Sprawa dość poważna, tyczy bowiem polskiego futbolu reprezentacyjnego, a więc na najwyższym poziomie, a mówiąc dokładniej, idzie o personalia, kilka nazwisk, które do ogólnej wiadomości podał trener Fornalik. I zaczęła się drwina. I kpina.

Bo dlaczego nagle Lewandowski M.? Dlaczego Wojtkowiak G.?

I co się stało, że na zgrupowaniu znów pojawią się Wasilewski M. i Peszko S.? Co się takiego stało? Co się roiło w głowach selekcjonera i jego pomagierów?

Zaczęły się rodzić natychmiast najbanalniejsze z banalnych, tak samo złośliwe żarty, że oto Lewandowskich dwóch, więc, ha, ha, Ukraińcy nie połapią się który jest który… Ha, ha! I jeszcze raz – Ha! Ha! Przestańcie już, bo zejdę ze śmiechu.

Ale przecież Fornalik, który zna swoją, bądź co bądź, sytuację niewesołą, musiał brać pod rozwagę takie oto właśnie, jak powyższy, głosy. Wierzę, że sensacyjne powołania skrupulatnie przemyślał. Nie wierzę, że było na przykład tak:

FORNALIK
I co?
WLECIAŁOWSKI
Hmm.
MAŁOWIEJSKI
Jechałem ja niedawno palcem po ukraińskiej mapie…
FORNALIK
I co?
MAŁOWIEJSKI
Wielki kraj, piękny step, cudne miasta... Kijów…, Lwów…, Odessa…, Sewastopol…
FORNALIK
Ech…
WLECIAŁOWSKI
Hmm…

I jak to się kończy łatwo przewidzieć. Ale tak nie było. Przecież tak nie mogło być!

Więc po co komu Lewandowski? Kiedy próbowałem odpowiedzieć na to pytanie, chcąc uniknąć oczywistego – „bo jak nikt zna ukraińską piłkę”, to przyszedł mi wówczas do głowy mecz Polaków sprzed 20 lat, w Rotterdamie, za czasów trenera-selekcjonera A. Strejlaua.

Pamiętacie?

Pamiętacie, kto tam w Rotterdamie grał w meczu, który skończył się remisem, a prowadziliśmy 2-0? No kto miał super szansę na gola zwycięskiego? Włodzimierz, wtedy ponad 35-letni, Smolarek, który wówczas grał w Utrechcie, który od lat nie grał w reprezentacji. A więc z Lewandowskim sytuacja kropka w kropkę jak z 1992 r.? Może… Dlaczego nie…? Czy ktoś wtedy krytykował Strejlaua? Czasy były inne…

Albo inny, jaskrawy przykład z zagranicy: Roger Milla, ile miał lat kiedy strzelał swojego ostatniego gola na mundialu? Osiemnaście?
W sprawie Lewandowskiego, to tyle. Wystarczy.

Wojtkowiak?
Wojtkowiak a nie Boenisch.

Na tym polega paradoks i przebiegłość selekcjonera

Wydawałoby się, że sprawa klarowna, że trzeba wybrać obrońcę lewonożnego, który gra regularnie w Bundeslidze, pierwszej, a nie prawonożnego na lewą defensywę, który gra, powiedzmy, w co drugim meczu. Na tym polega perfidia. O to chodzi w koncepcji selekcjonera, o zaskoczenie. Powiem więcej: o zaskoczenie totalne.

Mniej więcej to samo z Peszką. Z tym, że skrzydłowy na dodatek strzelił dla Koeln dwa gole. Mało? Jak na naszego całkiem sporo, w czterech meczach.

Wasilewski? Kwestia tak oczywista, że szkoda gadać. Kto nie wie dlaczego trener Fornalik jeszcze raz postawił na Wasilewskiego znaczy, że nic a nic nie zna się na piłce, i radzę: niech lepiej nie jedzie na mecz do Charkowa, bo pewnie nie wie, że stadion zamknięty.
 
A na koniec taka oto uwaga, wymagająca znacznie głębszej refleksji: Ja nie wiem, Bóg mi świadkiem, czy to ma jakieś znaczenie kogo trener Fornalik powołuje? Poważnie, nie wiem. Bo kto mi powie, który gorszy: Wawrzyniak, Boenisch czy Wojtkowiak? A który gorszy: Peszko, Grosicki, Wszołek, czy ten młody na „R”, co kiedyś grał w Legii? A Lewandowski czy Lewandowski…?

Wiadomo za to, że Fornalik najgorszy, tak?