Tomasz narzeka na bóle kręgosłupa i ma pełne prawo, szanując własne zdrowie i zdrowie rywali, powiedzieć: nie dam rady Panowie, musicie radzić sobie sami". Dziwne są jednak okoliczności tej decyzji.

Kapitan Gollob w miniony piątek miał jechać w 1/2 finału DPŚ na torze w Częstochowie. Plecy zabolały go w sobotę, kiedy tor pod Jasną Góra zlały strumienie deszczu i zawody przeniesiono na niedzielę. Mijały kolejne godziny i najlepszy polski żużlowiec milczał -  aby wypalić we wtorek, że boli.

I wydaje się, że jest OK, bo nikt nigdy nie będzie jeździł wiecznie. Tylko dlaczego już teraz wiadomo, że w najbliższym meczu Apatora Gollob prawdopodobnie pojedzie?

Apator Toruń w tym sezonie walczy o ligowe złoto na krajowym podwórku mimo prawdziwego szpitala w zespole! Kibice mają więc kolejny powód do dyskusji o okolicznościach rozstania z kadrą.  

Czy to rozstanie ostateczne? Czy zrezygnował z kadry, aby pomóc kolegom z Torunia? I tu  mam problem. Widać, że w polskim żużlu nie może być normalnie. Zabrakło mi tego, aby uwielbiany za sukcesy żużlowiec stanął i powiedział wprost o co chodzi. Zawsze z tego słynął, że mając przed sobą nawet stadion "wrogich" kibiców mówił wprost to co myśli do stadionowego nagłośnienia.

Wydaje się więc, że trener kadry Marek Cieślak wystawi na finał w Pradze młody polski zespół z Patrykiem Dudkiem i Maćkiem Janowskim. I bardzo dobrze, jeśli tak się stanie. Niech jadą, bo na start w finale zasłużyli wygrywając w Częstochowie.

Jestem przekonany, że o złoto nasza ekipa powalczy z bardzo silnymi Duńczykami. O miejsce trzecie walczyć będzie team gospodarzy czyli Czechów z najlepszą drużyną z barażu - Wielką Brytanią lub Australią. W tym spotkaniu o jedno, ostatnie miejsce w finale, o zwycięstwie decydować będzie na pewno słabość jednego zawodnika czy defekt w jednym wyścigu.