Polscy bohaterowie 2013

1. Radosław Kawęcki. Umieściłem naszego pływaka na pierwszym miejscu, podając też dziesiątkę Polska The Times w plebiscycie na najlepszych sportowców Polski. Musieli się w „PS” trochę podśmiewywać i dziwić, dlaczego typ nie jest zgodny z głosem ludu. A bo pływanie to dyscyplina uprawiana przez cały świat, konkurencja jest więc ogromna, praca na treningach katorżnicza. A Kawęcki w te klocki jest mistrzem Europy i wicemistrzem świata. Lepszego polskiego sportowca nie widzę – potencjalnie mogą to być Radwańska, Janowicz, Gortat i Lewandowski, ale na razie za dużo mają różnych wpadek i dopiero wdrapują się na szczyt. 

2. Agnieszka Radwańska. Tenis to pod względem popularności i skali trudności w odnoszeniu sukcesów dla mnie dyscyplina nr 2 na świecie po piłce nożnej. Radwańska od kilku lat jest światowej czołówce, gra równo, choć od tych 4-5 najlepszych siłaczek ma mniejsze możliwości (choć technicznie i taktycznie je przewyższa). Półfinał Wimbledonu to w tym roku rozczarowanie, bo wygranie Wielkiego Szlema było na wyciągnięcie ręki, gdy odpadła wcześniej Serena Williams. Poza tym Isia w tym sezonie błysnęła jeszcze dwa razy (spokojnie mogłaby się znaleźć poniżej w czołówce rankingu skandalistów). Najjaśniej chyba w rozbieranej sesji na basenie, która – niesłusznie – wywołała oburzenie. Polka wyglądała lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Wywołała też szum bojkotem stacji TVN. Akurat też bym bojkotował, ale z innych powodów, niekoniecznie związanych ze sportem.     

3. Jerzy Janowicz.
Jeśli wygra Wimbledon, będzie absolutnie polskim sportowcem numer 1. To jak wygrać Tour de France, albo piłkarski mundial. Sensacyjnie doszedł już na trawie do półfinału i byłby u mnie numerem 1 w 2013 roku, gdyby nie dwa fakty. Po drodze pokonał w Londynie samych przeciętniaków, łącznie z Łukaszem Kubotem w ćwierćfinale. Dwa – rośnie nam kolejny wielki mistrz po Małyszu, Kowalczyk, Radwańskiej, Kubicy, Kurku, który ma maniery bufona i unika kontaktów z dziennikarzami, a co za tym idzie kibicami. Na dodatek ciągle ma jakieś pretensje do sędziów, krzyczy na chłopców do podawania piłek, łamie rakiety itd. Prowincjonalny „szoł”.   

4. Justyna Kowalczyk.
Wielka mistrzyni. Wygrywać z Norweżkami w biegach narciarskich, to jak ogrywać Brazylię w piłkę nożną, albo Kanadyjczyków w hokeja na lodzie. Do tego jest harda, toczy wojnę słowną z norweską ekipą i mediami. Z dopingiem to jednak trochę trąci hipokryzją. Norweżki wyglądają jak kulturyści, ale to Polka była zawieszona za niedozwolone środki. Rezygnacja z Tour de Ski, bo było za dużo łyżwy, czyli „bo zupa była za słona”, była lekceważeniem kibiców i sponsorów. 

5. Kamil Stoch. Mistrz świata w jednej z „polskich” konkurencji, wylansowanej do przesady przez Adama Małysza. Jest mistrzem świata w dyscyplinie uprawianej na poważnie tylko w krajach alpejskich i skandynawskich, a więc niszowej. Niemniej w Polsce bardzo popularnej, więc Stoch może u nas przyćmić Lewandowskiego i Radwańską, a na świecie jednak nikt go nie zna. Ale to pozytywna postać, jak cały gang sympatycznych młodych chłopaków Kruczka. Po Soczi Stoch i Kowalczyk mogą być Polsce przez chwilę ważniejsi od Tuska i Kaczyńskiego.

