Na ten skromny dorobek składały się dwa zwycięstwa z San Marino oraz dwa remisy -po jeden do jednego - z Mołdawią i Czarnogórą.  Z Anglią i w dwumeczu z Ukrainą nie ugraliśmy nic. W dodatku tracąc w tych konfrontacjach sześć bramek, sami strzelając jedną!  Takie są fakty. Dlatego dziś mamy nowego opiekuna kadry. Waldemara Fornalika zastąpił Adam Nawałka.  Niestety jego zderzenie z pracą selekcjonera okazało się mega brutalne.  Ale po kolei.

I’l be back -Boruc znów w kadrze!

Rok 2013 rozpoczynamy od wygranej w krajowym składzie 4:1 z ligową reprezentacją Rumunii.  Dwa gole Łukasza Teodorczyka  oraz  Szymona Pawłowskiego i Daniela Łukasika dają pewną nadzieję na lepsze jutro. Kilka dni później już w najsilniejszym składzie kadra Waldemara Fornalika melduje się Dublinie. Mecz z Irlandią, naznaczony powrotem do bramki banity Artura Boruca, miał być ostatecznym egzaminem przed marcową potyczką o punkty z Ukrainą.
- Dalej Panowie, ( tu pada niecenzuralne słowo) serducha nie może na boisku zabraknąć, jedziemy z nimi! - krzyknął do kolegów stojących w tunelu Boruc.

Apel golkipera Southampton nie pomógł.  Serducha starczyło biało czerwonym na piętnaście minut. W Dublinie przegraliśmy zero dwa. Przy biernej postawie naszych piłkarzy, Boruca a potem Wojtka Szczęsnego ( bronił po przerwie) pokonali  Clark i Hoolahan.  Po tej porażce było więcej niewiadomych nich odpowiedzi. „Stracony sprawdzian”-  tak podsumowała ten występ prasa. Selekcjoner Fornalik przed meczem z Ukrainą musiał odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Po pierwsze na kogo postawić  w bramce. Po drugie czy odstawić krytykowanego za słabą grę w kadrze Ludovica Obraniaka. Jak tak, to kto go zastąpi? Może zbierający ostatnio dobre recenzje pomocnik Nottingham Forest Radek Majewski. No i kogo posłać w miejsce wykartkowanego Eugena Polańskiego.

I mecz z Ukrainą rozpoczęliśmy w następującym składzie: w bramce Boruc, w obronie Piszczek, Wasilewski, Glik, Boenisch, w pomocy Krychowiak,Łukasik, Błaszczykowski, Majewski, Rybus, i z przodu Lewandowski.
- Chyba jedyna niespodzianka to obecność Majewskiego. Wydawało się, że Fornalik będzie konsekwentnie stawiał na Obraniaka - komentował na antenie Polsatu Sport ustawienie naszej drużyny Waldemar Prusik.   

Ale zmiany nie miały większego znaczenia. Zdeterminowani Ukraińcy, natchnieni przez nowego selekcjonera Mykhaiła Fomenke, od pierwszego gwizdka rzucili się nam do gardeł. Dla nich to był ostatni dzwonek, żeby wrócić do gry o awans do finałów mistrzostw świata. I na Narodowym szybko nas zdemolowali.  Już w drugiej minucie Boenisch nie upilnował Yarmolenki i Boruc był bez szans. Polacy nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć a było już zero dwa. Tym razem do polskiej bramki trafił Gusev. Była dopiero 7 minuta gry!

- Siedem minut zadecydowało o tym, że przegraliśmy ten mecz - powie tuż po końcowym gwizdku Waldemar Fornalik. - Do momentu wyjścia z tunelu wszyscy wyglądali na mega skoncentrowanych. Nie rozumiem co się później stało. Może byli jednak prze motywowani.

Ostatecznie mecz kończy się naszą porażką jeden do trzech. Na kontaktowego gola Łukasza Piszczka goście jeszcze w końcówce pierwszej połowy odpowiedzieli bramką strzeloną przez Zozulye. Po meczu był kac i niedowierzanie jak mogliśmy tak zagrać. Koszmarne błędy, które popełnili piłkarze Fornalika plus brak agresji i odpowiedzi na faule rywali były frustrujące.

- Można powiedzieć, że Ukraińcom chciało się bardziej. - tłumaczył na gorąco Boruc. - Przecież graliśmy u siebie i nie powinniśmy sobie pozwolić na takie rzeczy!

