W pogoń ruszyła druga z wielkich, MMA Attack, która korzysta głównie z gwiazd, które wykreowały się same, przede wszystkim  za granicą. To Damian Grabowski, Tomasz Drwal, wcześniej Michał Kita.

Sławy i pozycji pozazdrościli inni, choć nie zawsze z podobnym skutkiem sportowym i biznesowym.
 
Ale wszechstylowa walka wręcz w Polsce to nie tylko oni, a dwie wspomniane na wstępie organizacje nie stanowią sufitu nie do przebicia.
 
Ligą Mistrzów MMA jest amerykańska organizacja UFC, w której walczą najlepsi na świecie. Ma też najwięcej pieniędzy, jest rewelacyjnie zarządzana przez spółkę Zuffa i wyeliminowała już prawie całą globalną konkurencję. Nic więc dziwnego, że mistrzowie UFC są traktowani jak mistrzowie świata.

Polaków tam wielu nie było. Oczywiście polskie nazwiska, ale paszporty amerykańskie, kanadyjskie albo niemieckie.  Tych wyuczonych u nas przez polskich trenerów zaledwie dwóch – Tomek Drwal i Maciej Jewtuszko, z tym że ten ostatni w śladowej ilości jednej przegranej walki.

I nagle po cichu, bez wielkiego lansu i rozgłosu dwaj polscy zawodnicy podpisali kontrakty z UFC. Najpierw Daniel Omielańczuk, ostatnio Piotr Hallmann. To nie są gorące w Polsce nazwiska. Obaj trochę na uboczu czołowych polskich organizacji, ale z dobrymi rekordami zbudowanymi przede wszystkim za granicą.

Dużo walk w krótkim czasie, efektowne zakończenia i wolność decyzji spowodowały, że we wrześniu w octagonie zobaczymy obu. Paradoksalnie pierwszym będzie Hallmann, który już  4 września zadebiutuje na gali UFC Fight Night w Belo Horizonte i zmierzy się z reprezentantem gospodarzy Francisco „Massaranduba” Trinaldo.

Omielańczuk swoją pierwszą walkę stoczy 21-go w Toronto, na gali UFC 165, na której zmierzy się z innym debiutantem, austriackim zawodnikiem, Nandorem Guelmino.

Trudniejsze zadanie czeka Hallmanna. Waga lekka jest świetnie obsadzona, a Trinaldo wygrał już w UFC trzy walki, wszystkie u siebie w Brazylii i wszystkie przed czasem.

Ale „Płetwal” powiedział, że dojrzał już do walk z najlepszymi i pękał nie będzie.

Mamy więc kolejnych Polaków w najlepszej organizacji na świecie. Tylko od nich zależy czy zostaną tam dłużej. Dwóch to jeszcze nie inwazja, ale dziwnie jestem spokojny, że dwóch następnych trafi tam niebawem, a może troje?

Tylko to wcale nie oznacza, że polskie kibic będzie z ich obecności miał dużo więcej niż wstawanie nad ranem.  Kontrakt z UFC wyklucza występy w innych galach i choćby dlatego Piotrka Hallmanna nie zobaczymy w październiku w Trójmieście.