Tylko dokąd ta, pożal się Boże, sentencja nas poprowadzi? Do jakiego wniosku?

Powtarzam: wiem, że nic nie wiem. Nie wiem jaka jest obecnie polska reprezentacja. Mam wrażenie graniczące z pewnością stuprocentową, że jest jej daleko do składu, który siedem, sześć, pięć lat temu należał do światowej czołówki. Na pewno już nie należy. Wiedzą o tym w Europie. Nie wiedzą niektórzy, żyjący wspomnieniami, kibice polskiej reprezentacji. Oczywiście, należy jasno i uczciwie powiedzieć, że spadek jakości zaczął się dużo wcześniej niż początki kadencji Michaela Bieglera. Przeciętnie było już w 2011 na mistrzostwach świata. Potem katastrofalne kwalifikacje olimpijskie, które ostatecznie przypieczętowały koniec „tamtej ery”. Biegler przyszedł na „gotowe”, czyli zastał reprezentację nijaką, przeciętną, średnią. I do tej pory niewiele z nią dobrego zrobił. Nie potrafi? Z tymi piłkarzami więcej się nie da? Nie pojawili się nowi, tak samo utalentowani? Wszystkiego po trochu.

W takiej sytuacji należy tylko żałować, że po tym jak Bogdan Wenta przestał być trenerem reprezentacji, związek nie potrafił znaleźć godnego następcy. Pamiętamy, posłużył się wówczas bardzo wątpliwym pomysłem, ogłaszając konkurs na trenera kadry. No i żaden, powiedzmy, Dujszebajew, co zrozumiałe listu motywacyjnego z prośbą o zatrudnienie, nie wysłał na adres związku. Na bezrybiu i rak ryba, więc stery wziął w ręce mało komu znany Biegler.

Biegler przegrał z reprezentacją ostatnie mistrzostwa świata, ale miał mocne alibi, bo nie pracował z nią długo. Niewykluczone, że przegra też mistrzostwa Europy, ale tym razem alibi żadnego nie będzie, a powinna być rzetelna weryfikacja kilkunastu miesięcy dokonań Niemca w Polsce. Jestem sceptyczny wobec duetu Biegler/Będzikowski, ale ich nie skreślam. Nie „biorą” mnie jednak zapewnienia o radykalnej poprawie gry obronnej. Nie rozumiem niektórych personalnych typów trenera. Nie zgadzam się z opinią, jakoby Biegler wprowadzał do reprezentacji młodych, czyli perspektywicznych graczy. W ogóle zresztą nie rozumiem odmładzania kadry „na siłę”, na mistrzostwa Europy w 2016. Piszę – „na siłę”, bo co jeśli okaże się, że za dwa lata ciągle perspektywiczny dwudziesto-, powiedzmy, -pięcioletni skrzydłowy będzie gorszy od trzydziestopięciolatka? Co wtedy? Bo może tak być. Zresztą tych młodych u Bieglera jest raptem kilku – Wyszomirski, Chrapkowski, Szyba, Orzechowski, Łucak, Syprzak. Niestety żaden z nich nie jest postacią, o której głośno choćby w naszej lidze. Tym bardziej żaden z nich nie będzie postacią wiodącą w polskiej kadrze.

Nie wiem co sądzić o tej reprezentacji: jak zdaje mi się, nie wie niemal każdy, kto choć trochę się nią interesuje. Czekam na wyniki, nie licząc, Bóg wie, na co. Czekam na weryfikację pracy trenerów reprezentacji po ME w Danii. Chcę oglądać wielką polską reprezentację na mistrzostwach Europy w Polsce, za dwa lata. Nie będzie jej jednak jeśli po drodze nie wydostaniemy się z przeciętności.