Nastroje nieco poprawiła planowana 5 do zera wygrana z San Marino. Dwa gole z rzutów karnych Roberta Lewandowskiego.  Trafienia Piszczka, Teodorczyka i Jakuba Koseckiego. Debiut na środku obrony Bartosza Salamona i  60 występ Marcina Wasilewskiego, który tylko Borucowi może zawdzięczać, że ten mecz nie zakończył się dla nas utratą sensacyjnego gola. Pozostali rywale grali jednak dla nas i dwa i pół miesiąca później czekał nas wyjazd do Kiszyniowa, na kluczowy dla układu tabeli mecz z Mołdawią. Przed wylotem, w Krakowie przy okazji towarzyskiej potyczki z Liechtensteinem PZPN pożegnał Jerzego Dudka. 4 czerwca były bramkarz Liverpoolu i Realu zagrał z orłem na piersi po raz ostatni.

- Kiedy nadeszła pora zmiany przełknąłem ślinę, bo wiesz, że to już ostatni mecz w reprezentacji i myślisz, kurcze jak to szybko przeleciało - opowiadał wzruszony Dudek. A koledzy wygraną dwa do zera pożegnali triumfatora Ligi Mistrzów. Objawieniem była akcja dwójki młodych zdolnych . Na kapitalne prostopadłe zagranie Piotra Zielińskiego ruszył Bartosz Bereszyński, który dograł piłkę w pole karne , a jego podanie na gola zamienił Artur Sobiech.

- Potrzebowałem takiego zagrania żeby uwierzyć trochę w siebie - podsumował  tą  akacje debiutant Zieliński.  Wynik po indywidualnej akcji ustalił Maciej Rybus. Z wymienionej wyżej czwórki tylko pomocnik Tereka wyszedł w Kiszyniowie podstawowym składzie. Ale najważniejsze było to, że na gorącym terenie to Polacy dyktowali warunki, stwarzali sytuacje,  by już w 7 minucie objąć prowadzenie. Lewandowski zagrał w tempo do Błaszczykowskiego i było jeden zero dla Polski. Niestety po naszym szkolnym błędzie rywale szybko wyrównali.  Wynik nie uległ już zmianie a podział punktów był dla nas jak wyrok. Selekcjoner mimo wszystko starał się usprawiedliwić ten wynik .

- My ciągle mówimy, że jesteśmy faworytem, że jesteśmy wielką drużyną. Przecież Euro pokazało, że nie mamy zespołu, który potrafi wyjść z grupy. Dlatego dokonujemy zmian, żeby ten zespół grał lepiej i myślę, że pierwsza połowa pokazała, że mamy jednak potencjał na poszczególnych pozycjach.  Ale to nie oznacza, że będziemy wygrywać każdy kolejny mecz.

Czarnogórska tragedia i Della Valle

Matematyczne szanse na awans o dziwo wciąż mieliśmy.  Jednak w meczu z Czarnogórą w Warszawie na kolejną stratę punktów nie mogliśmy sobie pozwolić. Testem miał być towarzyski mecz z Danią. W Gdańsku selekcjoner Fornalik po pierwsze przetestował kolejnego środkowego obrońcę- obok Kamila Glika pojawił się Łukasz Szukała, po drugie sprawdził nowe,  bardziej ofensywne ustawienie. Po pierwszej przegranej połowie jeden do dwóch, wynik już w czwartej minucie otworzył Mateusz Klich a Szczęsnego  z kolei pokonali Eriksen i Braithwaite, w drugiej zagraliśmy już z jednym defensywnym pomocnikiem  Grzegorzem Krychowiakiem, którego wspierał Klich.  Natomiast za plecy Lewandowskiego powędrował Piotr Zieliński. Efekt?  Polacy grają zdecydowanie lepiej, odważniej czego dowodem są dwa gole. Na dwa do dwóch trafił rozgrywający genialne spotkanie Waldemar Sobota. Wynik meczu ustalił Zieliński dając sygnał Fornalikowi,  że nieobecność Obraniaka, który z kadry zrezygnował nie musi być tak odczuwalna.  
6 września w Warszawie mecz z Czarnogórą, liderem naszej grupy, rozpoczynamy w takim samym ustawieniu jakim kończyliśmy mecz z Danią 1-4-2-3-1. W bramce Fornalik postawił na Boruca. W obronie od prawej zagrał Jędrzejczyk, na środku Glik z Szukałą, z lewej zaczął Wawrzyniak. Przed nimi biegała dwójka Krychowiak- Klich z czego pomocnik Zwolle miał być bardziej nastawiony na ofensywę. Wysuniętego Lewandowskiego ze skrzydeł mieli wspierać Błaszczykowski z Sobotą.

