Zaproponowali przełożenie meczu, na dogodniejszy termin, w którym mogliby wystartować w optymalnym składzie (czytaj z Gollobem). Niestety zapomnieli o tym, że wypadki, kontuzje w sporcie żużlowym to rzecz normalna i trzeba sobie z nimi radzić. Zapomnieli przede wszystkim o kibicach, nie tylko Stelmetu i Unibaksu, ale o całej żużlowej gawiedzi w tym kraju! Produkt pod nazwą „Najlepsza żużlowa liga świata” wystawili na totalne pośmiewisko!
   
Co to za pomysł!

O tym, że Tomasz Gollob nie pojedzie w rewanżowym meczu wiadomo było już w Sztokholmie, kiedy pierwsze diagnozy mówiły nie tylko o wstrząśnieniu mózgu, ale także o urazie kręgosłupa. Po drugie pamiętajmy, że był to drugi tak groźny upadek „Chudego” w ciągu dwóch tygodni. Przecież w Częstochowie, także przydzwonił głową o tor i stracił przytomność! Dlatego uważam, że propozycja  Unibaxu, aby ten mecz rozegrać za dwa tygodnie, po Grand Prix w Toruniu, była kompletnie oderwana od rzeczywistości. Bo choć znam dobrze Tomasza i wiem, że wielokrotnie w niezalizanych ranach stawał pod taśmą, tym razem by się nie udało. Bo w Golloba wieku, takie urazy głowy już się tak szybko nie goją. Dwa lata temu 28 sierpnia podczas Grand Prix w Toruniu bliźniaczy upadek Tomasza spowodował Artiom Łaguta. Ile trwała przerwa w startach Tomasza? Dwa tygodnie! Ale powrót do normalnej dyspozycji zajął mu ponad miesiąc. Tym razem doszedł jeszcze uraz siódmego kręgu kręgosłupa. Dlatego zasłanianie się Gollobem, powoływaniem się na jego ewentualne ozdrowienie, uważam za totalne nieporozumienie i przede wszystkim nieodpowiedzialność ludzi z Unibaksu. Poza tym w myśl obowiązującego regulaminu żużlowego „warunkiem przełożenia spotkania jest zgoda obu klubów wyrażona do godziny 20:00 dnia poprzedzającego mecz”, czyli w tym przypadku do soboty a nie w momencie kiedy obie ekipy są w parkingu, na stadionie siedzi komplet publiczności a przed telewizorami kolejne rzesze fanów.

Jak Pawlak na weselu!

Ze studia NSportu ( kolegom dziennikarzom, którzy wczoraj stawili się w Zielonej współczuję) popłynął jasny komunikat. „Decyzję o tym, że nie Torunianie nie wyjadą na tor podjął jednoosobowo właściciel klubu Pan Roman Karkosik!”- zakomunikował szef Stelmetu Marek Jankowski. Kiedy próbowałem się dowiedzieć u źródła dlaczego Torunianie opuścili parking, osoba z Unibaksu powiedziała mi wprost „Siła wyższa!” Dzisiaj dowiadujemy się, że decyzję o nieprzystąpieniu do meczu wydawała Rada Nadzorcza, na czele z jej przewodniczącym Jakubem Nadachiewiczem. Wygląda więc na to, że Pan Karkosik i ludzie jemu podlegli zakpili sobie ze wszystkich, którzy kochają speedway w tym kraju. Rozumiem  Jego ambicje, bo w końcu inwestuje w Unibax własne pieniądze.  Ale okradać wszystkich z emocji jakie mieliśmy przeżyć w Zielonej Górze prawa już nie miał. Nie będziemy mistrzem to meczu nie będzie, jak w filmie „Sami swoi”. 

Jeżeli tak ma wyglądać sponsorowanie klubu to ja Panu serdecznie dziękuje i nie chce w tym sporcie takich darczyńców.  Z całym szacunkiem dla Pana dokonań biznesowych ale kompletnie nie rozumie Pan zasad sportowej rywalizacji. Gdzie zawsze ktoś wygrywa i ktoś przegrywa. Zamiast obrażać się na rzeczywistość, radzę spojrzeć na Pana kolegów: Bogusława Cupiała czy Mariusza Waltera. Obaj z mozołem budowali potęgę Wisły i Legii. Obaj nie raz musieli patrzeć jak z mistrzostwa cieszyli się inni a upragnioną Ligę Mistrzów wciąż w telewizji oglądają.  Ale nie zamknęli stadionów, nie wycofali drużyn, nie zabrali ludziom emocji. Mimo kilku niepowodzeń dziś Legia Waltera jest mistrzem a Wisła Cupiała po raz kolejny wstaje z kolan, by znów być najlepsza w kraju. Bo złotych medali nie można sobie zagwarantować nawet jeśli zbuduje się prawdziwy Dream Team. A szczególnie w żużlu, gdzie kontuzja goni kontuzję.
 
