Dlaczego tyle mówi się o tym transferze? Wystarczy krótkie spojrzenie na historię, by się o tym przekonać. Ostatni raz kiedy zespół Ferrari miał w swoim składzie dwóch mistrzów Świata to daleki 1954 rok. Wtedy w czerwonych autach walczyli mistrz Świata z 1950 roku Giuseppe Farina oraz Alberto Ascari dwukrotny triumfator z lat 1952 i 1953.

Stajnia z Maranello nigdy nie słynęła z zamiłowania do angażowania naraz dwóch wielkich indywidualności. Kiedy w latach 80-tych Williams czy McLaren tworzyli z marnym skutkiem gwiazdorskie pary jak Nelson Piquet – Nigel Mansell czy Alain Prost – Ayrton Senna, Ferrari raczej koncentrowało się na zatrudnianiu wielkiej gwiazdy i zawodnika wspomagającego. Najgłośniejszy przykład to oczywiście przypadek z przełomu wieków. Gwiazdę Michaela Schumachera wspierali kolejno Eddie Irvine, Rubens Barrichello i Felipe Massa.

Tak też jest i teraz. Niekwestionowanym liderem jest Fernando Alonso, a Felipe Massa pełni rolę pomocniczą. Brazylijczyk dostaje czasem informację, że Fernando jest szybszy i trzeba go przepuścić. Innym razem, jak miało to miejsce ostatnio na Monzy, musi holować lidera w walce o lepszą pozycję na starcie (plan nie wypalił, ale to inna historia). Felipe jest często po to, by ułatwić życie Fernando Alonso. Faktem jest, że Massa, pod względem jakości jazdy, nigdy nie był na poziomie Alonso. Stąd od lat wspiera w nieudanej póki co pogoni Hiszpana za Sebastianem Vettelem. Z końcem tego sezonu rola Massy w Ferrari dobiegnie końca. Brazylijczyk odchodzi i tym samym kończy się chyba pewien okres we włoskiej ekipie.

W przyszłym roku do Fernando Alonso dołączy ostatni mistrz świata z Ferrari Kimi Raikkonen. To oznacza, że włoska stajnia będzie miała najlepszą na papierze parę kierowców. Obaj są szybcy zdeterminowani i pragną tylko jednego - wygrywać. Cel ten sam, ale drogi mają różne.

Kariera Fernando Alonso pokazuje, że Hiszpan lubi być w centrum uwagi zespołu. Wewnętrzna konkurencja mu nie służy. Czasami jest wręcz destrukcyjna dla niego i otoczenia. Tylko raz trafił na godnego siebie rywala. W 2007 roku miał możliwość dzielić garaż McLarena z młodym Lewisem Hamilitonem. Efekt tej potyczki to był dramatyczny i głośny. W Ferrari znalazł spokój, ale na jak długo?

Kimi Raikkonen sprawia wrażenie człowieka, któremu wszystko jedno z kim jeździ. On chce mieć konkurencyjny bolid, wygrywać i mieć święty spokój. Nie angażuje się w polityczne rozgrywki i nie chce być liderem. Między innymi dlatego w 2010 roku, mimo ważnego kontraktu, musiał oddać miejsce w bolidzie Ferrari właśnie Fernando Alonso. Po powrocie do Formuły 1 Kimi nieco się zmienił. Przez ostatnie dwa lata w Lotusie jest gwiazdą swojego zespołu. On odpłaca się wynikami i jest szczęśliwy dopóki nikt nie komplikuje mu życia.

Czy te dwa odmienne charaktery będą potrafiły wspólnie walczyć dla Ferrari w przyszłym sezonie? Czy to jest recepta na długo oczekiwany sukces włoskiej stajni? Już pojawili się tacy, którzy widzą przyszłość tego duetu w czarnych kolorach. Legendy kierownicy jak Sir Jackie Stewart czy Mario Andretti mają mnóstwo wątpliwości. Z kolei najważniejsi ludzie Ferrari zapewniają, że to Alonso i Raikkonen to najlepszy zestaw kierowców F1. Gwarantują doskonałe wyniki, doświadczenie i konieczny impuls w rozwoju bolidu.

Jak ułoży się współpraca Fernando i Kimiego, pokaże czas. Jedno jest pewne. Dołączyli do długiej listy powodów, dlaczego przyszły rok może być dla Formuły 1 wyjątkowy. Jednak jeśli mamy z zapartym tchem oglądać ich pogoń za Sebastianem Vettelem, o konkurencyjny sprzęt musi postarać się Ferrari. Bo wiadomo... z pustego i Alonso z Raikkonenem nie naleją.