Ale na Narodowym szybko wracają ukraińskie koszmary. Mimo widocznej przewagi w jedenastej minucie piłkarze Fornalika dali zaskoczyć się rywalom przy wyrzucie z autu. Bośković  idealnie uruchomił Demjanowicia i Stadion Narodowy zamarł. Kolejne w tych eliminacjach błędy w kryciu, od Krychowiaka przez Glika po Szukałę sprawiły,  że goście niespodziewanie objęli prowadzenie . Na szczęście szybko wracamy do gry. Swoją niemoc w kapitalny sposób przełamuje Lewandowski. Był remis i sporo czasu, żeby dołożyć kolejne gole. Jednak ten mecz nadal nam się nie układał. Graliśmy chaotycznie w dodatku narażając się na liczne kontry. I kiedy wydawało się wynik nie ulegnie już zmianie piłkę w ostatnich sekundach rywalom wyrwał Lewandowski. Dośrodkował w pole karne, a tam w olbrzymim zamieszaniu, w końcu piłkę do bramki Czarnogórców skierował kapitan Błaszczykowski . Stadion Narodowy eksplodował. Była 94 minuta gry! Nikt w tym momencie nie dostrzegł podniesionej chorągiewki bocznego arbitra, sugerującego, że był spalony. Po chwili szaleństwa do wszystkich dotarło, że szczęśliwego happy endu jednak nie będzie. Holenderski sędzia Bjorn Kuipers i jego asystent nie popełnili błędu. Na spalonym był Adrian Mierzejewski o czym piłkarze przekonali się analizując powtórki przy naszym stanowisku.

- Jest Mierzej – komentował na gorąco Błaszczykowski - Jak bramkarz jest wyżej to za Mierzejem powinno być dwóch obrońców,  a w momencie strzału jest jeden - dodał załamanym głosem pomocnik Borussi i wszystko stało się jasne. Mecz, który musieliśmy wygrać zakończył się podziałem punktów.

- Przede wszystkim byliśmy bardzo nieszczelni w defensywie i to jest nasz problem. To jakby odpychało naszych zawodników od działań ofensywnych - tłumaczył Fornalik

- Powinniśmy wykorzystać  dogodne sytuacje z pierwszej połowy - diagnozował Lewandowski. - W drugiej z kolei graliśmy za wolno, jakby ten remis nas zadowalał, a przecież tak nie było.

- Za późno zorientowałem się, do którego z dwójki rywali powinienem podejść bliżej. - tłumaczył z kolei Krychowiak. - Kiedy piłka poszła za moje plecy nie zdarzyliśmy się już przesunąć i straciliśmy bramkę. W pewnym sensie ja też jestem temu winien.

Cztery dni później w Serravalle jesteśmy świadkami kolejnej wpadki biało-czerwonych. Wprawdzie gol Zielińskiego dał nam prowadzenie, ale w 22 minucie jest jeden do jednego. Gospodarze wykonywali stały fragment gry. Do dobrze dośrodkowanej piłki, zupełnie przez nikogo nie atakowany wyskoczył Alessandro Della Valle i precyzyjnym strzałem w górny róg bramki pokonał Boruca.

- Uczulałem przed tym meczem kolegów, że najgorsze co może się nam przydarzyć to gol strzelony przez San Marino. No i stało się. Jest mi wstyd! - powiedział po meczu bramkarz Southampton.

O golu strzelonym Polakom przez piłkarza San Marino informują nawet największe serwisy za Oceanem. Na szczęście po zaledwie minucie pozytywny sygnał dał Błaszczykowski. Potem trafiali Sobota, ponownie Zieliński oraz Mierzejewski. Wynik 5:1 idzie w świat. Mimo naszych kolejnych wpadek rezultaty pozostałych spotkań w naszej grupie są znów dla nas korzystne i nadal zachowujemy matematyczne szanse na awans. Dlatego prezes Zbigniew Boniek nie dymisjonuje Fornalika dając mu wsparcie przed ostatnimi dwoma meczami. 

