Z Rosji donoszą, że jedynej, ale dość istotnej wpadki o charakterze technicznym, rosyjscy telewidzowie nie obejrzeli, bowiem rosyjska telewizja „przykryła” ją obrazkami z widowni. Chodziło, jak pewnie wszyscy wiedzą, o tę piątą śnieżynkę, która nie przekształciła się, jak cztery pozostałe, w kółko olimpijskie, bowiem zaciął się mechanizm, który to przekształcenie miał uruchomić.

Manewr wykonany przez realizatora transmisji na użytek rosyjskiej publiczności wprawdzie zostanie pewnie mu wytknięty w całym cywilizowanym świecie, ale kto by się tam takimi drobiazgami w Moskwie przejmował. Igrzyska są przez Putina i rosyjską władzę wymyślone  przede wszystkim z myślą o samych Rosjanach, którzy mają utwierdzić się w przekonaniu, że są światową potęgą, bo tak było przez lata i ta myśl pewnie nie chce ich opuścić. Jak chleba nie starcza dla wszystkich, to potrzebne są igrzyska wzmacniające poczucie narodowej dumy i siły, co na Wschodzie zawsze było niezwykle istotne.

Manewr telewizyjnego realizatora z piątą śnieżynką która okazała się piątym kołem u wozu, jako żywo przypomina zachowania z czasów najtęższej komuny w PRL-u. Podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny nad realizacją telewizyjnego przekazu czuwał ponoć sam prezes Maciej Szczepański zwany przez załogę Krwawym Maćkiem, choć gwoli prawdy krew się chyba nie lała, ale Szczepański był dużej klasy satrapą.  Szczepański czuwał, by podczas owej pielgrzymki pokazywać jak najwięcej „obrazków” z obrzeży, jakieś babcie jedzące kanapki albo pijące herbatę z termosów, natomiast nie pokazywać ogólnych planów, z których wynikałoby, że w tym czy innym miejscu zebrał się kilkusettysięczny tłum wiernych.

Piąta śnieżynka nie pokazana w  rosyjskiej telewizji przypomniała mi też zachowania szefa sportu w telewizji przy Woronicza, Waldemara Krajewskiego podczas hiszpańskiego Mundialu w 1982 roku czyli w stanie wojennym. Gdy tylko na trybunach pojawiały się wielkie transparenty z napisem „Solidarność” na polecenie Krajewskiego „przykrywano” bezpośredni przekaz nagranymi wcześniej, neutralnymi trybunami. Tyle, że publiczność w Polsce i tak przez krótką chwilę owe transparenty musiała widzieć, bowiem ówczesna technika telewizyjna była taka, że na wystartowanie materiału z taśmy potrzeba było koło trzech sekund. Od czasu, gdy wymyślono zapis cyfrowy, można każdą „bezpośrednią” transmisję nadawać z dowolnym opóźnieniem. Przerywać i wznawiać w dowolnym momencie. Podczas ceremonii otwarcia to opóźnienie wynosiło ponoć 15 sekund. Wystarczająco dużo, by telewizyjny realizator transmisji i czuwający przy nim odpowiedzialny za transmisję dziennikarz mogli zareagować. Dalszy komentarz chyba już zbyteczny.