Zacznę bardzo oficjalnie – Bertus Servaas ma na względzie wyłącznie dobro klubu, którego jest właścicielem. Czyli w skrócie: biznesmen dba o własną firmę. To zrozumiałe. Z uzasadnionych powodów zwalnia więc człowieka numer dwa w klubowej hierarchii. Dla dobra klubu. Zwalnia, ale zostawia w klubie. Dla dobra klubu. Dotychczasowy człowiek numer dwa w klubowej hierarchii przez kolejne trzy i pół roku ma pełnić rolę menedżera. To niedobrze dla niego i klubu. Tymczasem człowiekiem numer dwa w klubie zostaje kto inny.

Mówiąc wprost – dymisja Bogdana Wenty, rozpatrując ją we wszystkich możliwych kontekstach, wydaje się zrozumiała. Zatrudnienie Tałanta Dujszebajewa również. Nowa funkcja menedżera zaproponowana Wencie, który „wielkim trenerem jest”, można to jakoś zracjonalizować. Przyjęcie posady, w kwestiach czysto ludzkich, da się wytłumaczyć. Ale żadnych innych.

Dwie sprawy zwracają jednak uwagę, nawet trzy. Jak sprawić, by w nowej sytuacji dwie wielkie indywidualności (Dujszebajew i Wenta) nie wchodziły sobie w paradę? Dwa, jaka dokładnie będzie w klubie rola Wenty? Trzy, jakakolwiek by była, szkoda pięćdziesięciotrzylatka z wyjątkową trenerską erudycją, na urzędnicze stanowisko. Wenta pilnie potrzebny jest na trenerskiej ławce, jeśli nie w Kielcach, to gdziekolwiek indziej. W polskiej piłce ręcznej jest jeszcze tyle do zrobienia.