypadek naszej słynnej dziś lekkoatletki Anity Włodarczyk, która, nieobjęta żadnym systemem, musiała trenować pod mostem na swojej drodze do pobicia rekordu świata w rzucie młotem.