Skoro mowa o budowaniu to trzymajmy się tego porównania. Czy trener jako kierownik budowy musi liczyć się ze zdaniem gościa, który wymachuje kielnią albo zasuwa z taczkami po kolana w błocie? Wyobrażacie sobie, że z uwagą słucha argumentów od robotnika, że to okno to powinno być z drugiej strony, a drzwi to są za wąskie, a  te dachówki to są do kitu? Myślicie, że zastanowi się nad tymi sugestiami; nawet jeśli wszyscy ci robotnicy spędzili mnóstwo czasu na budowie, nosili tysiące cegieł a drzwi i okna to ich chleb powszedni?
 
Wyobrażacie to sobie? Ja nie.

I dobrze, bo uważam, że to nieodpowiednie porównanie.
 
Bardziej widziałbym trenera jako architekta, który ma już swoją wizję, której nie musi kształtować, wykuwać. On ją musi umieć wdrożyć w życie; spowodować, że zafunkcjonuje, zostanie zrozumiała przez piłkarzy i wykonana. I w tym kontekście sztab to ludzie, których warto wysłuchać, którzy mogą wiele podpowiedzieć i swoim doświadczeniem praktycznym, pracą u podstaw sprawić, że będą uzupełnieniem głównego architekta.

Architekci mają czasem odjazdowe wizje budowli, które niejednokrotnie nie są możliwe do zrealizowania. Mimo, że niesamowicie piękne i pociągające. Rolą sztabu będzie sprawić, by te wizje po korektach dały się zrealizować i to z materiału, którym w danej chwili ekipa dysponuje. Warunek jest tylko jeden, architekt musi chcieć słuchać.

A więc kielnie w dłoń i na rusztowanie. Tylko pamiętajmy, że przez okno to się patrzy a przez drzwi wchodzi... choć czasem można wylecieć.