6. Rafał Majka.
Mały rycerz na rowerze. Twardy góral. W tym roku był już wysoko w Giro d’Italia, walczył o podium Tour de Pologne. Jak na kolarza jest młody, za 2-4 lata, to nie żart, może wygrać Giro albo Tour de France, bo jest idealnym liderem na trudne wielkie wyścigi wieloetapowe. 

7. Michał Kwiatkowski. Kolarstwo to poważny sport, uprawiany w większości krajów, w którym zwyciężanie wymaga morderczej pracy i nie zmieni tego skażenie dyscypliny dopingiem (która inna dyscyplina jest bez winy, niech pierwsza rzuci kamieniem) i kac po Lance’ie Armstrongu. Kwiatkowski jest w tym towarzystwie błyskotliwy, uniwersalny, szybki na finiszu, ale też dość wytrzymały. Już w tym roku pokazał się w Tour de France, w przyszłości może być nawet zawodowym mistrzem świata (a w zasadzie już jest, tyle, że drużynowo na czas z Omega Pharma-Quick Step).

8. Krzysztof Diablo Włodarczyk.
Jedyny obecnie polski mistrz świata w boksie zawodowym. Ta dyscyplina to często cyrk, w którym karty (i miliony dolarów) rozdają promotorzy z niesławnym Don Kingiem na czele. Są w niej jednak oczywiście i bezdyskusyjni wielcy mistrzowie. Diablo do tych największych mega asów boksu się nie zalicza, ale jest solidny, twardy, jego walki są na poważnie, zostawia w nich dużo zdrowia. Szacunek.

9. Robert Lewandowski.
Nominacja w tej kategorii oczywiście tylko za grę w żółto-czarnych barwach Borussii Dortmund, a nie biało-czerwonych. Cztery gole wbite Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów robią wrażenie na każdym. Podobnie jak 11 milionów euro rocznie (plus 15 milionów euro za samo podpisanie kontraktu z kartą na ręku), które od lipca ma zarabiać w Bayernie Monachium.

10. Paweł Fajdek.
Lekkoatletyka to królowa sportu, a Polacy są mistrzami niestety w tej jej najmniej szlachetnej i popularnej odmianie, czyli majtaniu wszelkim żelastwem. Fajdek to jednak fajna postać. Mógł zostać już mistrzem olimpijskim, ale w Londynie spalił się psychicznie i spalił też wszystkie próby. Zapowiadał się już na pierwszej klasy nieszczęśnika i nieudacznika, gdy nagle wypalił i zdobył złoty medal mistrzostw świata w rzucie młotem.

11. Krystyna Pałka.
Musiała terminować u samego Franza Maurera, bo strzela aż miło. Gorzej z bieganiem, ale jak już jej noga podaje, to na miarę wicemistrzostwa świata w biatlonie. Plus też za nazwisko, bo z takim polska sztafeta aż musi odnieść sukces w Soczi. Zmiana pałeczki będzie w sztafecie mistrzowska. Choć daleko jej do słynnej sztafety polskich biegaczek narciarskich: Ruchała – Kwaśny – Bocek – Maciuszek.

12. Piłkarki ręczne.
Wystrzeliły jak diabeł z pudełka, awansując do półfinału mistrzostw świata i nawiązując do sukcesów męskich ekip Bogdana Wenty, choć pod przywództwem Duńczyka. Różnica klas w półfinale i meczu o trzecie miejsce pokazała jednak, że był to sukces i awans trochę na wyrost.

Polscy skandaliści i nieudacznicy 2013


1. Andrzej Gołota.
Trudno w gorszym stylu zakończyć karierę. Przegrał – bezdyskusyjnie - z facetem, którego przez lata wyśmiewał – Przemysławem Saletą. Swego czasu Gołota był legendą, był bliski szczytów w zawodowym boksie w wadze ciężkiej, gdy walczył dwa razy porywająco z Riddickiem Bowe. Później był już tylko zjazd, z kilkoma mega obciachami, jak walki z Lewisem, Tysonem, Adamkiem. Dedykacja dla niego, to oczywiście tekst z Perfectu: „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść…”. I niech Andrew nawet nie myśli o walce z Najmanem, bo znowu będzie łomot, który człowiekowi o tym nazwisku nie przystoi… Coś optymistycznego na 2014 rok? Jest nadzieja, że żona nie pozwoli mu już wejść do ringu.   

