W środowym The Times Simon Barnes, jeden z najbardziej uznanych angielskich komentatorów tenisowych, relacjonujący wydarzenia na kortach Wimbledonu od ćwierćwiecza, opisuje ćwierćfinałowe zwycięstwo Agnieszki  Radwańska nad Chinką Na Li. Barnes stawia tezę o tym, że obserwujemy przesunięcie się granic światowego tenisa poza do tej pory uprzywilejowane nacje i obszary geograficzne.

Zmiany na tenisowej mapie świata

Niezwykle wpływowy i ceniony na Wyspach komentator, zachwycając się stylem, w jakim nasza Agnieszka awansowała do półfinału, analizuje zmianę sił w tenisowym Uniwersum. Podkreślając kryzys wielkich i tradycyjnych potęg – Stanów Zjednoczonych (szczególnie w męskim tenisie) oraz Australii, angielski komentator wylicza kraje, które były reprezentowane w tegorocznych ćwierćfinałach: wśród pań są to Polska, Chiny, USA, Francja, Niemcy, Estonia, Czechy i Belgia. Wśród panów Polska (Janowicz i Kubot), Hiszpania (Ferrer i Verdasco), Serbia, Wielka Brytania, Argentyna i Czechy. Po środowych potyczkach wiemy już, że w półfinałach lista ta zawęziła się do Polski, Niemiec, Francji i Belgii wśród kobiet oraz Polski, Serbii, Wielkiej Brytanii i Argentyny wśród mężczyzn.

Gdybyśmy jeszcze dwa lata temu, a nawet przed rokiem, kiedy obsypana słusznie zachwytami Agnieszka Radwańska awansowała do finału, postawili tezę, że najliczniej reprezentowaną nacją w półfinałach najważniejszego turnieju tenisowego świata będzie właśnie nasz kraj prawdopodobnie narazilibyśmy się na podejrzenia o nie najlepszy, delikatnie mówiąc, stan naszego zdrowia psychicznego.

I właśnie te fakty pokazują, że na wimbledońskich kortach stało się coś wielkiego, niebywałego i pięknego, coś, co uprawnia nas do używania wszystkich przymiotników podkreślających dokonania trójki Radwańska, Janowicz, Kubot. Nagle przed Polakami otwierają się wszystkie drzwi najbardziej konserwatywnej w formie imprezy sportowej świata, komentatorzy największych stacji telewizyjnych pytają skąd wziął się fenomen polskiego tenisa, starają się poprawnie wymawiać trudne, szczególnie  dla anglosaskich ekspertów, polskie nazwiska.

Mistrzowie tenisa i dyplomacji

Trójka naszych bohaterów wykonuje w Londynie dyplomatyczną pracę, jakiej pozazdrościć mogą wszystkie polskie rządy dbające o promocję Polski w świecie. O polskim fenomenie piszą Times, Guardian i Independent, analizuje go BBC, stacje telewizyjne akredytowane na Wimbledonie polują na polskich ekspertów. Miałem wczoraj sam przyjemność komentować sukcesy tria naszych bohaterów dla włoskiego Sky Sport – Włosi wymieniali ich jednym tchem razem ze Zbigniewem Bońkiem, Robertem Kubicą i Robertem Lewandowskim – najbardziej u nich znanymi polskimi sportowcami.

Jednocześnie ten niezaprzeczalny wimbledoński sukces buduje markę Polska w sposób błyskawiczny – wszyscy podkreślają, że Radwańska, Janowicz i Kubot to twarze nowej Polski, nie tej szarej i niezbyt pięknej z czasów komunizmu, ale tej, która odnosi gospodarcze sukcesy, zorganizowała z powodzeniem piłkarskie EURO a w przyszłym roku gościć będzie siatkarski Mundial. Potwierdzając słowa komentatora The Times, Polacy wskazywani są  jako przykład przesuwania granic realnych i mentalnych w światowych hierarchiach. To już nie Kopciuszek pukający do bram elity ale chętnie przyjmowany na salonach gość wnoszący do tej elity nową, świeżą energię.

To kapitał niezaprzeczalny, tym bardziej atrakcyjny, że wszyscy podkreślają, jak barwni, nowocześni i odpowiadający zapotrzebowaniu na bohaterów są nasi tenisiści: Agnieszka, która potrafiła zjednać sobie serca wimbledońskiej publiczności swoją grą, ale także urokiem osobistym (siedzący obok mnie na trybunach szef marketingu jednego z największych angielskich banków zdzierał sobie gardło krzycząc „Common’ Agy”, a po ćwierćfinałowym meczu Radwańskiej powiedział mi, że wimbledońska publiczność adoptowała ją jak swoje dziecko!);  Jerzy, trochę enfant terrible, mistrz atomowego serwisu z szaleństwem w oczach ale niezwykle emocjonalny i płaczący ze wzruszenia po swoich sukcesach oraz Łukasz - tańczący kan kana po wygranej. Od wczoraj, jak powiedział mi jeden z dziennikarzy BBC, wymiana koszulek po meczu tenisowym może stać się trendem, który będzie nosił nazwę Janowicz-Kubot style.

Polska - to brzmi dumnie


Niezależnie od wyników półfinałów nasi tenisiści osiągnęli tu już bardzo dużo, wprawiając świat w osłupienie i zachwyt, rozsławiając nazwę Polska i pomagając swoimi sukcesami licznej tutaj polskiej emigracji. Kiedy jechałem na mecz Janowicza z Kubotem recepcjonistka w moim hotelu, młoda dziewczyna z Polski, powiedziała mi, że od tygodnia może wyżej nosić głowę w swoim miejscu pracy i myśleć o swoim pochodzeniu jako powodzie do autentycznej dumy, a jej szefowa traktuje ją w specjalny sposób.

Londyński taksówkarz na hasło Polska podkreśla, jak pozytywnie zmienili oblicze angielskiej prowincji polscy emigranci a Polacy spotkani na kortach opowiadają o tym, jak od ubiegłego tygodnia angielscy urzędnicy priorytetowo załatwiają ich sprawy. Cieszmy się sukcesem naszych zawodników, bo zrobili dla nas wszystkich bardzo dużo, osiągając sukces w dziedzinie, która zdawała się być zarezerwowana dla zupełnie innych nacji niż Polska. W kraju, który szczyci się mianem kolebki tenisa, nasi gracze wdarli się przebojem do elitarnego grona. Wimbledon 2013 zapamiętany zostanie jako polski Wimbledon, choć wydawało się to jeszcze kilka dni temu tylko marzeniem niemożliwym do zrealizowania.