W styczniu „Deloitte” - firma doradcza i audytorska – ogłosiła tradycyjny raport „Football Money League”, w którym analizuje przychody 20 największych klubów świata. Po raz dziewiąty z rzędu wygrał Real Madryt, bijąc rekord Manchesteru United, który wcześniej zwyciężał w zestawieniu osiem razy. Już po raz drugi w historii Real zanotował dochód, który przekroczył pół miliarda euro. W sezonie 2012/2013 na konta potentata z Madrytu wpłynęło dokładnie 519 milionów euro. Wcześniej wzrost, jeśli chodzi o „Królewskich” był bardzo dynamiczny, ale teraz zaledwie 1 procentowy (w sezonie 2011/2012 Real miał przychody na poziomie 512,6 mln). Dynamika wygasła, gdyż w Hiszpanii trwa głęboki kryzys gospodarczy, a Real nie wywalczył żadnego trofeum. Na pewno powodem do satysfakcji – choćby minimalnej – jest fakt, że Real trochę zwiększył różnicę w budżecie w stosunku do Barcelony (tym razem było 36 milionów euro więcej niż Katalończycy, a rok wcześniej 29,6 miliona).

„Bale dzięki historii i obecnej sile finansowej”

Latem 2013 Real postanowił znowu mocno zainwestować w skład. „Deloitte” pisze: „Transfer Bale'a podkreśla determinację Realu, aby najlepsi piłkarze świata znaleźli się w jego szeregach, co ma swoje korzenie zarówno w historii, jak i obecnej sile finansowej”. Na budżet każdego czołowego klubu świata składają się: marketing, prawa telewizyjne i „matchday”, czyli dochód z dnia meczowego. Jeśli chodzi o marketing, to nastąpił wzrost o 7,8 miliona euro, co dało sumę 211,6 miliona (wzrost 4-procentowy). Fachowcy z „Deloitte'a” doceniają, że Real jest globalną marką, ale zaznaczają: „I tak dla klubu najważniejszy jest rynek Hiszpanii”. Na pewno za wzrostem finansów z marketingu stoi nowy kontrakt głównego sponsora - „Emirates” zastąpił „Bwin”.

Prawa telewizyjne wzrosły o 5,7 mln i przyniosły Realowi 188,3 miliona (wzrost o 3 procent). Co ciekawe „Królewscy” zgarnęli na tym polu najwięcej ze wszystkich, ale zarazem zarobili tylko 100 tysięcy euro więcej niż Barcelona. Byłoby inaczej gdyby nie Robert Lewandowski i jego popis w półfinale Ligi Mistrzów... UEFA ostatecznie zapłaciła Realowi – półfinaliście poprzedniej edycji Champions League -  48,4 mln euro (wzrost rok do roku o 8 milionów). Dochody z „dnia meczowego” spadły o 7,2 miliona do 119 milionów euro (minus 6 procent). Na pewno wpłynęła na to średnia widzów na Estadio Santiago Bernabeu, która wynosiła 65 tysięcy na spotkanie i była niższa o 8 procent, niż sezon wcześniej... 

Perez: A teraz renowacja za 400 milionów euro!

„Deloitte” podsumowuje Real: „Czas na kolejne popisy na boisku, które przyniosą nowe trofea. Ważna jest również zapowiadana renowacja stadionu”. 31 stycznia prezydent Realu, Florentino Perez przedstawił 500 osobom prezentację projektu, który został wybrany. Wygrała niemiecka firma GPM Architekten, którą będzie wspomagać katalońskie biuro L-35, należące do Josepa Ribasa, co przez madryckie media zostało skomentowane z przekąsem. „Ribas jest socio Barcelony” - pisze bez ogródek dziennik „As”. Renowacja zakłada konstrukcję, która będzie metaliczna i znajdzie się dach! Powierzchnia komercyjna będzie wynosić ponad 12 tysięcy metrów, a znajdzie się miejsce również na ekskluzywny hotel. Sam projekt będzie kosztował 20-30 milionów euro, a jego wykonanie 400 milionów.