2. Artur Boruc. Spokojnie może załatwić świetną sprzedaż wydawcom płyty „Futbolowe jaja”. Albo dostanie liścia za kołnierz (podobnie jak Stochowi, życzymy mu w 2014 roku pomyślnych wiatrów), czyli piłkę od bramkarza rywali lecącą przez całe boisko, albo wda się w dryblingi a’la Johan Cruyff, po których napastnik zabiera mu piłkę. A nie są to jego pierwsze numery. Przypomnimy sobie eliminacje mundialu 2010, mecz z Irlandią, podanie od Żewłaka. Jest naszą nadzieją na to, że rok 2014 w polskiej piłce znów będzie wesoły.

3. Reprezentacja siatkarzy.
Miniona dekada była pełna sukcesów w siatkówce, ale wielkie imprezy ostatnio nam nie wychodzą. Już nie tylko mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie, ale nawet na Euro we własnym kraju daliśmy ciała. Drużyna wyglądała na podzieloną, skłóconą, mającą muchy w nosie, nie wszyscy najlepsi w niej grali. Nadzieją w 2014 roku jest nominacja (mocno kontrowersyjna i ryzykowna) dla nowego selekcjonera Stephane’a Antigi, a także oczekiwany powrót do kadry enfant terrible polskiej siatkówki Mariusza Wlazłego. No i mistrzostwa mamy w Polsce i w Polsacie. Tylko, czy minister sportu znajdzie 16 „baniek” dla prezesa Przedpełskiego, by mundial był na miarę naszych ambicji i marzeń?  

4. Ludovic Obraniak. Czarna owca polskiego futbolu, choć po polsku niewiele becząca-mówiąca. Prezes Boniek, kapitan Błaszczykowski i gwiazdor Lewandowski za nim nie przepadają. Inna sprawa, że Obraniak za bardzo nie da się lubić, taki typ odludka. Ale w piłkę gra nieźle, czasami także – wbrew jego oponentom – w kadrze (asysty z Czarnogórą, Anglią, piękny gol z Urugwajem). Tak naprawdę problemy kadry Fornalika rozpoczęły się od momentu odstawienia Ludo, czyli meczu z Ukrainą w Warszawie. Nic dziwnego, że Francuz obraził się i zrezygnował z gry w kadrze. Czy jego powrót do drużyny Nawałki to nadzieja na 2014 rok? Oby, ale wątpię, za dużo osób go nie znosi i mruczy pod nosem: „Skuś baba na dziada”.
 
5. Reprezentacja koszykarzy. Przez lata dostawali łomot od wszystkich. Jednak w 2013 roku wydawało się, że dobre występy Marcina Gortata w NBA i Macieja Lampego w silnych europejskich klubach zaowocują też stworzeniem silnego duetu w reprezentacji Polski. Przed mistrzostwami Europy ograliśmy mocne drużyny z Włochami na czele. Podczas Euro była jednak katastrofa, a demony Gortata i Lampego powróciły. Nadzieja na 2014 rok? Gorzej już być nie może.

6. Robert Lewandowski. Jedyny, który bezwzględnie zasłużył, aby znaleźć się w obu klasyfikacjach tego rankingu. Był w Borussii i kadrze jak Doktor Jekkyll i Mister Hyde. Przez ponad rok strzelił tylko jednego gola z gry (z Czarnogórą) i dwa z karnych (z San Marino). Pierwsze pół eliminacji wałęsał się po boisku. W drugiej ich części zaczął walczyć, ale też ciągle pudłował, jak w Kijowie i na Wembley. Nadzieja na 2014 rok – kiedyś wreszcie musi zacząć trafiać. Może niech przed meczem wszyscy mu mówią, że gra w Dortmundzie, albo niech zakłada żółto-czarną koszulkę pod narodową. 
 
