Musi umieć mówić. Wróć, musi chcieć mówić. Tak, tak - to nie takie proste wypowiedzieć się tak, by być zrozumianym przez piłkarzy, dziennikarzy i kibiców. Jasno określać stan rzeczywistości. Jeśli jestem trenerem - to jestem, jak nie jestem - to nie jestem. Jeślibyśmy wygrali kilka meczów to byśmy ich nie przegrali. To kluczowe kwestie, bo nie są marginalne.

Musi się częściej uśmiechać, żeby nie być ponurym ani smutnym, bo to przekłada się na drużynę, która nie daje potem radości. Zasępiony budowniczy zbuduje posępną budowlę a który z piłkarzy zechce w takiej przebywać? Kibic na widok takiego tworu będzie miał łzy w oczach już przed pierwszym gwizdkiem a po porażce będzie standardowo lamentował. Sytuację może uratować tylko wiecznie rozpromieniony, bez względu na wynik,  trener prezentujący pełną klawiaturę uzębienia. Człowiek z gotowymi argumentami, potrafiący wskazać palcem przyczyny porażki i ojca swego zwycięstwa. Z ogniem w oczach naświetlający plan naprawczy i świetlaną perspektywę przyszłości.
 
Nie może "strzelać focha". Co to, to nie. Foch to słabość, niestabilność emocjonalna i brak kontroli nad sobą. Jeśli nie panuje nad sobą to jak ma zapanować nad drużyną?

Musi widzieć. Widzieć, nie patrzeć. Każdy głupi umie patrzeć, a selekcja nie polega na oglądaniu. Nieważne ile obejrzysz meczów -  ważne co w nich dostrzeżesz, jak ocenisz formę zawodników i ich przydatność do swojej taktyki. O! Musi wiedzieć, jak ma grać jego drużyna i jak ma sprawić, by realizowała to w praktyce, jakimi środkami to osiągnąć. Innymi słowy - musi wiedzieć czego chce!

Nie może ukrywać się w kącie. Nie może być wyznawcą teorii spiskowej, że wokół jest milion szpiegów przeciwnika czyhających na chwilę nieuwagi, by wykraść drogocenne informacje. Dlatego izoluje drużynę od wszystkich, buduje mur, zza którego nie widzą drużyny kibice i dziennikarze, a czasem sam selekcjoner ma problem by ją ocenić.  „Schowam ją tak głęboko, że sam jej nie znajdę a co dopiero wrogowie”.  Warsztat pracy przestaje wtedy być istotny.

Musi mieć charyzmę (to nie przypadek, że brzmi podobnie charyzma -Dyzma), która będzie otwierała przed nim wszystkie drzwi, która spowoduje, że piłkarze na jego widok będą stali jak słupy soli i pytali czy mogą usiąść.  Wpatrywać się w niego będą maślanymi oczami i na zmianę wielbić go i się go bać. Na zgrupowanie przyjeżdżać będą dzień wcześniej nie mogąc się już doczekać jego widoku. Motywacji trener nie musi już się uczyć, nie będzie potrzebna.

Musi umieć zrobić minimum trzy żonglerki ewentualnie czwartą wślizgiem, żeby przy ławce, w trakcie meczu się nie zbłaźnił jak mu piłka spadnie na nogę.

Najlepiej, żeby był zdesperowany. Żeby za plecami miał przepaść, w którą spadnie jeśli zrobi krok w tył.

Żeby wiedział, komu zawdzięcza swoje szczęście.

I żeby nie chciał za dużo zarabiać.