W odpowiedzi podniosły się głosy, że nie umiemy się cieszyć, przeżywać zwycięstw, że to typowo polskie malkontenctwo.  Przychodzi mi na myśl porównanie do dyrektora teatru, który cieszy się , że zapełnia salę widzami mimo, że spektakl który oferuje jest nudny jak flaki z olejem, aktorzy bez formy a scenariusz nadaje się do usypiania.  Ale sala pełna!  Dziś!
   
Widzę, że nie wszyscy rozumieją, że te dwie postawy mogą występować równolegle. Można cieszyć się z sukcesu drużyny i jednocześnie wytykać jej braki, by spektakl z meczu na mecz był lepszy, ciekawszy a takie bezwarunkowe, bałwochwalcze poklepywanie po plecach przynosi więcej krzywdy niż korzyści i dużo bardziej przypomina inne typowo polskie zachowanie tzw. zamiatanie pod dywan. Odwracanie uwagi  od poważnych mankamentów, przykrywaniem ich fanfaronadą i huraoptymizmem bez podstaw prowadzi zazwyczaj do zgnuśnienia i obniżenia lotów. Czego nie życzę ani piłkarzom ani nam widzom.
 
Mam nadzieję, że następna odsłona w wykonaniu Legii będzie dużo ciekawsza a także lepsza jakościowo, że zobaczę na boisku to co widziałem chociażby w przypadku Śląska w meczu  we Wrocławiu z FC Brugge i znając i doceniając siłę przeciwnika obiecuję, że jeśli te warunki będą spełnione to wszyscy zademonstrują inne typowo polskie zachowanie, że umieją się cieszyć nawet gdy tego zwycięstwa nie ma.