7. Waldemar Fornalik. Dobry chłop, źle nie pracował, ale zabrakło mu jaj, dlatego zawsze brakowało też gola, szczęścia, skuteczności i przegraliśmy eliminacje. Gdy się zarabia 160 tysięcy złotych miesięcznie (abstrahując od tego, ile z tego musiał oddać fiskusowi i innym drapieżcom), to trzeba wymagać znacznie więcej. W 2014 roku znów może się sprawdzić jako dobry trener klubowy. Ale niekoniecznie w ukochanym Ruchu Chorzów, bo Kocjan robi tam dobrą robotę.

8. Maciej Baran. Pilot rajdowy został głupawo zapytany przez dziennikarza, czy widział rękę Roberta Kubicy, ale to nie usprawiedliwia jego żenującej i obscenicznej wypowiedzi: „Pana k…a też nie widziałem”. Pozytywna wiadomość – w 2014 roku Baran i Kubica już razem jeździć nie będą i złotousty pilot zamilknie.

9. Robert Kubica. Talent wyścigowy ma bezdyskusyjnie. Ale kto temu facetowi dał prawo jazdy? Powinien je dawno stracić, ile on ma punktów karnych? Praktycznie co rajd to dzwon, stłuczka, albo dachowanie. Stanowi zagrożenie dla siebie, pilota (nic dziwnego, że jeden z nich rzekł, że nawet za duże pieniądze nie jeździłby z Kubicą) i kibiców. Poza tym tytuł w WRC-2 to wydmuszka. Gdyby tam nie jeździł Kubica, to nikt w Polsce nawet nie podawałby takich wyników. W 2014 roku ma podbić już WRC. Niech anioły tylko nad nim czuwają. 

10. Wojciech Fibak. Nie błyszczy już od lat na korcie, rzadziej słyszymy też o jego sukcesach biznesowych i kolekcjonerskich, ale stał się bohaterem skandalu obyczajowego. Osobiście nie widzę nic zdrożnego w tym, jeśli nawet pomagał znaleźć zatrudnienie i dobre wynagrodzenie ładnym młodym dziewczynom. Czasy trudne, o pracę ciężko. Poza tym w swoim stylu wywołał zamieszanie, gdy popracował z pięć minut w sztabie Novaka Djokovicia, a teraz – jak twierdzi – załatwił mu na trenera Borisa Beckera. Zdziwiłbym się bardzo, gdyby okazało się, że Fibak nie zna świetnie Baracka Obamy, papieża Franciszka, a nawet samego Pana Boga. Co gwarantuje nam ciekawy tenisowy rok 2014.

11. Mateusz Klich.
Popatrzył zniesmaczony jak Janusze w stadionowych lożach opychają się kiełbaskami (albo kawiorem raczej) i szydzą z jego kolegów nieudacznie kopiących piłkę na boisku. Postanowił więc dać kibicom 40 tysięcy zakazów stadionowych. A co, niech się ogarną. Później część z nich wycofał. Ma więc gest. Raz się jednak skompromitował. Podczas prezentacji piłki Brazuca przegrał ze mną 8:10 w zabawie z maszyną, która mierzy technikę piłkarską (trzeba sporo biegać, widzieć i trafiać w cztery bramki). Technicznie zawsze byłem dobry, ale brzuch przecież urósł mi już większy niż Rafałowi Murawskiemu, więc wstyd ze mną przegrać reprezentantowi kraju (wśród dziennikarzy plamę dał Piotrek Wierzbicki z „PS”, który tylko zremisował 9:9 z niemiłosiernie wyśmiewanym w mediach Jakubem Wawrzyniakiem). Może to zmobilizuje Klicha, by jesienią 2014 poprowadzić kadrę na Euro 2016… Chyba, że mam go zastąpić…
  
