Przegrać ze świetnie grającym rywalem boli trochę mniej. Ale w czwartkowy wieczór gwiazdy kończące karierę na dość dalekim wschodzie: Florent Malouda, Didier Zokora czy Jose Bosingwa „straszyli” głównie klubami, w których występowali w przeszłości. Nawet Adrian Mierzejewski zagrał się na … „reprezentacyjnym” poziomie. Wyłączając pierwszą godzinę w Londynie, gdzie prezentował się pewniej i zaadresował więcej ciekawych piłek niż podczas wizyty mistrza Polski nad Morzem Czarnym od jego tureckiej strony. Ale to wystarczyło na naszą najlepsza klubową drużynę.

Różnica między przeciętnie grającym Trabzonsporem,  a Legią tworzącą więcej dogodnych sytuacji niż w obu wcześniejszych spotkaniach Ligi Europy razem wziętych, jest taka, że rywal potrafił strzelić dwa gole. Mimo, że oddał mniej strzałów i były one zdecydowanie mniej groźne. To jednak Turcy mają już siedem punktów i przewagę wyniku 2:0 nad Legią u siebie. Ciężko będzie ich wyprzedzić w tabeli, a w grupie są jeszcze Rzymianie, a i Apollon (ma już 4 punkty!!!) czeka przecież spotkanie z warszawianami u siebie. A ci jeszcze nie zdobyli w LE żadnej bramki! W całych pucharach wygrali tylko z pół-amatorami z walijskiego New Saints. Nie brzmi to za dobrze.

Brak doświadczenia? Nie. Ten zespół gra trzeci rok z rzędu w Europie, ma w swojej kadrze pięciu reprezentantów Polski, dwie gwiazdy zespołu Marcina Dorny walczące o Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, a później być może Igrzyska Olimpijskie, piłkarzy z kadry Gruzji, Cypru czy Estonii i gościa, który grał z Realem Madryt na poziomie ćwierćfinału Champions League. To wystarczy, by oczekiwać zdecydowanie więcej. A znów okazuje się, że bez Miroslava Radovica ten zespół traci za duży procent swej jakości. A przecież „Bratko” nie jest wytworem ostatnich lat polityki transferowej, gra przy Łazienkowskiej ósmy sezon z rzędu! Od trzech zespół jest od niego uzależniony.

Wiem, że istnieje „partia wspierająca Helio Pinto”, ale ja do niej się nie zapiszę. Gdy zagra dwie dobre piłki, odda groźny strzał albo strzeli gola – jak w niedzielę – słyszę, że widać jego klasę. Sorry, ja jej ciągle nie widzę. Liderem zespołu nigdy nie będzie bo ma inne predyspozycje. Za często znika.  Zabiera miejsce Dominikowi Furmanowi i tyle. Dossa Junior też ma swoich „fanów”, a ja bym chciał, żeby raz wybił dobrze piłkę spadającą jak „świeca”, bo zarówno głową jak i nogą tego nie umie. I często ciągle „idzie na raz”, jakby zapomniał o Steaue Bukareszt. Legia ciągle traci łatwe gole. I nie jest to tylko wina Wojciecha Skaby.
I znów może usłyszeć, że „gdyby był Dusan Kuciak, zdrowy Marek Saganowski albo właściciel zdecydował się wydać coś „grubiej” by wzmocnić pierwszą linię, to…”. Ale nie o to chodzi. Ten klub, to miasto, ci kibice, nawet od czasu do czasu bardzo niesforni, zasługują na coś więcej niż tylko znęcanie się nad Podbeskidziem Bielsko-Biała czy Piastem Gliwice.