"Zibi" ma o tyle ułatwione zadanie, że on Fornalika nie zatrudniał i może mieć inne przemyślenia, co do współpracy selekcjonera z reprezentacją niż Grzegorz Lato. Ja nie wierzę, że Boniek liczy na awans, bo wydaje mi się, że zna się na piłce nożnej...

Perspektywiczni wciąż na ławce

Potrzeba selekcjonera z zagranicy, który kadrę będzie oglądał od październikowych meczów. Selekcjonera, który przede wszystkim będzie widział, kto się nadaje na wyższy poziom a kto nie. W końcu potrzeba selekcjonera, który wcześniej nie powoływał do kadry gości, którzy nie grają w swoich klubach. Bo czas skończyć z powoływaniem młodych "cały czas perspektywicznych" - Wszołka, Salamona, Milika, Pawłowskiego czy Zielińskiego. Widocznie trenerzy klubowi tych zawodników widzą u nich młodość a niekoniecznie talent. A w końcu ci piłkarze nie grają w wielkich klubach, to dlaczego ze swoim talentem nie mają siły przebić się do pierwszego składu.

Selekcjonerów liga nie interesuje

Przechodząc do selekcjonerów - co za przypadłość u naszej ostatniej trójki - Beenhakker zamiast w zimowe weekendy oglądać ligi zagraniczne i polskich kandydatów do kadry, wolał bić brawo Małyszowi w Zakopanem. Smuda, który według powiedzenia "podróże kształcą", twierdził, że on wszystko wie i każdego zna, więc nie będzie nigdzie jeździł. Nawet na hitach ligowych się nie pojawiał. I teraz Fornalik. Zamiast oglądać polską ekstraklasę, wybrał się na mecz TVN  - Politycy, by tam oglądać kandydatów do kadry. Z tego, co wszyscy wiedzą, nie było to pierwsze spotkanie charytatywne zorganizowane nad Wisłą. Ciekawe, ile razy Fornalik był na tym meczu wcześniej? Ja podejrzewam, że wcześniej nie było go ani razu.

Podsumowując... U nas selekcjoner nie potrafi poprowadzić kadry - w ostatnich latach oczywiście - a chce się stać wielkim celebrytą. Dlatego czas na zmiany... panie Boniek. Środowisko piłkarskie ci zaufało.

Cała Polska liczy, czyli szanse matematyczne

W październiku będziemy czekać na cuda. Liczymy na matematykę, tak bardzo popularną w ostatnich tygodniach w polskiej piłce... Ale szanse matematyczne ma tak samo San Marino - żeby nie zająć ostatniego miejsca w grupie. My mamy wiec takie same szanse w tych ostatnich w dwóch kolejkach.

Przede wszystkim niech spojrzą ci wszyscy, którzy szukają cudów, ci co podpierają się matematyką, na wyniki polskiej reprezentacji od czasu mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii. W oficjalnych meczach eliminacyjnych i towarzyskich na terenie rywala wygraliśmy zaledwie JEDNO spotkanie z poważnym przeciwnikiem. Był listopad 2008 roku - w Dublinie pokonaliśmy Irlandię 3:2.

Trzech selekcjonerów od Euro 2008 i... trzy zwycięstwa - dwa nad San Marino, pięć remisów, 10 porażek... I jak tutaj wierzyć, że polscy piłkarze mogą wygrać na Ukrainie i w Anglii?
Powtórzę więc: potrzebujemy selekcjonera, z którym nie będziemy liczyli tylko na cuda i matematykę, tylko trenera, z którym zaczniemy grać piłkę na poziomie drugiego koszyka w losowaniu mistrzostw Europy.

Śladem Aragonesa

Na koniec zacytujmy kapitana Kubę Błaszczykowskiego po spotkaniu z San Marino: "Przed meczami z Ukrainą i Anglią potrzebujemy więcej wyrachowania i cwaniactwa"... No niestety Kuba - jeżeli brakowało tego cwaniactwa, wyrachowania i charakteru przez pięć lat, nie nauczysz tego kadrowiczów przez ostatni miesiąc.

A mój kandydat na reprezentację charakterną i bez gwiazd? To Luis Aragones, który przed Euro 2008 wyrzucił Raula i Guttiego, niepodważalne gwiazdy futbolu europejskiego i światowego z reprezentacji Hiszpanii. I od tego czasu Hiszpanie królują...