Baseball to sport wyjątkowy w USA. Religia. Chyba jedyna dyscyplina, na której zna się każdy Amerykanin, a zarazem wciąż niewielu ją odkryło poza Nowym Światem. To sport, w którym teoretycznie najsłabsza drużyna może zostać mistrzem, jak „Miracle Mets” w 1969 roku. Sport, w którym nawet najbiedniejsi są w stanie dokonywać cudów – jak filmowi Oakland Athletics prowadzeni przez Billy'ego Beane'a, którego w „Moneyball” z taką pasją gra Brad Pitt.

Ale chyba każdy fan tego sportu widział „Urodzonego sportowca” z Robertem Redfordem, Robertem Duvallem i Glenn Close, albo „Dopóki piłka w grze” z 2012 roku z Clintem Eastwoodem i Johnem Goodmanem w rolach głównych. Ja nie mogę już doczekać się „42” z Harrisonem Fordem w jednej z wiodących ról, który to film wciąż czeka na premierę nad Wisłą. Opowiada on historię jednej z legend baseballu, Jackiego Robinsona – pierwszego ciemnoskórego zawodnika w historii MLB.

Nomen omen obecny sezon będzie ostatnim w karierze wielkiego Mariano Rivery, a co za tym idzie, już nikt nigdy nie zagra z numerem „42” na koszulce, bowiem wszystkie kluby zastrzegły go w hołdzie dla Robinsona. Pozostała tylko koszulka New York Yankees... Ot, poszanowanie legend i tradycji.

A z drugiej strony pieniądze. Wielkie pieniądze – 8 miliardów dolarów, które w tym sezonie zarobią kluby MLB! Najwyższy budżet tradycyjnie mają Yankees (ponad 195 milionów!). Najmniej płacą... Athletics oczywiście – w zeszłym sezonie było to średnio 487,5 tysiąca dolarów (w całej lidze średnio mniej płacili tylko Colorado Rockies – 482 tysiące, ale budżet mają wyższy o ponad 28 milionów). A mimo to nikt w lidze nie skreśla Beane'a. Tak, tak – bohater „Moneyball” po raz 16. rozpocznie sezon jako główny menedżer Athletics. Jego mądrze zainwestowane niespełna 50 milionów, ponownie mogą wygrać swoje. Jak w poprzednich rozgrywkach, kiedy znów zagrali w play offach! W USA można. Tam nikt nie narzeka, tylko próbuje robić swoje. Ot, baseball.

Albo po prostu „the game”, jak mawiają Amerykanie. Chyba jedyny na świecie sport, w którym trenerzy w trakcie meczów ubiorem nie odróżniają się od zawodników – obowiązkowo przywdziewają takie same stroje, nakładają jak oni „czapkę-bejsbolówke”. Dziś Opening Day.