Strażak z Sewastopola

A zadanie jest arcy trudne. Bo najpierw  gramy w Charkowie z Ukraińcami i tylko zwycięstwo pozwoli nam pojechać na Wembley by tam bić się o ewentualny awans, bądź miejsce w barażach.  Nasz selekcjoner po raz kolejny modyfikuje wyjściowy skład. Największym zaskoczeniem są powołania dla Sławomira Peszki, Grzegorza Wojtkowiaka a przede wszystkim zapomnianego na lata Mariusza Lewndowskiego.
- Nie było mnie w kadrze ponad cztery lata. Ale ciężko pracowałem i ktoś to w końcu zauważył - powiedział po przyjeździe na zgrupowanie gracz Sewastopola.

I doskonale znany w ukraińskiej lidze piłkarz rozpoczyna ten decydujący pojedynek w pierwszej jedenastce. Ba, na lewej stronie obrony Fornalik decyduje się wystawić prawo nożnego Wojtkowiaka!

- Trzeba podejmować odważne decyzje i myślę, że to ustawienie będzie dzisiaj odpowiednie, żeby zneutralizować  atuty zespołu ukraińskiego -  tak przed meczem nasz selekcjoner argumentował swoje personalne decyzje. A piłkarze obiecywali, że tym razem podejmą rękawice rzuconą przez Ukraińców i słowa dotrzymali. Od pierwszych sekund na każde ostre wejście gospodarzy odpowiadali  równie zdecydowanie.  W defensywie graliśmy bardzo konsekwentnie. Cały zespół rozgrywał naprawdę dobre spotkanie. Mieliśmy nawet swoje okazje. Ale znów o losach tego meczu zdecydował jeden indywidualny błąd. Po stracie Klicha w środkowej strefie boiska gracze Fomenki szybko wymienili trzy podania. W końcu piłkę w pole karne dośrodkował Konoplianka. Ta poszybowała tuż obok koszmarnie interweniującego Wojtkowiaka. Obrońca TSV 1860 źle obliczył lot piłki i popełnił pierwszy i w zasadzie jedyny błąd w tym spotkaniu. Na jego i nasze nieszczęście za nim czekał już Yarmolenko i było po sprawie!

- Szkoda, co mogę innego powiedzieć. Boli mnie ta pomyłka bo do tego momentu graliśmy naprawdę dobre spotkanie
I trudno się z Wojtkowiakiem nie zgodzić . Bo po utracie tej bramki w zasadzie się nie podnieśliśmy. Wprawdzie w wprowadzony w drugiej połowie na boisko Peszko miał nawet dogodną sytuację do wyrównania, ale tak jak kiedyś w meczu z Niemcami, niestety ją zmarnował. Ta nikła porażka ostatecznie pogrzebała biało- czerwone marzenia o brazylijskim mundialu.

- Niestety znowu nie ten balans czyli nie strzelamy a tracimy.  Do póki nie będzie odwrotnie to takich meczów nie będziemy wygrywali - podsumował mecz selekcjoner Fornalik i położył również nacisk na niewykorzystane sytuacje z czym zgodził się Kuba Błaszczykowski. - Ja już przed meczem mówiłem,  że jeżeli będziemy mieli tu swoje szanse to będziemy musieli być do bólu skuteczni!. I te szanse były ale niestety nie wykorzystane.

- Tak naprawdę te eliminacje przegraliśmy nie tu w Charkowie tylko w meczach domowych. To u siebie straciliśmy za dużo punktów - diagnozował Mariusz Lewandowski. A selekcjoner dodał: - Ja autentycznie żałuję meczów w Kiszyniowie i z Czarnogórą w Warszawie , które powinniśmy wygrać!

Na Wembley jedziemy aby zagrać o honor. Banalne, ale niestety prawdziwe. Jedyną motywacją jest fakt, że nasza wygrana może zepchnąć dumnych Anglików do baraży i zatrzymać w drodze na mundial. Na wyspach wciąż pamiętają 73 rok i na samą myśl o tamtych wydarzeniach dostają gęsiej skórki. Ale powtórki z rozrywki nie było. Choć pierwsze trzydzieści minut mogły przywołać tamto historyczne spotkanie. Jak w transie, jak Jan Tomaszewski, bronił Wojtek Szczęsny, który niepodziewanie, w ostatniej chwili zastąpił kontuzjowanego Boruca. W dodatku stuprocentową sytuację, po perfekcyjnie wyprowadzonej kontrze miał Lewandowski. Niestety znów nie trafił. W końcówce pierwszej połowy Anglicy byli już jak walec i w końcu bramkarz Kanonierów skapitulował. Po dośrodkowaniu Bainesa Szczęsnego strzałem głową pokonał Rooney. W 88 minucie przy biernej postawie naszych obrońców dobił nas kapitan Steven Gerrard. Przegraliśmy na Wembley zero - dwa, przegraliśmy całe eliminacje, plasując się ostatecznie na czwartym miejscu w grupie. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że zawiedli ale mimo kolejnej porażki zarówno Robert Lewandowski jak Waldemar Fornalik widzieli światełko w tunelu.

