Od dłuższego czasu wszyscy w Polsce szukamy rozwiązania, jak pomóc Robertowi Lewandowskiemu, szczególnie teraz, kiedy ważą się losy naszej gry w Mistrzostwach Świata. Robert znakomicie spisuje się w Bundeslidze, nie schodzi z piedestału i błyszczy w praktycznie każdym meczu. A w reprezentacji - nawet nie mamy cienia świetności Roberta z Bundesligi.


Czego możemy oczekiwać od zawodnika, kiedy sławę i pieniądze zyskuje poza granicami Polski? Czy wielki piłkarz potrafi dać z siebie wszystko tylko wtedy, kiedy ma wielkie osobowości wokół siebie, które mają wypisany na twarzy jasny przekaz: „grasz w moim zespole, a to równa się ze sławą, pieniędzmi i wielką karierą”?

Fizycznie na boisku, duchem gdzie indziej

W reprezentacji, jak do tej pory, Robert jako młody człowiek miał pecha. Nie będę pisał dlaczego, bo to oczywiste…. Z roku na rok staje się jednak coraz bardziej doświadczony i powinien zdawać sobie sprawę, że w każdym meczu może zyskać – jeśli nie jeszcze większą wartość rynkową, to serca milionów fantastycznych kibiców. Dzieje się jednak coś „nie tak”. W polskiej drużynie Robert co prawda jest fizycznie na boisku, ale duchem – zdecydowanie poza nim. Nieobecny, nieskoncentrowany i niezaangażowany.
 
Po nieudanych meczach kadry, w tym ostatnim z Ukrainą, oczekujemy, aby strzelił kilka bramek chociaż z San Marino. Czy dla Roberta nie lepszym przekazem byłoby powiedzenie mu, że potrzebowaliśmy go wcześniej, w ważnych spotkaniach, a z San Marino wygramy mecz z każdym zawodnikiem w koszulce z orzełkiem?

Lewy na Czarnogórę. Na San Marino ktoś inny

Tutaj rola powinna być odegrana przez trenera kadry. Pierwszy raz zabawię się w suflera i szepnę do trenera Fornalika: drogi Waldku, jeżeli chcesz poruszyć Lewandowskiego (tego sprzed kilku lat, marzącego o grze w kadrze) i uzmysłowić mu, że gra w reprezentacji jest wartością, która co prawda nie daje dużych pieniędzy, ale przynosi szacunek i uwielbienie blisko 40 milionów wpatrzonych w niego Polaków, to przed najbliższym meczem powiedz Robertowi, że będzie grał tylko z Czarnogórą, a z San Marino  - niech sobie odpocznie, drużyna poradzi sobie bez niego.

Jeśli chce być wielkim, niezapomnianym piłkarzem, to niech strzela bramki w najważniejszych dla reprezentacji, kluczowych meczach. Myślę, że byłby to jasny przekaz oraz zrozumienie dla zawodnika. Jak widać, marzenia Roberta Lewandowskiego jako piłkarza Znicza Pruszków czy Lecha Poznań, bardzo różnią się (mam nadzieję, że tylko obecnie) od jego marzeń jako zawodnika stojącego u wrót Bayern Monachium, wielkiej sławy i wielkich pieniędzy.

Od wielu lat czekaliśmy na zawodnika, który będzie gwiazdą światowej klasy. Mamy i cieszymy się. Jesteśmy dumni. Okazuje się jednak, że dla tego piłkarza najłatwiejsze staje się najtrudniejsze – nie potrafi wyróżnić się w polskiej reprezentacji…