Sławna nie tylko na całą Polskę stała się jego praca w łowickiej ogniowej straży, sławne stały się kłopoty związane z brakiem warunków do profesjonalnego uprawiania łyżwiarstwa szybkiego w kraju, wiele mówiło się o ślizgawce w Domaniewicach, na której Mistrz wyrósł oraz o zaangażowaniu i niezwykłej determinacji Mieczysława Szymajdy, bez którego nie byłoby dziś mistrza olimpijskiego Zbigniewa Bródki.

Także o tym, że Zbyszek musiał przez internet organizować zrzutkę na odżywki, bez których sport na najwyższym poziomie nie może się obyć, a których nawet związek łyżwiarstwa szybkiego nie był w stanie mu zapewnić. Na marginesie: na przygotowania do sezonu Justyny Kowalczyk związek narciarski przeznacza około dwóch i pół miliona złotych rocznie, a Justyna na letnie bieganie po nowozelandzkim śniegu lata biznes klasą.

Ale taka bywa dzisiaj cena olimpijskiego medalu. I nikt do Justyny pretensji nie ma ani mieć nie może. A ile kosztował złoty medal Zbyszka z Domaniewic, który porwał się na całą potęgę niderlandzkiego zakonu łyżwiarskiego niczym Zbyszko z Bogdańca na Krzyżaków? Pytanie retoryczne, bo był to właściwie medal darmowy, a w każdym razie najtańszy w ostatnim co najmniej dwudziestoleciu.

Zbigniew Bródka to chyba już ostatni Mohikanin w sporcie na najwyższym światowym poziomie, który potrafił sięgnąć po olimpijski wawrzyn mając takie, a nie inne warunki. I jak wspomniałem jego sukces ma teraz wielu ojców. W związku łyżwiarskim w stolicy, ale także w gminie, w powiecie i w województwie. Nawet łowicki starosta próbuje ugrać swoje, choć jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Bródka wracał do Warszawy z Pucharem Świata, nie miał czasu na to, by go powitać. Sport go zdaje się w ogóle bardzo mało interesował. A teraz rozdaje na telewizyjnym ekranie (vide główne wydanie „Wydarzeń” w minioną niedzielę) tereny pod halę lodową „między Łodzią i Warszawą”, choć każde dziecko w Polsce wie, że chodzi o przykrycie dachem jednego z istniejących już torów (Zakopane, Tomaszów Maz. ewentualnie Warszawa).

„Dar” łowickiego starosty może kojarzyć się jedynie z przekonywaniem przez imć Onufrego Zagłobę Jana Zamoyskiego, by ten ofiarował Szwedom Niderlandy. Swoją drogą to, czym dysponują w sporcie łyżwiarskim Niderlandy, choćby w niewielkiej części bardzo by nam się przydało. Bo oni mają 19 (dziewiętnaście) krytych długich torów do jazdy szybkiej na lodzie, my ani jednego.

Akcje, które teraz obserwujemy i obserwować pewnie przez najbliższe dni będziemy, niektórzy politycy odbierają jako dar niebios w nieustającej kampanii wyborczej, choć ta formalnie przecież jeszcze się nie rozpoczęła. Wśród skoczków bryluje premier, casus Bródka to teraz Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia chłopska ma o tyle ułatwione zadanie, że w trzyosobowym zarządzie Telewizji Polskiej zasiada dwóch przedstawicieli Platformy Obywatelskiej i jeden z PSL-u, którego zadaniem jest pilnowanie tego, co dzieje się w ośrodkach regionalnych TVP. Więc pilnuje interesów partyjnych kolegów, a doświadczenie w pilnowaniu ma spore.

Było to widać już w niedzielny poranek, gdy do Domaniewic przyjechali reporterzy z kilku stacji telewizyjnych, ale karty rozdawała TVP Info. Brakuje mi jeszcze wypowiedzi generała strażaków-amatorów Waldka Pawlaka, który mógłby wygłosić mowę albo napisać dysertację pod tytułem „Wpływ strażackiego munduru na sukcesy w sporcie”.

TVP w gigantycznych rozmiarach podkreśla sukces Kamila Stocha, który notabene na to zasługuje, Bródce poświęcając znacznie mniej uwagi. Powód? Banalnie prosty. TVP ma prawa do Pucharu Świata w skokach, a światowej rangi zawody w panczenach pokazuje konkurencja czyli Polsat. I to epatowanie się oglądalnością w sytuacji, gdy ma się wyłączność na pokazywanie igrzysk w Soczi. Wygląda mi to na leczenie kompleksów. Bo małostkowość jest oczywista. Na łowickiej wsi mawiano kiedyś: „Mamo, chwalą nas! ????, Wy mnie, a ja Was!”.