Nasi młodzi zdolni, bo przecież tylko tacy piłkarze powinni grać w młodzieżowych reprezentacjach, wyglądali jakby zderzyli sie ze ścianą! Trafili na rywali z kosmosu, którzy techniką, kulturą budowania akcji, pomysłem na grę wyprzedzali ich o lata świetlne. Wybrańcy Jacka Zielińskiego nie oddali w tym meczu ani jednego celnego strzału! Przegrali 0:3, ale mogli znacznie wyżej. To była brutalna lekcja!

Ale o co come on?

W Pucharze Czterech Narodów gramy od sezonu 2010/11, kiedy z tej imprezy swoją reprezentację wycofali Austriacy. Oprócz Włochów w tym turnieju grają jeszcze Niemcy i Szwajcarzy, a więc federacje, które od lat słynną ze znakomitej pracy z młodzieżą. Niestety my do tego towarzystwa na razie nie pasujemy. Wyglądamy ubogo, jak brzydkie kaczątko.

Z Włochami w 2013 roku kadra Zielińskiego mierzyła się już trzykrotnie. Bilans jest porażający. Przegraliśmy 1:6, 1:3 i 0:3! Przed meczem w Szczecinie usłyszałem, że dla chłopców z tego rocznika, którzy nie grają w żadnych eliminacjach, ale stanowią bezpośrednie zaplecze kadry olimpijskiej Marcina Dorny, takie mecze to wspaniała sprawa, wartość sama w sobie. Przecież pozostałe reprezentacje, na czele z pierwszą, mogą tylko pomarzyć, aby regularnie mierzyć się z takim potęgami.

„Dla tych piłkarzy to bezcenna lekcja. Mogą przecież namacalnie przekonać się, czy mogą grać jak równy z równym z młodymi Włochami, Niemcami czy Szwajcarami -zapewniał mnie dyrektor sportowy PZPN Stefan Majewski. A trzeba pamiętać, że wie co mówi, bo to przecież Majewski był opiekunem U-20, kiedy ta debiutowała w Pucharze Czterech Narodów. I z Włochami wówczas wygraliśmy jeden do zera.

We Wronkach zwycięską  bramkę strzelił Adrian Błąd. W bramce stał Wojtek Szczęsny, w pomocy biegali  m. in. Bartek Salamon i Michał Kucharczyk. Z ławki wszedł Mateusz Klich. Problem w tym, że było to jedyne dotąd zwycięstwo z młodą Sqadra Azzurra. Od tamtej pory dostajemy od Włochów regularnie lanie, a środowy mecz na stadionie Pogoni dobitnie pokazał, że na poziomie reprezentacji młodzieżowych Europa nam również odjechała.

Bo jeśli do tego wyniku dodamy jeszcze dwie dotkliwe porażki reprezentacji olimpijskiej: w eliminacjach ME ze Szwedami 1:3 i w towarzyskim meczu z Portugalczykami 1:6,  to należy się zastanowić gdzie my w ogóle pasujemy!

Potrzebny trener -psycholog

W Szczecinie długo zastanawiałem się o co po końcowym gwizdku zapytać trenera Jacka Zielińskiego i jego piłkarzy. O ile przed meczem byłem skłonny uwierzyć, że konfrontacje z tak mocnymi rywalami to wielkie szczęście i sukces PZPN, to po jego zakończeniu nie byłem tego taki pewien. Bo co ma myśleć młody piłkarz, który trzeci raz w bieżącym roku zostaje przez rówieśników z Włoch brutalnie sprowadzony na ziemię. I choć nie była to drużyna złożona z piłkarzy pierwszego wyboru, może nawet drugiego (Zieliński najlepszych musiał oddać do reprezentacji grających w eliminacjach),  to jednak w wyjściowym składzie pojawiło się trzech zawodników regularnie biegających po boiskach T–Mobile Ekstraklasy.

Kapitan Szymon Drewniak gra w Lechu, Maciej Nalepa wywalczył plac u Franciszka Smudy w Wiśle, Jakub Bąk ma miejsce w wyjściowej jedenastce Pogoni. I co ta trójka mogła w środowy wieczór pomyśleć? Jeżeli są ambitni to z pewnością, że czeka ich dużo tytanicznej pracy. Bo rywale przewyższali ich w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła.

Najbardziej bolało to, co wydaje się najprostsze, czyli różnica w przyjęciu piłki, w jej prowadzeniu. W przewidywaniu gdzie i komu ją zagrać. O wymianie podań bez przyjęcia nie wspomnę. Jeśli do tego dodamy umiejętności taktyczne, jakie zespół gości zaprezentował to lepiej, żeby tego meczu widzowie Polsatu Sport nie obejrzeli. Bo zobaczyli nędze i bezradność młodych polskich piłkarzy.

