Jak przez mgłę pamiętam „swój“ pierwszy mecz Widzewa oglądany w telewizji, wtedy czarno-białej. To był mecz z Manchesterem United okraszony golem Krzysztofa Surlita z połowy boiska. Po United był Juventus i dwumecz zakończony wygranymi karnymi, a w międzyczasie gole strzelał Pięta. Nic nie szkodzi, że Widzew przegrał później wysoko z Ipswich.
To nie był wcale koniec tamtej drużyny.

Przyszły przecież mecze z Liverpoolem i zdjęcie Smolarka stojącego na Anfield w policyjnym hełmie. Półfinał Pucharu Europy... Znów Juve, teraz już z Bońkiem, po mundialu w Hiszpanii europejską gwiazdą. Półfinał przegrany, butelka, zdaje się rzucona na boisko, chyba trafiła w sędziego... mniejsza o to.
To nie był wcale koniec tamtej drużyny.

Potem były lata nieco chudsze. Nie chciało mi się wierzyć, że Widzew może przegrać z jakimś egzotycznym, nikomu nieznanym, tureckim, azjatyckim wręcz Galatasarayem! Widzew przegrał minimalnie. Wiadomo, gol strzelony na wyjeździe itd. itp.
W międzyczasie osobiście trafiłem na stadion Widzewa. Z trybun widziałem swój pierwszy ligowy mecz. To był, zdaje się rok 1986 i mecz z Lechem. Wygrany chyba 2-1. Chyba dla Lecha strzelił Pachelski. Nie mam pewności. Kto dla Widzewa? Jedną Kajrys? Nie wiem, mogę się mylić. Nie chce mi się sprawdzać. Ale to nie takie ważne. Nadszedł rok 1992 i wiadoma kompromitacja z Eintrachtem. 0-9 we Frankfurcie.
Ale to też nie był wcale koniec tamtej drużyny.

Przyszła bowiem nowa generacja piłkarzy, która w decydujących o mistrzostwie meczach, potrafiła dwa razy wygrać z Legią w Warszawie. Po tym była Liga Mistrzów. I gole Citki i Dembińskiego z Borussią i Atletico. Albo nieco wcześniej gol Wojtali z Brondby. Nikt już potem w Polsce nie grał tak pięknie w piłkę! W międzyczasie rywalizacja o pierwszeństwo w klubie Pawelca i Grajewskiego.
To był początek końca tamtej drużyny.

I wtedy właśnie, takie mam wrażenie, Widzew zaczął powoli znikać. I znika tak już ładnych paręnaście lat.
Piszę ten tekst po dymisji Radosława Mroczkowskiego, bo ta decyzja szefów klubu, dla mnie osobiście, oznacza definitywne zniknięcie Widzewa. Dymisja Mroczkowskiego końcem Widzewa? A któż to taki, że wraz z jego odejściem kończy się Widzew? Teraz, moim zdaniem, to gwarant w Widzewie... czegoś... Czegoś, bo do końca nie wiem czego.
Znamienne, że ani słowa o Smudzie, Żmudzie, Koniarku, Wichniarku, Sobolewskim, Łapińskim, Tłokińskim i innych nie wspomniałem, a przyszedł mi do głowy na koniec Mroczkowski…
Na sam koniec już, dam sobie głowę uciąć, że zanim przy Piłsudskiego zbudują nowy stadion, to Widzewa niestety w lidze już nie będzie.
I to będzie prawdziwy koniec tamtej drużyny.