W niedzielne popołudnie ci, którzy nie znają dobrze polskiego żużla mieli okazję przekonać się, że to zaścianek sportowy, skłócony ze wszystkimi i o wszystko.

Dla przypomnienia. Pierwszy mecz finałowy "najlepszej żużlowej lipy świata" wygrywa w Toruniu z Falubazem miejscowy Unibax tylko 3. punktami. Zielonogórzanie są więc faworytem w rewanżu i faworytem do złota. Dodatkowo na zespół z miasta Kopernika spada kolejny cios na dzień przed meczem. Lider ekipy Tomasz Gollob doznaje fatalnej kontuzji podczas GP w Sztokholmie i w meczu z Falubazem na pewno nie pojedzie.

Wydawać by się mogło, że Unibax z podniesionym czołem stanie osłabiony do walki o cenne medale. Żużel to sport bardzo kontuzjogenny a nieszczęścia w postaci urazów, spadają na zawodników i ich drużyny tak niespodziewanie, że sportowe planowanie w tej dyscyplinie całego sezonu jest niemożliwe.

Niestety w głowach właścicielsko zarządzających urodził się plan niespotykany nigdy wcześniej na żużlowej mapie. "Nie ma Golloba - przełóżmy mecz za dwa tygodnie!"

Jaka szkoda, że działacze Unibaksu nie martwili się w ten sposób o sportowego ducha, kiedy ich rywale jeździli osłabieni brakiem najlepiej punktujących zawodników!

Od kilku miesięcy pisałem, że z polskim żużlem źle się dzieje. Dziś mamy tego mega żenujące potwierdzenie! To co zrobili działacze Unibaksu Toruń, uciekając z Zielonej Góry jest skandalem, który zapisze się w historii sportu. Unibax bez Tomasza Golloba nie miał żadnych szans na złote medale więc ekipa uciekła jak tchórz ze stadionu w Zielonej Górze. Oszukano w ten sposób wszystkich: kibiców, sponsorów i zawodników obu zespołów, bo przecież żużlowcy z Torunia jeździć w Zielonej Górze chcieli!

Ten skandal nie może zostać bez echa. Moja propozycja jest następująca: nie karać klubu żadną degradacją, absolutnie! Ukarać finansowo tych, którym pomysł odwołania/przełożenia meczu (dla mnie po prostu ucieczki z pola bitwy) przyszedł do głowy! Niech właściciele i zarząd Unibaksu zapłacą wszystkie koszty jakie ponieśli: kibice obu zespołów, zawodnicy obu zespołów no i zapłacą za organizację meczu, którego nie było. Bo przecież nie zrobili oni na złość Falubazowi, nie! Oszukali po prostu własnych kibiców wystawiając dobre imię klubu na pośmiewisko.

Niedawno wydawało się że klubowi włodarze w końcu zaczną mówić jednym głosem. Na tajnym spotkaniu we Wrocławiu szykowali rokosz wymierzony w PZMot i spółkę zarządzająca rozgrywkami. Przypadek toruński pokazuje, że polskim żużlem kierują w znacznej mierze ludzie mali, którym duch rywalizacji jest absolutnie obcy.  

Jedno jest pewne. Działacze żużlowej ligi chcieli, aby o tej pasjonującej dyscyplinie pisać, mówić i pokazywać jak najwięcej. Macie Panowie czołówki!!! Szkoda tylko, że cały czas o żużlu pisze się w atmosferze skandalu.