Nie tylko wróble ćwierkają, że w obozie Ulrich Knockout Promotion dochodziło do spięć w kwestii z kim ma walczyć Wawrzyk. Czy z Davidem Hayem czy z Aleksandrem Powietkinem. Starcie z Hayem to wielka kasa, starcie z Powietkinem to dużo mniejsze pieniądze (75 tys. euro?). I z jednym i z drugim Wawrzyk nie byłby faworytem. Co robi z reguły w tej sytuacji promotor? Oczywiście bierze większą kasę. Tymczasem wygląda na to, że Andrzej Wasilewski i Piotr Werner skłaniają się ku... mniejszej kasie. Altruiści? Nie.

Na razie przeważa głos trenera Fiodora Łapina, który uważa że walka z Hayem byłaby zbyt niebezpieczna dla Wawrzyka. Tak jak cenię Łapina za jego wiedzę i pasję, tak nie zgadzam się z takim rozumowaniem. Niebezpieczna dla Wawrzyka jest i walka z Hayem i z Powietkinem. Samo życie jest niebezpieczne, a co tu mówić o walkach gladiatorów wagi ciężkiej.

Wawrzyk ma lepszy bilans od Haye'a. Ileż jeszcze można go trzymać pod kloszem? Trzeba w końcu poddać go próbie. Jeśli Andrzej Wasilewski i Piotr Werner tego nie zrobią to może się okazać, że Wawrzyk przez najbliższe 2 lata nie będzie miał żadnej atrakcyjnej propozycji. I promotorzy będą narzekać, że nikt nie chce z nim walczyć (bo pieniądze za małe). A z „leszczami” już nie wypada.

Angielski „Telegraph” podał, że w obozie Haye'a wciąż numerem 1 na liście życzeń jest Wawrzyk. Ale to się szybko może zmienić jeśli polski obóz nie udzieli odpowiedzi.

To obóz Haye'a jako pierwszy złożył propozycję Wawrzykowi. I to lepszą finansowo. Dlaczego Wasilewski i Werner nie biorą tej oferty, nie do końca rozumiem. Tak jak oni też cenię Łapina, ale nie uważam, żeby w tym przypadku miał rację.