12. Joanna Mucha.
Lekką ręką wydała w 2012 roku kilka milionów na koncert Madonny, później pozmieniała władze na Narodowym, a do stadionu jak dokładaliśmy, tak dokładamy krocie co roku i długo to jeszcze potrwa. Wymyśliła dziwaczny podział pieniędzy na dyscypliny, z którego wynika, że taki tenis jest w Polsce mało ważny. Nic dziwnego, że w tym roku zapłaciła posadą podczas rekonstrukcji rządu. Plus – wdrożyła z 2-3 dotowane programy rozwoju sportu dzieci i młodzieży, w tym siatkarski, które ruszą w 2014 roku.   

13. Jan Ziobro.
Młodzian, który sensacyjnie wygrał konkurs Pucharu Świata w Engelbergu. Głośniej było jednak o jego filozoficznym napisie na nartach: „Luz w d…”. Oby nie zabrakło go w Soczi, to rok 2014 zacznie się nam bajkowo i… na luzie.

14. Jan Urban. Zastał Legię drewnianą, miał zostawić murowaną, a ostał się jeno papierowy tygrys, który straszy tylko na krajowym podwórku. Urban proroczo i złowieszczo przewidział, że w lidze to Legia jest rzeźnikiem, a w Europie jesienią może być baranem, który idzie pod nóż. I tak się stało. Liga Mistrzów pozostała marzeniem, w Lidze Europy było niechlubnych pięć meczów bez gola. Jego Legia nie miała stylu, a młodzi piłkarze nie rozwijali się, bo rzadko grali. Dobra wiadomość na 2014 rok – Urban już nie pracuje na Łazienkowskiej i być może wróci do Hiszpanii, budować potęgę tamtejszego futbolu.

15. Bogusław Leśnodorski. Przez wielu postrzegamy jako Mesjasz i odnowiciel Legii. Nie podzielam tych zachwytów, mam wątpliwości co do jego przygotowania merytorycznego na to stanowisko. Klub tylko ciągle wyprzedaje, a niewielu wartościowych piłkarzy pozyskuje. Do tego prezes-kibic toleruje łamanie prawa na trybunach, notoryczne odpalanie rac itd., itp. Nadzieja na 2014 rok? Niech stworzy na Legii skocznię narciarską Engel-Berg. Ma już trenera Berga, więc niech zatrudni Engela na stanowisku dyrektora sportowego, bo takiego fachowca z prawdziwego zdarzenia Legii brakuje.

16. Hubert Siejewicz. Lubił sobie postawić u buka, przyłapali go i już chyba w ekstraklasie nie posędziuje, bo sąd kapturowy w PZPN nie przewiduje raczej amnestii. Ciekawe, że został zdyskwalifikowany przez związek na czele którego stoi człowiek, który reklamuje… firmę bukmacherską (nie mającą licencji polskiego ministra finansów i nie płacącej u nas podatków, ale walczącej o polskich graczy). Pozytyw na 2014 rok? Siejewicz nie popełni jako sędzia żadnego błędu. Chyba, że na kuponie (stawia tylko na Radwańską). 

17. Zbigniew Boniek. Odkąd został prezesem PZPN, Polska przegrała eliminacje mundialu w Brazylii i spadła na najniższe w historii miejsce w rankingu FIFA – 78. Do tego przeforsował kontrowersyjne reformy – likwidację Młodej Ekstraklasy, dzielenie w lidze punktów na pół po fazie zasadniczej. W 2014 roku, z Nawałką w roli powożącego, te nasze kłusaki mają spokojnie minąć o kilka długości Haiti i San Marino, a może nawet Zambię.  
 
18. Franciszek Smuda. Reaktywacja, odrodzenie, Franz 2.0 w krakowskiej Wiśle. Nie przesadzałbym z tymi pochwałami. Dawniej Cupiał za trzecie miejsce z Wisłą w lidze wyrzucał z pracy na bruk, a teraz to ma być powód do dumy w tak słabej lidze? Smuda jednak błysnął w 2013 roku tekstem w swoim stylu, gdy zauważył, że prezes Legii „wjeżdżał na nocniku pod szafę, gdy on grał z Widzewem w Lidze Mistrzów”. 

