Przypomnę - pierwszy mecz Unibax wygrał z Falubazem różnicą 3 punktów. Niewiele ale jednak na rewanż w winnym grodzie zaliczka była. 20 godzin przed spotkaniem kontuzji nabawił sie lider zespołu z Torunia Tomasz Gollob. Jego koledzy i trenerzy przyjechali do Zielonej Góry, jak się okazało, z różnymi planami. Zawodnicy jechać chcieli, szefostwo zaczęło uprawiać kombinatorstwo. Efektem tych zabiegów była ucieczka ze stadionu Falubazu.

Jak wyjaśniali później menedżerowie i prezesi, chcieli pojechać ten mecz w pełnych składach w duchu idei sportowej. Zapomnieli jednak o kilku istotnych faktach. Była to rzecz nie do wykonania z racji długiej rehabilitacji Golloba i nie do wykonania z powodów regulaminowych. Torunianie zasłaniając się duchem sportu, zapomnieli jak kilka miesięcy wcześniej zamknęli bramę stadionu spóźnionemu bodaj 3 minuty zawodnikowi Unii Tarnów Gregowi Hancockowi. Szkoda pisania...

Zamiast posypać głowę popiołem, przeprosić, oddać pieniądze, Unibax zaczął szokować. Kilka dni temu zażądał ogłoszenia obustronnego walkowera za potyczkę w Zielonej Górze, gdyż na "meczowym papierze" brakowało podpisów zielonogórzan. Teraz przyjmując zasadę, że najlepszą formą obrony jest atak, poszli dalej. Zażądali bowiem od Falubazu 100 000 złotych tytułem noty obciążającej za walkower, który należy się... Unibaksowi!

Paranoja, kabaret,  śmiech na sali a na końcu smutek, jak bardzo można brnąć w samounicestwienie. Jak na razie wszystkie instancje potwierdziły walkower dla Falubazu. Z unibaksowych oczu nikt do tej pory klapek nie ściągnął. Mamy oto smutny dowód, jak biznes rządzi sportem i wymusza podejmowanie absurdalnych decyzji.

Szkoda tylko, że w gronie działaczy Unibaksu zabrakło choćby jednej osoby z charakterem, która uprzedziłaby właściciela o ewentualnych konsekwencjach. Do tej pory byłem powściągliwy, teraz jednak widząc co potrafią wymyślić działacze z miasta Kopernika życzę im poważnej i surowej kary, włącznie z degradacją klubu. Kibicom z Torunia współczuję.