- Kilka razy, szczególnie w pierwszej połowie wyszliśmy z kontrą i tak naprawdę niewiele brakowało aby zakończyły się one bramkami. Szkoda! Jednak patrząc w przyszłość to widać, że jak gramy dłużej razem to wygląda to coraz lepiej. Tymi słowami as Borussi zasugerował mi, że kolejna zmiana na stanowisku selekcjonera jest jego zdaniem niepotrzebna. Dlatego w pomeczowym wywiadzie zapytałem wprost Waldemara Fornalika czy ma dalej pomysł na tą reprezentację:

-  Absolutnie tak!- odpowiedział. - Dzisiaj na Wembley graliśmy w piłkę, stworzyliśmy sobie  trzy stuprocentowe  sytuacje.  Dlatego wydaje mi się, że nie jest to mało i świadczy o tym, że pomysł  jest.

Nowe rozdanie czy syzyfowa praca

W PZPNie tego pomysłu jednak nie dostrzeżono i mecz z Anglią był ostatnim Waldemara Fornalika w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Na jego następcę prezes Zbigniew Boniek namaścił byłego kolegę z boiska Adama Nawałkę.

- Uważam, że Adam jest pełen doświadczeń i od wielu lat znakomicie wykonuje zawód trenera. To najlepszy wybór  jakiego PZPN mógł w tej chwili dokonać - krótko i stanowczo uzasadnił swoją decyzję Boniek. 29 października opiekun Górnika Zabrze został oficjalnie zaprezentowany  a  funkcję selekcjonera objął 1 listopada.

- Jestem przygotowany do pełnienia tej zaszczytnej funkcji. To zadanie, które przede mną postawiono, czyli awans do finałów Mistrzostw Europy w 2016 roku, jest do osiągnięcia! - mówił pełen wiary we własne umiejętności Adam Nawałka.
Nowy selekcjoner ostro zabrał się do pracy. I trzeba przyznać zaskoczył pierwszymi powołaniami, zapraszając do Grodziska aż 13 piłkarzy z T-Mobile Ekstraklasy, pomijając między innymi Glika, Polańskiego, Boenisha czy Wawrzyniaka. I od początku zgrupowania starał  się wpoić swoim podopiecznym proste fundamentalne zasady: koncentracja, odpowiedzialność za pierwsze podanie i odbudowa formacji. I choć na treningach wyglądało to obiecująco, pierwszy sprawdzian w dodatku przy komplecie publiczności, wypadł koszmarnie.  We Wrocławiu, w debiucie Nawałki przegraliśmy ze Słowakami zero do dwóch rozgrywając jeden z najgorszych meczów na przestrzeni ostatnich lat. Pomeczowa ocena samego selekcjonera mogła być tylko jedna.

- Doskonale sobie zdajemy sprawę, że było to bardzo złe spotkanie w naszym wykonaniu . I nie ma sensu szukać usprawiedliwienia, bo takiego nie znajdziemy. Pozostaje tylko zakasać  rękawy i podjąć to duże wyzwanie.

- Ciężko było oczekiwać, aby po kilku treningach nagle nasza gra wyglądała o niebo lepiej - komentował na gorąco Lewandowski. „Bądźmy realistami, bo w tak krótkim czasie nie da się wszystkiego zmienić.

- Nie dziwie się kibicom, którzy na nas gwizdali bo po ostatnich naszych występach, ja sam jako kibic tej reprezentacji też bym się czuł sfrustrowany - trafnie podsumował atmosferę na trybunach wrocławskiego stadionu Błaszczykowski.
Trochę lepsze humory mieliśmy pod drugim i zarazem ostatnim tegorocznym meczu w Poznaniu, gdzie biało-czerwoni mierzyli się z Irlandczykami.  Adam Nawałka dokonał aż 8 zmian, wystawiając na plac zupełnie nową defensywę z bramkarzem włącznie. Boruca, Olkowskiego, Jędrzejczyka, Kamińskiego i Kosznika zastąpili Szczęsny, Celeban, Kowalczyk, Szukała i Marciniak. W drugiej linii w miejsce bardzo słabo grającego Krychowiaka pojawił się Mączyński, za Jodłowca zagrał kolejny „eks Górnik” Pazdan. Miejsce stracił również Mierzejewski a za plecy Lewandowskiego powędrował Błaszczykowski. Na skrzydło za pomocnika z Dortmundu wskoczył Ćwielong. I choć na premierową bramkę polskiej drużyny pod wodzą Nawałki wciąż czekamy - mecz zakończył się bezbramkowym remisem - to mały progres w postaci czystego konta Wojtka Szczęsnego jest. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach gole jedynie traciliśmy.

