27 godzin trwała podróż siatkarzy Zaksy Kędzierzyn-Koźle do Gdańska. Pierwotnie ekipa Sebastiana Świderskiego miała dotrzeć na Pomorze samolotem. Przyznam, że było to dość optymistyczne założenie ekipy z Opolszczyzny. Od kilku dni wszystkie służby państwowe informowały przecież, że pustoszący Europę orkan pojawi się nad Polską w nocy z czwartku na piątek. Największą siłę miał mieć właśnie na Pomorzu.

Po kilku godzinach oczekiwania na lotnisku Zaksa otrzymała wreszcie wiadomość,  że ich lot został odwołany. Podróż kontynuowali zatem autobusem. Na drogach spotkał ich absolutny zimowy armagedon. Zamiecie śnieżne. Zatarasowane i pozamykane drogi. Ostatecznie do hotelu wycieczka z Kędzierzyna-Koźla dotarła o 9. rano. Do meczu pozostało wtedy 6 godzin.

Jak się okazuje „podróż życia” - jak nazwał ostatnie godziny Piotr Gacek - okazała się wyjątkowo mobilizująca. Zaksa przegrała tylko pierwszego seta. W trzech kolejnych nie miała najmniejszych problemów z pokonaniem Lotosu. Okazuje się zatem, że wyprawa do Gdańska - choć długa, uciążliwa i z wieloma przygodami - mogła podziałać na Zaksę jak lekarstwo. Cały zespół szybko zapomniał o porażce sprzed kilku dni w Lidze Mistrzów i tak naprawdę straconej szansie na wyjście z grupy.

Co się dzieje w Gdańsku?!

Ofiarą szaleńczej podróży Zaksy okazał się Lotos Trefl Gdańsk. Zespół Radosława Panasa pełni ostatnio rolę „chłopców do bicia”. Nikt oczywiście nie oczekiwał, że Lotos ogrywać będzie medalistów poprzedniego sezonu. Prezentowany styl daleki jest jednak od możliwości tej ekipy.

Przecież przed sezonem większość ekspertów sądziła, że Lotos może być poważną siłą naszej ligi. Wszyscy podkreślali „Polski” charakter tej drużyny. Ekipa z Gdańska na ten sezon nie zakontraktowała żadnego obcokrajowca. Sprowadziła atakującego reprezentacji Polski Jakuba Jarosza. Kolejni siatkarze to bezpośrednie zaplecze naszej pierwszej kadry. Żaliński, Wierzbowski, Zajder, Łomacz. Kilka miesięcy temu pod wodzą tego samego trenera - Radosława Panasa - zdobyli oni srebrny medal na Uniwersjadzie w Kazaniu. Co zatem stało się z tą polską paczką?

Robert Prygiel imponuje

Cerrad Czarni Radom pozostają rewelacją Plusligi. Kolejną ofiarą Czarnych został Indykpol AZS Olsztyn. Patrząc na grę Czarnych uśmiech pojawia się na twarzy. Nie dlatego, że prezentują bajecznie efektowną siatkówkę, ale dlatego, że potrafią wykorzystać 100% posiadanego potencjału. To bez wątpienia najważniejsze zadanie każdego trenera obejmującego zespół. Wycisnąć ze swoich siatkarzy maksimum. Dostosować styl do możliwości. Ze słabości uczynić atut zespołu. Dotychczas w sposób znakomity robi to Robert Prygiel.

Set nadziei w Częstochowie. Przełamanie Politechniki

Kibice, którzy w sobotę wybrali się w Częstochowie na mecz ich ukochanego AZS-u z mistrzem Polski Asseco Resovią Rzeszów mogli być naprawdę zadowoleni. Ale tylko przebiegiem pierwszego seta... Premierowa odsłona zakończyła się jednym z najwyższych wyników w tym sezonie. Zespół Andrzeja Kowala wygrał 37-35! Rzeszowianie poszli za ciosem i już bez tak dramatycznych końcówek wygrali kolejne dwie partie.

Po pięciu porażkach z rzędu wreszcie wygrała Politechnika. Trzy punkty zdobyte w Bydgoszczy bardzo ucieszyły trenera Jakuba Bednaruka. Pamiętać trzeba jednak, że warszawianie grali z obecnie najsłabszym zespołem ligi – Transferem Bydgoszcz. Sytuacja bydgoszczan jest nie do pozazdroszczenia. W lidze wygrali tylko jedno spotkanie. Bez wątpienia na więcej liczyli kibice czwartej drużyny poprzedniego sezonu. Sprowadzenie Pawła Woickiego i Carsona Clarka wystarczyło na razie na zwycięstwo z BBTS-em. Na zaspokojenie oczekiwań kibiców na pewno nie.