Żużel jest nieprzewidywalny

Współczuję zawodnikom Falubazu, dla których to mistrzostwo miało słodko-gorzki smak. Współczuję toruńskim zawodnikom i trenerowi Mirkowi Kowalikowi. Wiem, że mimo osłabienia, braku możliwości skorzystania z kolejnej ZZetki w miejsce Golloba (jedna już była w składzie za Chrisa Holdera) chcieli jechać. I choć na papierze wyglądało to słabo, rzeczywistość na torze mogła być zgoła odmienna.  Bo to na gospodarzach ciążyła olbrzymia presja. To oni musieli odrabiać  straty. Skromne, bo skromne, ale zawsze. A pamiętacie drugi finałowy mecz w Tarnowie w 2004 roku pomiędzy Unią i Atlasem kiedy na zawody nie dotarł Greg Hancock. I co? Do 13 biegu fani Jaskółek drżeli czy bracia Gollobowie, Tony Rickardsson, Janusz Kołodziej przełamią zdeterminowanych gości. Osłabieni Wrocławianie omal nie sprawili niespodzianki fundując nam kapitalny finisz rozgrywek.

A jak było w finale DMP w 2007 roku pomiędzy Unibaxem i Unią Leszno? Goście bronili zaliczki 8 punktów z pierwszego meczu. W rewanżu musieli sobie jednak radzić bez kontuzjowanego Jarosława Hampela.  Nikt z kierownictwa Unii ( a kierownikiem gości był wówczas obecny menago Unibaxu Sławomir Kryjom) nie wpadł na pomysł, aby prosić o przełożenie meczu. Stary stadion Apatora pękał w szwach i w zaistniałej sytuacji nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza jak wysokiego zwycięstwa gospodarzy. Ale Unibax nie tylko nie odrobił strat, ale przegrał drugie spotkanie 44:46! Tytuł niespodziewanie pojechał do Leszna a my znów byliśmy świadkami kapitalnego widowiska. Oczywiście ktoś mi w tym miejscu zarzuci, że wspomniany Betrad i Unia były osłabione brakiem tylko jednego lidera a nie dwóch. Ale czy Ward, Miedziński, Przedpełski oddaliby tanio skórę w Zielonej Górze? Jestem pewien, że nie! Jednak tego już się nie dowiemy.

Toruński pat


Najtrudniejsze zadanie stoi teraz przed Prezesem Enea Ekstraligi Wojciechem Stępniewskim. Niestety to jego klub, dobrze znani mu ludzie, strzelili spółce w kolano. Przecież Pan Wojciech był wcześniej Prezesem Unibaksu! Dlaczego wczoraj nie potrafił zatrzymać swoich byłych zawodników w zielonogórskim parku maszyn? Dlaczego będąc na miejscu nie był w stanie odpowiednio zareagować i nie dopuścić do skandalu? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeżeli chce wyjść z twarzą z tej sytuacji musi podjąć radykalne działania, być może bardzo niepopularne w jego mieście. Bo za taki numer należy się karna degradacja do 1 ligi!( artykuł 316 Regulaminu Dyscyplinarnego). Wystarczy przejrzeć internet, kibicowskie fora, żeby przekonać się jakie są nastroje i jakich kar oczekują fani z całej Polski. Na Pana miejscu rzuciłbym to w diabły lub najnormalniej podał się do dymisji. Bo jakakolwiek decyzja w tej sprawie zapadnie, Pan będzie w niej postrzegany jako strona.

A przecież już raz taką sytuacje w tym sezonie przerabialiśmy, kiedy w Lesznie wyjazdu na tor odmówiła rzeszowska Marma. Już wtedy spółka dostała mocno po twarzy a wizerunek i całego polskiego żużla bardzo ucierpiał. Teraz numer jest zdecydowanie grubszy. Chodzi przecież o finał rozgrywek! Dlatego kara pieniężna, nawet wysoka nikogo nie usatysfakcjonuje. Bo właściciela Unibaksu po prostu na to stać. Z kolei odebranie srebrnych medali, czy najsurowsza kara jaką była by degradacja, najbardziej uderzy w Bogu ducha winnych zawodników i trenera Kowalika. Dlatego Panie Wojtku Pan się jednak boi bo tylko regulamin za Panem stoi!