- I my i Irlandczycy staraliśmy się grać twardo, pressingiem”– tłumaczył bezbramkowy wynik Błaszczykowski. „Z czasem zaczęliśmy szukać wolnych stref w bocznych sektorach boiska i to wychodziło. I szkoda, że tej przewagi nie udokumentowaliśmy bramką.

Selekcjoner Nawałka był jednak nieco bardziej krytyczny:

- Mały postęp jest ale to mnie nie zadowala!  Przede wszystkim chcemy grać o zwycięstwo, efektywnie, skutecznie i to jest pierwsza myśl, która nam powinna przyświecać gdy chodzi o strategie gry. Później dopiero można mówić o pięknych akcjach, utrzymywaniu się przy piłce, kreowaniu gry.

Na koniec warto również odnotować, że w poznaniu 60 mecz w reprezentacji rozegrał Robert Lewandowski, który wierzy, że lepsze czasy wreszcie nadejdą :

- Jeden mecz może wszystko odmienić. Sprawić,  że to co ćwiczymy zaskoczy i nagle wygramy. To jest coś czego w futbolu nie da się wytłumaczyć.  Ale później  już ruszy.

I oby panie Robercie bo o tym 2013 roku powinniśmy jak najszybciej zapomnieć.

Polsat wraca do gry

Tym bardziej, że w drugiej połowie nowego roku startują kolejne eliminacje a wraz z nimi nowe nadzieje na awans naszych piłkarzy do finałów Mistrzostw Europy, które w 2016 roku zostaną rozegrane na boiskach Francji. Turniej ten, jak i całe eliminacje z udziałem biało-czerwonych, w całości zobaczą Państwo na sportowych kanałach Polsatu, który nabył te prawa na wyłączność -  łącznie z eliminacjami do finałów Mistrzostw Świata w 2018 roku.

- Wszystkie mecze z udziałem Polaków kibice obejrzą w otwartym Polsacie! - uspokajał na specjalnej konferencji dyrektor do spraw sportu w Polsacie Marian Kmita. -  Co do pozostałych hitowych spotkań to nie podjęliśmy jeszcze decyzji w jakich kanałach je pokażemy. Ale zapewniam, że kibice będą zadowoleni.

Reformując system eliminacji szef UEFA Michel Platini zadbał o to, aby piłkarscy fani mogli obejrzeć jak najwięcej spotkań na najwyższym europejskim poziomie. Dlatego normą będzie sytuacja, kiedy mecze eliminacyjne będą rozgrywane od czwartku do wtorku. I co bardzo istotne mecze Polaków nie będą kolidowały ze spotkaniami najmocniejszych, najchętniej oglądanych europejskich drużyn, jak Hiszpania, Niemcy, Anglia czy Holandia.

- Ten system jest tak wymyślony, że właściwie już nie mogę się doczekać, kiedy np. w sobotę czy niedzielę usiądę przed telewizorem i obejrzę po dwa mecze z udziałem najlepszych europejskich drużyn.  A na deser jeszcze skróty pozostałych spotkań. To będzie uczta! - komplementował nowy produkt UEFA prezes Boniek.

Do finałowego turnieju we Francji po raz pierwszy w historii awans uzyskają aż 24 zespoły. To znacznie zwiększa szanse kadry dowodzonej przez Adama Nawałkę. Oczywiście sporo będzie zależało od losowania grup eliminacyjnych, które 24 lutego odbędzie się w Nicei. Wówczas 53 zespoły zostaną podzielone na dziewięć grup - osiem sześciodrużynowych, a w jednej zagra pięć ekip. Bezpośredni awans wywalczą po dwie czołowe drużyny z każdej grupy oraz najlepsza spośród tych, które zajmą trzecie lokaty. Pozostałe osiem z trzecich pozycji utworzy cztery pary barażowe. Tak więc do boju biało-czerwoni i do zobaczenia w Polsacie.