Byłem tu w Grodzisku niemal na każdym treningu i widziałem jak żmudną pracę wykonał cały sztab i sami piłkarze. Jak długo Nawałka tłumaczył kadrowiczom, że dla Niego najważniejsze są koncentracja, zaangażowanie, jakość pierwszego podania, odbudowa formacji. Nie poniosło mnie w relacjach ze zgrupowania.


W kontrze do Cezara

Nie zostałem opętany entuzjazmem Nawałki - jak sugerował w swoim felietonie w  niedzielnym „Cafe Futbol” mój serdeczny redakcyjny kolega Czarek Kowalski. Podkreślę raz jeszcze, że od czasów Jerzego Engela nie widziałem tak dobrze, pod względem mentalnym, taktycznym i organizacyjnym przygotowanych treningów i całego zgrupowania. A widziałem ich mnóstwo. Dlatego drogi Czarku rzucić granatem z drugiego rzędu, z Warszawy, nie dotykając tej kadry, tego co się tu dzieje jest najprościej. Opowiadanie, że straciliśmy tu kontakt z rzeczywistością, koloryzujemy fakty i wystawiamy Nawałce laurki jest mówiąc po piłkarsku jak brutalne wejście wślizgiem wyprostowaną nogą na wysokości kolana! Ale zgodzę się z Tobą, że ta reprezentacyjna rzeczywistość, pierwsza weryfikacja okazała się dla nowego selekcjonera i dla nas tu przebywających mega brutalna.

Gór raczej nie przeniosą

Przed meczem podszedłem do Adama Nawałki i ostrzegałem, by był przygotowany na najgorsze. Bo dokładnie pamiętam pierwsze zgrupowania Waldemara Fornalika. Pomiędzy meczami z Czarnogórą i Mołdawią też byłem na wszystkich treningach i widziałem ćwiczone schematy, wpajane założenia. Wszystko pięknie jak teraz w Grodzisku, ale bez rywala. W meczu, nomen omen też we Wrocławiu, podopieczni Fornalika wprawdzie wygrali, ale nie przenieśli na warunki meczowe żadnej akcji, żadnego schematu. Te były dopiero widoczne na Stadionie Narodowym kiedy remisowaliśmy z Anglikami.

Niestety w piątek to się powtórzyło. Stałem obok selekcjonera i widziałem też  innego Nawałkę niż Górniku. Z każdym kolejnym błędem, straconym golem, był chyba coraz bardziej zszokowany. Nie reagował tak impulsywnie i tak często jak przyzwyczaił nas do tego w lidze. Kiedy w przerwie piłkarze po gwizdku wzorem tych z Górnika biegli do szatni – to akurat udało się zaszczepić – Nawałka ze swoimi asystentami został przed drzwiami i długo naradzał się co zrobić, co zmienić, jak zareagować. Na drugą połowę wyszliśmy jednak w tym samym składzie. Po meczu selekcjoner przyznał, że tym którzy zawiedli w pierwszej połowie zwykle daje drugą szanse. Chce się przekonać jak zareagują. Dziś wie, że niektórych piłkarzy z wyjściowego składu nie może wystawić w Poznaniu. Trzeciej szansy, przynajmniej na razie nie dostaną.

Drugie rozdanie

Dlatego w meczu z Irlandią zobaczymy przemeblowany skład, z zupełnie nową defensywą. W bramce powinien zameldować się Wojciech Szczęsny (tu nie ma sensacji, bo tak było ustalone na pierwszym treningu zgrupowania: Boruc broni ze Słowacją, Szczęsny z Irlandią). Na środku obrony Marcin Kowalczyk z Łukaszem Szukałą, po bokach Piotr Celeban z prawej i Adam Marciniak z lewej (nie wykluczone, że jednak Brzyski). Patrząc w przód wydaje się, że ten kręgosłup zostanie utrzymany. Dlatego, mimo bardzo słabej gry, spodziewam się znów Grzegorza Krychowiaka.

Nawałka odbył z nim długą, merytoryczna rozmowę i myślę, że będzie chciał sprawdzić przynajmniej przez 45 minut czy pomocnik Reims wyciągnął wnioski. Obok niego widzę Krzyśka Mączyńskiego, który dał naprawdę dobrą jakościową zmianę (uderzał na treningach i to skutecznie większość stałych fragmentów). Na prawym skrzydle zacznie Kuba Błaszczykowski, na lewym Piotrek Ćwielong, który powinien zastąpić Waldka Sobotę. Z kolei Roberta Lewandowskiego powinien wspierać Dawid Nowak, świetnie czujący się w grze kombinacyjnej, ustawiony jako fałszywa dziesiątka, podwieszony pod napastnika Borussii. Może on okaże się skutecznym lekiem na problemy Lewego.

Tak to widzę. I wiem, że gorzej jak we Wrocławiu zagrać się nie da! I nie jest to żaden „huraoptymizm” tylko racjonalne, trzeźwe spojrzenie człowieka z perspektywy Grodziska.