Na moim pierwszym sparingu na Cyprze, zaledwie po jednym dniu pobytu na wyspie, nie dawałem rady. Po pierwszej połowie miałem dość. Nic dziwnego. Polski organizm nie jest przystosowany do takich temperatur. A w ten weekend temperatura i wilgotność w Polsce była identyczna jak na Cyprze. Ale z tej pogody i kolejki można wyciągnąć kilka fajnych wniosków.

Jeden narzuca się sam - piłkarze nie mając siły, nie próbują niepotrzebnych dryblingów, nie ścigają się z przeciwnikiem, za to walą z każdej pozycji na boisku. Dzięki temu mieliśmy 8 bramek zza pola karnego. Fantastycznych bramek.

Gdybym miał wybrać jedną, trzeba by się mocno zastanowić. Ja pozostawiam decyzję czytelnikom - do wyboru gol Marcina Malinowskiego i drugie trafienie Łukasza Garguły.

Polska liga bogactwem napastników stoi

To też pogoda sprawiła, że trenerzy postanowili zadziałać, jak w Europie zachodniej często robią szkoleniowcy - czyli po hiszpańsku rotaciones. I nagle zobaczyliśmy gwiazdy polskiej ekstraklasy na ławkach rezerwowych. Przede wszystkim dotyczy to pucharowiczów, z tym że nie do końca zrozumiałe są dla mnie te decyzje, bo to dopiero był drugi tydzień igrzysk, które potrwają do grudnia.

Trenerzy się pochwalą i nawet mają do tego prawo, że wprowadzili kilku zawodników z ławki, którzy strzelali gole. Ja powiem tak - ciężko chyba sobie przypomnieć kolejkę, w której siedmiu rezerwowych - z czego 6 napastników, strzelało bramki (Paixao, Balaj, Dwaliszwili, Jurado, Ubiparip, Ntibazonkiza i pomocnik  Podbeskidzia - Żegleń).

Czyli polska liga bogactwem napastników stoi... Przede wszystkim najwięcej roszad zrobili pucharowicze. Zemściło się to na Lechu i Śląsku, uratował się w końcówce meczu Piast. Można powiedzieć, że tylko Janek Urban przy butelce hiszpańskiego wina spogląda na to z góry, jak inni się męczą ze zmianami.

Zastanawiam się jednak, po co w takich klubach jak Śląsk czy Lech tyle zmian. Gdy za przeciwników ma się drużyny przeciętne, powinno się je ogrywać pierwszymi jedenastkami. Przerwa na odpoczynek dla pierwszych składów przyjdzie po 4. kolejce - w Pucharze Polski - gdy zagrają z jeszcze bardziej śmiesznymi rywalami.

Pierwszy trener poleciał... A że gorące jest lato... Zastanawiam się, czy od tych upałów Radosław Osuch też nie oszaleje i jeśli Zawisza przegra z Pogonią w następnej kolejce na własnym obiekcie, nie wiem, czy nie wpadnie w furię i nie zwolni Tarasiewcza.

Czego oczekuję po pucharowiczach?

Legia zacznie w środę, to naprawdę jest najbardziej nieprzewidywalny zespół. Myślę, że nie będzie łatwo, wszystko będzie zależało od tego, jak piłkarze będą wyglądali fizycznie na tle norweskiego rywala z Molde. Rosenborg ostatnio Legię stłamsił, choć piłkarsko wcale nie był lepszy.

O Lechu można pisać mniej - awans pewny. Niezdobycie 6 punków z Żalgirisem będzie kompromitacją, bez względu na to, w jakiej formie jest "Kolejorz".

Na koniec Śląsk. Patrząc jak gra defensywa wrocławian, w czwartkowy wieczór możemy się spodziewać wielkich fajerwerków, ale na pewno nie będą z nich szczęśliwi kibice Ślaska. Myślę, że przejście Brugii byłoby sensacją  i jednocześnie wielką niespodzianką dla polskiej piłki. Niestety, nie daję Śląskowi szans w meczu z belgijską drużyną.