Josep Guardiola, stary cwaniak, już wcześniej przewidział, że będą problemy. On zaczynał od pracy w akademii i znał zaplecze na pięć lat do tyłu. Wiedział, że takiego potencjału, jaki sam zgromadził, już nie zbierze, bo nie ma takich talentów, a dokupić podobnych piłkarzy też nie sposób, bo kosztują fortunę. Był na topie i odszedł. Wtedy trzeba odchodzić. Guardioli stawiano ten cel, żeby zaczął drużynę odmładzać, bo już zaczyna się lekkie schodzenie ze szczytu. Tito Vilanovie to nie wyszło, a już nie ma co mówić o tym chwilowym Jordi Roura. On w ogóle nie wiedział, o co chodzi. Najpierw stawiał na młodych, potem wrócił do starszych i z tego zrodził się konflikt, bo nikt tych decyzji nie rozumiał.

Przyszedł Gerardo Martino, jako wskazany przez Leo Messiego, ale Barcelona już nie gra tak samo, jak kiedyś. Nie gra równo, widać konflikty przy zmianach zawodników. Cesc Fabregas, kiedy schodzi, to ma buzię jak Frankenstein. Gwiazdom nie jest łatwo wytłumaczyć potrzebę zmiany, że trener roszadami chce utrzymać pomoc gry drużyny. We wszystkich rozgrywkach, we wszystkich spotkaniach nie da się grać na tym samym poziomie. Możliwe byłoby tylko wtedy, gdyby się miało w kadrze 33 zawodników, jak miał sir Alex Ferguson w 1999 roku i zdobył potrójną koronę.

Barcelona miała zawsze taki pressing, że nie pozwalała rywalom na kontratak. Kiedy Jose Mourinho ustawił Xabiego Alonso na granie długich piłek, to tak go osaczali, że Real przegrał 0:5. Teraz Barcelona tego nie robi, gra się przenosi pod jej bramkę, tam gdzie ten zespół ma najmniej atutów. Dopóki Barcelona będzie grała najlepszymi zawodnikami, to będzie jeszcze wygrywać, bo te gwiazdy mają jeszcze wiele atutów. Bramki oni zawsze potrafią strzelać.

Myślę, że Martino długo tam miejsca nie zagrzeje. To, co było - popsuł, a nic nowego nie wniósł. Udaje mu się tylko, gdy zawodnicy biorą sprawy w swoje ręce. W wybranych meczach, zwłaszcza w Lidze Mistrzów, będzie im się udawało, bo takie mecze oni potrafią grać, ale o wygraniu wszystkich rozgrywek zapomnijmy. To się Barcelonie prawie na pewno nie uda. Trudno będzie im utrzymać równy poziom. Ci zawodnicy nie znajdą już w sobie potrzebnego ognia, bo się wypalili. Nawet nie zdążyli się nacieszyć poprzednimi sukcesami. Barceloną będziemy się zachwycali, ale nie we wszystkich meczach. Fani się powinni przygotować na gorsze dni. Ja nie mam z tym problemu, bo zdradzę, że jestem fanem Realu Madryt. To normalne w piłce nożnej, że się ze szczytu schodzi. Sztuką jest tam z powrotem wejść.