Dziennik polityczny „El Pais” wskazuje, że konkurencyjne oferty w wielu aspektach były ciekawsze. Dochody z wejściówek na mecze już dziś przynoszą Realowi 40 milionów euro (to element „matchday'a”). Po renowacji mają przynosić 52 miliona. Biuro architektoniczne „Lamela y Populos” proponowało renowację za 318 milionów, ale z wejściówek „Królewscy” mieli zarabiać rocznie aż 82 miliony. „El Pais” wskazuje, że „Lamela y Populos” najlepiej zna specyfikę konstrukcji stadionu, ponieważ uczestniczyło w ostatniej renowacji – kilkanaście lat temu.

Z kolei projekt biura „Norman Foster i Rafael de la Hoz” zakładał niezwykle dużo światła i niezwykłą rozbudowę areny dla VIP-ów. To biuro uczestniczyło w projektowaniu nowego Wembley. Biuro „Money, Herzog i de Meuron” chciało upodobnić Bernabeu do Allianz Areny w Monachium, choć pracowało także przy tworzeniu Stadionu Olimpijskiego w Pekinie. Szwajcarska firma proponowała dobudować jeszcze jeden poziom stadionu, w którym znalazły się wspaniały hotel.

Wybór projektu to zawsze dyskusyjna sprawa, ale ciekawsza jest kwestia finansowania. Prezydent Perez proponuje, żeby sprzedać nazwę stadionu za 200 milionów euro. A kolejne 200 milionów miałoby pochodzić z emisji obligacji wśród „socios” - obligacji, które z czasem przyniosłyby członkom klubu rentę.

„Wielkość długu zbliżyłaby się do niesłychanego poziomu”

Szef stowarzyszenia kibiców „Valores del Madridismo”, Carlos Mendoza podkreśla: „Z takim długiem inwestycja w stadion jest bardzo ryzykowna. Tych rozmiarów zadłużenie może doprowadzić do utraty kontroli klubu przez jego członków”. Stowarzyszenie wydało oficjalne oświadczenie, w którym grzmi: „Odnosząc się do propozycji prezydenta Pereza, uważamy że to socios demokratycznie powinni zdecydować o takiej inwestycji – na podstawie  bardzo szczegółowej informacji, także w zakresie metody finansowej, która zostanie zastosowana. Przy długu 541 milionów kolejna inwestycja za 400 milionów może stać się bardzo niebezpieczna. Co więcej – wątpimy w potrzebę takiej renowacji. Przy renowacji obiektu wielkość długu zbliżyłaby się do niesłychanych poziomów. Przypominamy, że Real Madryt był przedmiotem zainteresowania ze strony Komisji Europejskiej – w związku z możliwą subwencję publiczną”.

Rzecz jasna „Valores del Maridismo” odrzucają też możliwość zmiany nazwy stadionu na komercyjną. Mendoza mówi: „Przychody Realu wcześniej rosły o 12 procent rocznie. Ostatnio uległo to zmianie. Gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli, stracilibyśmy panowanie nad klubem, który od 110 lat jest w rękach socios”. W dodatku urzędnicy miejscy nie chcą się zgodzić na zwiększenie pojemności obiektu.

Perez zaczął wielką akcję, ale media przypominają, że już raz obiecywał „najpiękniejszy stadion XXI wieku”. Uczynił z tego hasło swojej kampanii w 2004 roku. Publicznie głosił: „Prace rozpoczną się pierwszego dnia po wyborach, a unowocześniony obiekt będzie gotowy w 2008 roku”. Perez wygrał wybory, ale do swojej dymisji w lutym 2006 roku nie uczynił nic. Wrócił na stanowisko szefa Realu w 2009, ale do pomysłu przebudowany stadionu wrócił dopiero teraz.

