Wystarczy, niech się zbratają!

Mniej wytrawny kibic mógłby, nie daj Bóg, sądzić, że Kuba i Robert są jak bracia, gdyż grają w jednej drużynie klubowej razem, gdyż grają w jednej reprezentacji razem, niemal obok siebie, niby ramię w ramię. Otóż, nic bardziej mylnego. Owszem, grają, tego kwestionować nie sposób, ale niestety, jakby nie grali…

Bardziej wyrobiony dostrzeże pewnie, że gdy Kuba ma podać piłkę do przodu, podaje ukradkiem do tyłu albo w najgorszym razie w bok (do przodu nigdy). Kiedy zaś Robert ma tę samą piłkę przyjąć, to przyjmuje ją źle albo wręcz wcale, po czym rozkłada szeroko ręce (tysiące razy już te swoje ręce szeroko rozkładał, każdy widział) w geście irytacji wiadomo kogo tyczącym.

Dlaczego oni się tak nie lubią?


Pobratać ich! (nawet siłą)

Idąc tym tropem, wytrawnym, ale traktując sprawy na opak, należałoby sądzić, że dajmy na to, van der Vaart, Robben i van Persie nie mogą bez siebie żyć, że kochają się na zabój piłkarze Barcelony i Realu, choć to uczucie, ze względów historycznych, jakkolwiek żarliwe, pozostaje jednak czysto platoniczne, że wszyscy Włosi jedzą sobie z dzióbków, nie wyłączając Balotellego… Wreszcie - wszyscy kochają Zlatana? No, ale taki Zlatan to inna para kaloszy. Wystarczy, że będzie jako tako akceptowany przez jednego z pozostałych dziesięciu. A właściwie, on gra tak, że nikt nie musi go lubić…

Wracając do „naszych” powtórzę pytanie zasadnicze: znaczy to wszystko, że o powodzeniu polskiej reprezentacji miałaby decydować wyłącznie towarzyska relacja wyłącznie dwóch piłkarzy? Daj Boże… Ale znajdzie się pewnie ktoś, kto upomni się o pozostałą dziewiątkę. Bo co z nimi? Wystarczy, że polubią się Kuba z Robertem i będzie "z górki"? A co z tamtymi? Tamci nieważni? Tamci mogą Kuby i Roberta nie lubić..?

Takie to proste?


Patrząc na grę Polaków, i tak i nie. Jeśli bowiem miałoby się rozchodzić o to, kto kogo lubi bardziej, a kto kogo mniej, to patrząc na ich grę, można by raczej uznać, że w tej reprezentacji mało kto kogo lubi. A właściwie należałoby sądzić, że nikt nikogo nie lubi, i to bardzo, że oni nienawidzą się wzajemnie, nie znoszą się, dostają wysypki na całym ciele, gdy na siebie patrzą. Napastnicy na napastników, pomocnicy na pomocników, obrońcy na obrońców, pomocnicy na obrońców, itd., itp. A wszyscy oni razem na bramkarza. Że nienawiść i niechęć w tej reprezentacji są wszechogarniające i wszechobecne.

Co więc począć? Gorąco apelujmy:
Polubcie się piłkarze!
Pokochajcie się Polacy!
Nawet wbrew sobie!
Całujcie się pod tęczą spaloną na Placu Zbawiciela!