Parady Dudka w Turcji to było coś niesamowitego. W dogrywce Polak odbił w niesłychany sposób uderzenie głową snajpera Milanu, Andrieja Szewczenki, a po sekundzie Ukrainiec doskoczył do piłki i strzelił jeszcze raz - tym razem potężnie nogą. I tym razem Dudek sparował piłkę, wykazując się niesłychanym refleksem. Później w decydującej rozgrywce na karne, znowu obronił strzał "Szewy", zapewniając Liverpoolowi piąty Puchar Europy w historii.

Real Madryt - to jednak wielki kapitał

Później kariera Dudka nie była już tak spektakularna. Już w następnym sezonie Rafa Benitez posadził naszego rodaka na ławce, a bramki "The Reds" zaczął strzec Pepe Reina. W 2007 roku Polaka do Realu Madryt polecił Leo Beenhakker, który znał go ze wspólnej pracy w Feyenoordzie. Niekwestionowanym numerem jeden "Królewskich" był Iker Casillas. Dudek musiał sobie z tego zdawać sprawę, więc trochę się dziwiłem, że wybiera "przyspawanie" do ławki, a nie wielkie wyzwanie w innym klubie.

Dziś patrzę na decyzję Dudka z innej perspektywy. W Realu nie nagrał się - to fakt. Ligowych meczów przez cztery lata zebrał zaledwie dwa! Nie żartuję - dwa. Zagrał osiem meczów w Pucharze Króla i dwa spotkania w Lidze Mistrzów. Tych występów w zespole "Królewskich" było tyle, co... kot napłakał. Jednak Dudek zebrał niesłychany kapitał w Madrycie. Poznał język, mechanizm funkcjonowania gigantycznego klubu, a także niezwykłych ludzi, jak Jose Mourinho.

To jest coś, co buduje w życiu. Słyszałem, że jako rezerwowy bramkarz Realu inkasował 2 miliony euro za sezon. A gdyby doliczyć premie, to zapewne zarobił przez ten czas z 10 milionów euro. Może wieść życie spokojne, co nie znaczy - jak sam podkreśla - że nudne. Zaangażował się również w Krakowie w szkółkę piłkarską. Jak sam mówi: "Niekomercyjną". I tłumaczy: "Chcę, aby dzieci spełniały swoje marzenia, a dziś wiele szkółek nastawionych jest na zysk. Wielu młodych chłopaków nie stać na uprawienia piłki nożnej".

Powołanie z 17 dołka pola golfowego...

W tym przekonaniu, że potrzeba jest upowszechnienia piłki nożnej wśród dzieci i młodzieży, w pełni utożsamia się z prezesem PZPN, Zbigniewem Bońkiem. Niedawno złapali wspólne spojrzenie na wiele kwestii - wręcz zaprzyjaźnili się. A chyba decydujące były dyskusje na polach golfowych w Hiszpanii i w USA. Boniek to również zapalony golfista. A Jurek wręcz - i pewnie nie obrazi się na to stwierdzenie - "szalony golfista".

Wojciech Szczęsny niedawno żartował w "Cafe Futbol": "Jurek dostał powołanie na swój pożegnalny mecz w kadrze z 17 dołka pola golfowego w Rajszewie". Zasłużył na nie jak mało których piłkarz w ostatniej dekadzie - zasłużył na wieczór w Krakowie z Białym Orłem na piersi! Po raz 60!