19. Marcin Dołęga.
Choć bardziej pasowałoby mu przed nazwiskiem wpisać przedrostek „nie”. Od igrzysk olimpijskich w Londynie nie jest w stanie wyrwać żadnego ciężaru (Adrian Zieliński też się nie popisał na polskich mistrzostwach świata). Dołęga nawet wróbelka nie jest w stanie podnieść, choć ciągle zapowiada medale. Trzeba zakrzyknąć za Kmicicem - kończ waść, wstydu oszczędź. I to jest piękny prognostyk na 2014 rok dla polskich ciężarów.

20. Mariusz Rumak.
Mógł być bohaterem roku, bo z pogrążonym w kryzysie Lechem wyszedł z dołka i wywalczył wicemistrzostwo Polski. Później jednak były kompromitacje w Wilnie, w Pucharze Polski, głupie odzywki do dziennikarzy. Na 2014 rok może popatrzeć optymistycznie. Ma talent, wiedzę, zaufanie działaczy – tylko podbijać ligę, i Europę wreszcie, choćby wschodnią.

21. Artur Szpilka. Więcej robi niż mówi, w przeciwieństwie do Diablo Włodarczyka. Poprzez żałosne pyskówki i przepychanki - jak ta z Krzysztofem Zimnochem - sprowadza boks do poziomu rynsztoka. Ma jednak talent i jeśli dalej będzie robił postępy, może w 2014 roku wygrać wreszcie walkę z poważnym rywalem. Nie tylko słowną.

22. Adam Nawałka.
Miał prawdziwe wejście smoka w roli selekcjonera. Powołał do kadry 13 zawodników z polskiej ekstraklasy, choć miał do wyboru wszystkie najlepsze ligi świata z polskim kopaczami. Nawet Dalajlama nie znalazłby tylu pozytywnych postaci w polskich klubach. Na przykład Kamil Glik z włoskiej Serie A na zaszczytną listę Nawałki nie trafił. Były więc bęcki od Słowacji, zero goli i sytuacji w dwóch meczach. Start zaiste imponujący. Pozytyw? Człowiek uczy się na błędach i na eliminacje Euro 2016 Nawałka będzie miał kadrę wyselekcjonowaną aż miło. A do tego dwie drużyny z grupy awansują automatycznie, trzecia gra w barażach, więc trzeba dokonać sztuki, by w tych nowych okolicznościach przyrody nie awansować, gdy ponad pół Europy zagra w mistrzostwach.

23. Marta Domachowska. Znana z tego, że jest znana. Choćby z sesji w „Playboy’u”, bo przecież nie z dobrej gry w tenisa. Na korcie przegrywa praktycznie z kim się da. Powoli zmienia się z tenisistki w celebrytkę. Zmieniła też narzeczonego – Pawła Korzeniowskiego zastąpił Jerzy Janowicz. Dobrze, że Robert Lewandowski wziął w tym roku ślub. Może 2014 rok będzie dobry na zakończenie kariery?

24. Zdzisław Kręcina. Prawdziwy cudotwórca. Znalazł się na tej liście awansem, w nagrodę za coś, czego jeszcze nie zrobił. Jedynie zapowiedział, że rozważa napisanie książki, w której ujawni kulisy polskiej piłki i kilka osób może już zacząć się bać. Kilku panom z góry pewnie już ser ducha biją jak oszalałe i myślą jak udobruchać Zdzicha. Do tego prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie działki kupionej pod siedzibę PZPN. Nowe władze Związku krzyczały, że Lato z Kręciną mocno przepłacili, a biegły stwierdził, że… kupili ją poniżej wartości rynkowej. Jeszcze dostaną w 2014 roku ekonomiczną, albo literacką, Nagrodę Nobla. Kręcina obok Reymonta i Skłodowskiej-Curie, czemu nie?

Autor jest szefem sportu w Polska The Times