Ponadto, tego samego dnia nasz prezes opowiadał o swoim pierwszym spotkaniu z Bieglerem. Otóż, któregoś dnia na dworcu w Poznaniu, Niemiec szedł peronem w kierunku naszego prezesa. Szedł ubrany w czarny płaszcz, trzymając w ręku czarną torbę. Podobno cały był na czarno… Amatorom, dajmy na to Bułhakowa, ten obraz kojarzy się aż nadto jednoznacznie… Ale to nieprawdziwy obraz. Prezes mówił też, że Niemiec jest człowiekiem wrażliwym, nad wyraz wrażliwym, choć, prawda, skrytym…

Chcąc nie chcąc o Michaelu Bieglerze dowiedzieliśmy się czegoś nowego i pozytywnego.

Co zaś nowego wiemy o kadrze?
To, że Szyba, Masłowski, Daszek, Gumiński…
Że Szyba okrzepł.
Że Masłowski zagrał pół meczu w reprezentacji, jakiego nigdy jeszcze w reprezentacji nie zagrał.
Że Daszek ma potencjał.
I że Gumiński również ma potencjał.
Że obaj w meczu z Czechami udowodnili, że mają potencjał.
Że niektórzy jeszcze nie nadają się do gry w reprezentacji.
Że ci, którzy tworzą jej trzon, nadal go tworzą.
Że w czerwcu w Ergo Arenie rozpoczniemy składem, którego w Lublinie nie oglądaliśmy.
Że wygramy dwumecz z Niemcami?
Że wygramy z Niemcami, którzy mają nóż na gardle, bo nie było ich na ostatnich ME? Mimo, że rewanż gramy na wyjeździe?
Mimo, że dotąd nikt nie ma pewności, czy Biegler faktycznie się wzruszył?
Że wygramy, bo chcemy wygrać, tak samo jak chcieliśmy zobaczyć, że Niemiec ociera z policzka tę jedną łzę?
Czyli, bo bardzo chcemy…?