Idąc takim tokiem rozumowania, mężczyzną jest ten, kto przez cały sezon grał źle,  przegrywał, nic mu nie wychodziło; mało tego - mężczyzną będzie nawet leń, któremu nic się nie chciało. Wystarczy tylko wygrać w końcówce sezonu kilka spotkań, na koniec kariery błysnąć dwa razy w lidze, by zostało dobre ostatnie wrażenie. Reasumując, by zostać mężczyzną wystarczy „wystrzelić”  na kilka chwil i … już. Potem można się puszyć, stawiać  pióropusz, czy rozwinąć barwny ogon jak paw. I czekać na oferty.

Mam diametralnie inną wizję męskości polegającą na konsekwencji, wytrwałości, stałości . Mężczyzna to baza, opoka, na której zawsze, zawsze można się oprzeć, to podstawa, na której można budować. Oczywiście nie oznacza ona bezbłędności, nie, ale daje pewność, że bez względu na wszystko będzie niezachwiana. Czy ktoś kto świetnie się prezentował przez cały sezon a przegrał ostatni mecz przestaje być mężczyzną?

Nie mogę oczywiście pominąć erotycznego aspektu tego powiedzenia, nie no gdzież bym śmiał! Jestem mężczyzną.  Myślę, że warto by tu zasięgnąć opinii płci pięknej co sądzi o końcówce i męskości. Czy rozpozna mężczyznę po wiekach wyginania, stękania i ślinienia się a zadowoli ją sekundowy wybuch „męskości”? Śmiem wątpić. Choć myślę, że będzie później opowiadać o tym jak to rozpoznała mężczyznę dopiero po końcówce.

Popularność tego stwierdzenia świadczy też o tym, że większość mężczyzn  czując konotację seksualną wyłącza mózg. Szare komórki biorą wolne, przestaje liczyć się sens, logika, treść, facetom staje  … przed oczami sex, sex, sex i nic innego już się nie liczy. Popęd siłą sprawczą?  Może, na pewno siłą ogłupiającą jak widać, mam nadzieję, że chwilowo.

Wierzę głęboko, żeby tak skończyć… optymistycznie, że wielu mężczyzn  potrafi myśleć, mimo tak uwielbianego przez nas stanu wzbudzenia, i że do pokazania swojej męskości nie będziemy potrzebowali wspomagania w postaci viagry. Uważam, że w dzisiejszym metroseksualnym świecie męskość powinna być demonstrowana nie tylko przez chwilę w końcówce lecz ciągle i bez przerw, ku uciesze damskiej części publiczności. Choć po zastanowieniu uznaję, że  słowa te dotyczą nie tylko sportowców, nie tylko płci męskiej, w sporcie chcę widzieć męskość płci pięknej! No może trochę przesadziłem.
 
Nie mam tu na myśli oczywiście cech fizycznych.

A po tym jak kończy, to poznać można cwaniaka a nie mężczyznę.