Artur Szpilka (13 - 0, 10 KO)  zaskoczył po raz kolejny. Tym razem przed galą w Rzeszowie, gdzie jego rywalem był Ukrainiec Taras Bidenko (28 - 5, 12 KO). Szpilka, znany z zawadiackiego sposobu bycia, tym razem wyszedł na wagę w "kelnerskich majteczkach" na szelkach. Wzbudził salwy życzliwego śmiechu wśród sporej grupy kibiców, a nawet dziennikarzy.

Podczas "face to face" nie było już przenikliwego zaglądania w oko rywala czy złośliwego prowokowania. Słyszałem, że młody polski ciężki po styczniowej awanturze z Zimnochem rozpoczął współpracę z psychologiem. Nie do końca jednak wierzyłem w przemianę Artura. Tymczasem w piątkowy wieczór, kiedy wspólnie z Mateuszem Borkiem przygotowywaliśmy reportaż o utalentowanym bokserze, okazało się że Szpila jest jednak nieco innym zawodnikiem. Więcej -  innym człowiekiem.

Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie tym że potrafi po kilku miesiącach oddzielić złe emocje od sportowych ambicji. Zdarzy się, że wypowie "brzydkie" słowo, ale kto nie przeklina? Jednak najważniejsze jest to, iż dziś Artur mówi o boksie i żyje boksem. Jest świadomy własnych celów i wie jak trudna droga przed nim. Jest zapatrzony w Fiodora Łapina, którego z przekonaniem nazywa najlepszym trenerem na świecie. Ważne jest to, że mówi otwarcie, że nie odcina się radykalnie od przeszłości. Cały czas przyjaźni się z dawnymi kolegami.  Wie jednak o tym, że "jadąc na przeszłości" daleko nie zajedzie. Co więcej, w rozmowie z Polsat Sport Szpilka zapowiedział, że po walce z Zimnochem przestanie wychodzić do ringu w "więziennym" uniformie.

Artur chce się bić, liczy na coraz lepszych rywali. Jego trener daje mu oficjalnie dwa lata na walkę o pas mistrza wagi ciężkiej. Szpilka gotowy jest już dziś na starcie o najwyższe laury. Wie jednak, że Kliczkowie i Haye są absolutnie poza zasięgiem. Pozostałych ciężkich już się nie obawia, co nie oznacza, że nie czuje respektu. Mentalna metamorfoza Szpilki jest prawdziwa. Wczorajszym długim wywiadem dla Polsat Sport Artur przekonał mnie, iż nie udaje. Oczywiście brakuje mu pełnej ogłady w stylu Pawła Kołodzieja (30 - 0 17 KO), który w Rzeszowie będzie się bił z Richardem Hallem (30 - 12, 28 KO). Jednak Harnaś od zawsze jest gentlemanem, a Szpila nigdy nim nie był. No i dobrze, niech zostanie taki, jaki jest dziś.