Centrum treningowe, czyli efekt konsekwencji

Prezydent Perez potrafi być konsekwentny, o czym świadczy rozbudowa centrum treningowego w Valdebedas, dzielnicy położonej na południu miasta – w pobliżu lotniska Barajas. Od 2004 roku konsekwentnie trwa rozbudowana Ciudad Real Madryt, czyli klubowego miasteczka. Najpierw były boiska (5 trawiastych i 5 ze sztuczną nawierzchnią) i szatnie, a od 2006 roku funkcjonuje Estadio Alfredo Di Stefano, który mieści 8 tysięcy widzów. Kilka dni temu nastąpiła oficjalna inauguracja bazy noclegowej. Perez powiedział: „Ośrodek w takiej właśnie postaci to kontynuacja filozofii Bernabeu – najlepsi zawodnicy mają pracować w najlepszych warunkach”. Dla pierwszej drużyny piłkarskiej i dla zespołu koszykarzy powstał obiekt o powierzchni ponad 8 tysięcy metrów kwadratowych, w którym jest 56 pokoi. Rzecz jasna jest także wiele innych pomieszczeń, jak sale do spędzania wolnego czasu, biblioteka, sala audiowizualna, czy basen. Obok jest „diament w koronie”, jak pisze „El Pais”, czyli „residencia de la cantera”. Ośrodek szkolenia młodzieży w Hiszpanii określa się mianem „cantery”, czyli dosłownie „kamieniołomów”. Bursa o powierzchni 7,5 tysiąca metrów kwadratowych to między innymi 40 pokoi, w których stale będzie przebywać 80 najzdolniejszych chłopców. „Już teraz zakwaterowanych zostało 50 wybrańców, którzy mają stać się nowymi Raulami” - pisze „El Pais”.

Na ceremonii zakończenia trzeciego etapu rozwoju Ciudad Real Madryt burmistrz Ana Botella podkreśliła znacznie rozpoznawalności Realu na świecie: „Jesteście najlepszą marką tego miasta. Ośrodek ma być najlepszym centrum w skali świata”. Ignacio Gonzalez, szef Comunidad de Madrid (czyli jednego z 17 województw Hiszpanii) uderzył w podobne tony: „Real Madryt nieprzypadkowo jest najlepszym klubem w historii – zawdzięcza to zarówno zawodnikom i tym, którzy decydowali o jego rozwoju. Ta rezydencja gwarantuje kontynuację ducha nonkonformizmu. Są ludzie, którzy mówią o pomocy reżimu dla Realu. Tymczasem w drugiej republice i po wojnie domowej był czas, gdy my wygrywaliśmy tylko dwa tytuły mistrza Hiszpanii, a są tacy, którzy zwyciężali w czasie reżimu pięć razy”. Gonzalez odwołał się wprost do Barcelony, która wygrywała w latach 1945, 1948, 1949, 1952 i 1953. Trochę do śmieszne sięganie do głębokiej historii, ale w Hiszpanii nikogo to nie śmieszy. Napięcie między Kastylią a Katalonią jest ogromne, podobnie jak między Realem a Barceloną...

Zacięta rywalizacja Real – Barcelona z pewnością napędziła finanse obu klubów. „El Clasico” w ostatnich latach miało szereg ekscytujących wydań – w lidze, Pucharze Króla, Superpucharze Hiszpanii, a także w Lidze Mistrzów. Real stał się jeszcze bardziej rozpoznawalną marką i w sezonie 2011/2012 po raz pierwszy wykazał dochod ponad pół miliarda euro rocznie. „Deloitte” pisze: „Zapewne Barcelona w sezonie 2013/2014 stanie się drugim klubem na świecie, który również będzie mógł się pochwalić co najmniej pół miliardem euro dochodu”. Wiele zależy również od Champions League. Real w 1/8 finału ma łatwiejszego rywala (26 lutego i 18 marca zagra z Schalke). Barcelona trafiła na lidera Premier League Manchester City (18 lutego i 12 marca). Warto nadmienić, że Hiszpania w najlepszej szesnastce drużyn Europy ma również Atletico Madryt, które zagra z AC Milan (19 lutego i 11 marca).