Naocznie przekonaliśmy się jaka jest przepaść pomiędzy naszą młodzieżową piłką a włoską. Jakie ci zawodnicy mają braki, jak są słabo wyszkoleni. A przecież są dopiero na początku swojej piłkarskiej drogi. Po kolejnej takiej porażce mogą wpaść w kompleksy, najnormalniej w świecie załamać się. Dojść do wniosku, że pewnych elementów już nie poprawią, że szczytem ich możliwości nie będzie pierwsza reprezentacja, ale gra w średnim klubie ekstraklasy. A wielki futbol będą oglądali w telewizji!

On będzie udziałem Włochów, z którymi próbowali sie mierzyć. Trener Zieliński po meczu szukał jednak jakichś pozytywów. Twierdził, że to dopiero początek pracy z tą konkretną grupą piłkarzy, że najlepszych brakowało. Że w drugiej połowie wyglądaliśmy lepiej i były nawet zalążki dobrej gry. Być może, ale w trakcie drugiej odsłony Włosi też dokonali 7 zmian. Weszli piłkarze nieco słabsi od tych, którzy demolowali nas w pierwszej odsłonie. Ale, że zgodnie z zasadą nie kopie się leżącego, nie drążyłem tematu. Zasugerowałem tylko, że po takim meczu kadrze bardziej będzie potrzebny psycholog nie trener. Osoba, która tę porażkę będzie w stanie przedstawić piłkarzom  jako lekcję, z której trzeba wyciągnąć pozytywne wnioski.

Patrzmy na Belgów

Po zwycięstwie z San Marino i remisie Ukrainy z Anglią w kraju trwa dyskusja i wyliczanie szans na awans do mistrzostw świata w Brazyli. Czy nasza kadra pod wodzą Waldemara Fornalika jest w stanie wygrać oba wyjazdowe mecze i przede wszystkim czy sam Fornalik nadal powinien być selekcjonerem.

A ja myślę, że może warto zastanowić nad wypowiedzią Artura Boruca. – Być może wszyscy powinniśmy zrozumieć, że nie jesteśmy takimi piłkarskimi tuzami jak nam się wydaje – wypalił w swoim stylu po meczu bramkarz Southampton. Bo może rzeczywiście nie powinniśmy liczyć na cud w Charkowie, a tym bardziej na Wembley tylko bardzo realnie i trzeźwo ocenić nasze szanse. Stonować górnolotne aspiracje.

Może nam się po prostu wydaje, że jesteśmy piłkarską potęgą, gotowych piłkarzy do gry w kadrze mamy na pęczki tylko obecny selekcjoner nie umie tego wykorzystać. Może Fornalik  robi co może ale przecież z pustego nie on pierwszy nie naleje! 

Przypominacie sobie problemy z napastnikami przed  meczami z Czarnogórą i San Marino. Kiedy kontuzji doznali powołani Arkadiusz Milik i Artur Sobiech okazało się, że Fornalik nie ma właściwie kim ich zastąpić! W 40-milionowym kraju nie udało się wyprodukować kolejnego Roberta Lewandowskiego. Ba! Nie ma piłkarzy, którzy z marszu mogliby zastąpić na ławce Milika czy Sobiecha. Fornalik sięgnął więc po doświadczonego, ale dopiero szukającego formy Pawła Brożka, a kiedy wyjechał Lewandowski dowołał kolejnego ligowca – 30-letniego Marcina Robaka. W odwodzie pozostał jedynie leciwy ale solidny Marek Saganowski.

Bez Milika nie poradziła sobie także nasza olimpijska a przecież napastnik Augsburga rocznikowo mógłby wspomóc nawet kadrę Jacka Zielińskiego. A kto grał na szpicy w U-20 z Włochami? Nominalny skrzydłowy Piasta Gliwice Partrick Dytko. Chłopak, który trzy ostatnie sezony spędził w juniorach Borussii Dortmund. Niestety nawet on, piłkarsko szkolony przez naszych zachodnich sąsiadów  na tle Włochów wyglądał ubogo.

Dlatego trzeba zacząć szukać i szkolić od podstaw nowe młode pokolenia. 17 listopada 2007 roku zespół Leo Beenhakkera po dwóch golach Ebiego Smolarka wygrał w Chorzowie z Belgami i po raz pierwszy awansował do Finałów Mistrzostw Europy.

Goście przechodzili właśnie pokoleniową zmianę i rozpoczynali budowę zespołu na kolejne lata. Mieli plan, wizje i tamta porażka była wkalkulowana. Do Kompanego, Fellainiego dołączyli kolejni Hazard, Witsel, De Bruyne, Lukaku.
Dlaczego? Bo dali sobie czas, poświęcili jedne, drugie eliminacje i dziś mają pokolenie piłkarzy, drużynę, która miażdży rywali w Grupie A. Belgowie wygrali 7 z 8 rozegranych dotąd spotkań, jedno zremisowali! Strzelili rywalom 15 bramek, tracąc zaledwie 2. Na mundialu powinni być prawdziwym czarnym koniem. A co my mamy? Nadzieję, że jakimś cudem uda się wygrać z Ukrainą, a potem z Anglią. A młodzieżówka zagra na Igrzyskach oczywiście. Tylko skąd u nas to przekonanie.