Nie wiem jak Wy, ale ja lubię patrzeć na gole. Zaskoczyłem Was, wiem. Lubię obserwować szybkie, składne akcje zakończone celnym strzałem, albo chociaż sytuacją stuprocentową. Nawet podoba mi się, gdy czasem łapię się za głowę, myśląc, że to niemożliwe! Niemożliwym jest niewykorzystanie takiej sytuacji. Uwielbiam też być zaskakiwany. Gdy wydaje mi się, że z butą eksperta obwieszczam jakiś jedyny słuszny sąd, a w tej samej sekundzie obraz meczu odwraca się „do góry nogami”  głoszona z emfazą teza „ leży i kwiczy”.  To mnie przyciąga jak magnes na stadion,  chęć poczucia, przeżycia emocji. Zdziwienia z oczami wielkimi jak pięć złotych i otwartą gębą, tego chcę, tego oczekuję.

Za nami pierwsza jesień zreformowanej ekstraklasy. Zastanawiałem się, jak ją ocenić? Jak ją porównać choćby do poprzedniej. Nie będę zestawiał frekwencji, bo na nią ma wpływ i stan budów stadionowych a także pogoda (choć liga skończy się tylko tydzień później niż w zeszłym roku). Zresztą frekwencja ma pewną bezwładność, reaguje z opóźnieniem na wydarzenia boiskowe. 

Porównałem to, co dla mnie najważniejsze. Zestawiłem liczbę zdobytych bramek jesienią w 15 kolejkach sezonu 2012/2013 i analogicznie z obecnej jesieni. Wynik brzmi 301 do 326 na korzyść dzisiejszej ekstraklasy. Dwadzieścia pięć razy więcej łapaliśmy się za głowę, albo podskakiwaliśmy z radości tej jesieni. I to tylko w przypadku bramek.  Nie liczę oczywiście goli, które padły w dodatkowych kolejkach. Wydaje mi się, że z punktu widzenia kibica to dobry wynik. Taką ilością dodatkowych emocji można obdzielić co najmniej kilka meczów i będzie co wspominać.

Ktoś powie, że nie tylko gole decydują o atrakcyjności spotkania. Zgadza się, tylko wymieńcie mi mecze bezbramkowe, o których chcecie pamiętać. Zgaduję, że będą to wyjątki potwierdzające regułę. Z kolei jednostronne spotkania kończone wysokim wynikiem do zera też nie są atrakcyjne powiecie. Zapytam: wolicie 0:0 czy 6:0 ?

Oglądając tej jesieni ekstraklasę, nieodparcie nasuwa mi się przypuszczenie (subiektywne mocno), że było dużo więcej niż w zeszłym roku spotkań emocjonujących, w których wynik się często zmieniał, szala zwycięstwa przechylała się to w jedną to w drugą stronę i do tego padały piękne bramki. Mecze takie jak Górnik- Wisła 3:2,  Górnik-Śląsk 3:2, Lech- Ruch 4:2,  Ruch-Cracovia 3:2,  Jaga- Wisła 5:2 czy Ruch – Górnik 2:1 będę pamiętał długo. Wiem, że pamięć bywa wybiórcza, lecz ile takich spotkań wymienicie z poprzedniej jesieni? Ja będę miał duże problemy, by znaleźć choć kilka, a z tej jesieni pominąłem też wiele atrakcyjnych meczów.

Powiecie, że to efekt zmęczenia zawodników, większej ilości meczów. Celem rozgrywek nie jest błogostan psychiczno-fizyczny piłkarzy!  Prawda jest taka, że czym piłkarze są bardziej zmęczeni, tym ciekawiej dzieje się na boisku. Jest mniej kalkulacji, kunktatorstwa, więcej otwartej gry, a co za tym idzie - emocji.

Nie chcę zapeszyć ale… nie jest gorzej niż było rok temu. Jest lepiej, jestem o tym przekonany. Jest ciekawiej, a że zdarzają się takie mecze jak Lechia-Ruch… cóż w każdej lidze są też "zakalce".  Nie oczekujmy po kilku miesiącach efektu poprawy jakości sportowej, bo to niemożliwe. Na podniesienie poziomu musimy poczekać trochę dłużej. Na dziś mamy więcej emocji.

Pamiętam, że jednym z argumentów przeciw reformie ekstraklasy było przekonanie, niektórych ekspertów , że trenerzy, piłkarze będą traktować mecze sezonu zasadniczego jak nieważną rozgrzewkę, że nie będą się do nich przykładać, grać „na odwal”.

Jeśli tak ma wyglądać gra od niechcenia to niecierpliwie czekam na fazę finałową rozgrywek.