Warto zwrócić uwagę na dobrą grę Borussii. Taką, jak z ubiegłych lat. Podopieczni Kloppa wysoko i agresywnie atakowali piłkarzy Realu Madryt, co zaowocowało licznymi pomyłkami rywali. Dzięki nim udało się zdobyć dwie bramki. – Na miejscu BVB bym się tak nie otworzył. Z Realem najlepiej grać bezpiecznie, od połowy boiska, żeby dwaj skrzydłowi - Ronaldo i Bale - nie mogli się rozkręcić. Jeśli da się im pole, to naprawdę aż strach!  No, ale Borussia w drugim meczu zagrała tak, jak dawniej i te dwie bramki udało się strzelić. Było to w pełni zasłużone, dlatego też wynik w drugiej połowie wisiał na włosku.

Zaskoczeniem było podejście Realu Madryt do rewanżu. Zawodnicy Carlo Ancelottiego mieli w głowach wynik z pierwszego meczu, a także perspektywę walki do ostatniej kolejki o mistrzostwo Hiszpanii, tak więc nie wyszli na murawę w pełni skoncentrowani. Świadczą o tym także statystyki.

– Real podszedł do tego spotkania dość ulgowo. Borussia przebiegła 10 kilometrów więcej, niż „Królewscy”. A to przecież nietypowe, bo Real bazuje na szybkości, wytrzymałości i dynamice. Wtedy jednak Niemcy więcej biegali (124 km,  a „Królewscy” „tylko” 114). W grę wchodziła mentalność, bo 3:0 było dla nich takim bezpiecznym wynikiem.

Wykorzystany brak doświadczenia PSG

Czy Real słusznie awansował? Zapewne tak, aczkolwiek można było się spodziewać czegoś więcej po drużynie, który chce całą Ligę Mistrzów wygrać. Jednak jeśli się to uda, to o rewanżu w Dortmundzie nikt nie będzie pamiętał. Mimo wszystko forma Realu, szczególnie po porażce z Barceloną, jest dużą niewiadomą. – Sądzę, że gdyby doszło do dogrywki, to Borussia awansowałaby dalej. Ale to jednak „Królewscy” przeszli. Czy słusznie? No, troszkę więcej można było po nich oczekiwać. Myślę, że nawet, że Real po tej porażce z Barceloną, nie może znaleźć sobie miejsca. Bo oprócz tej porażki z BVB, była jeszcze przecież z Sevillą. Na pewno ma na to wpływ kontuzja Ronaldo. To olbrzymie osłabienie.

Z kolei PSG nie sprostało Chelsea, tracąc gola w ostatnich minutach. Na pewno duży wpływ na słabą grę w ataku Francuzów miał brak Zlatana Ibrahimovica. Jednak należy pamiętać, że w pierwszym spotkaniu, mimo że Szwed zagrał, to został skutecznie wyeliminowany przez Gary’ego Cahilla oraz Johna Terry’ego.

– Wyraźnie brakowało paryżanom doświadczenia. A także Ibrahimovica - jego brak utrudnił PSG wyeliminowanie Chelsea. Popełniali oni sporo błędów. Szczególnie Verratti. Ale jeszcze jedna sprawa - Blanc postawił na Lucasa, który był dosłownie wszędzie. Był takim wolnym zawodnikiem, ale w praktyce asekurować go miał Jallet. I świetnie to dostrzegł Mourinho. Wykorzystał to atakując prawą stroną, ponadto ustawiając bardzo wysoko Ivanovica. I z tego właśnie padła pierwsza bramka dla The Blues.

Zmiana warty w Hiszpanii?

Podopieczni Jose Mourinho, mimo braku motoru napędowego, czyli Edena Hazarda, poradzili sobie znakomicie. Po zejściu swojego lidera ciężar odpowiedzialności na swoje barki wzięli inni. Choćby Andre Schuerrle, który zmienił Belga. Duży wpływ na wynik końcowy miał także Samuel Eto’o, który w zasadzie niczym się nie wyróżnił, ale jednak umiejętnie "rozciągał" obronę PSG.

– Chelsea na pewno straciła na swojej sile, bo Hazard zszedł z boiska z powodu kontuzji, ale godnie zastąpił go  Schuerrle. A ja stawiałem przecież na PSG. Nie wziąłem wtedy jednak pod uwagę, że Eto'o wrócił do składu. I obojętnie, że się nie wyróżnił, ale dał to coś, co ułatwia grę Chelsea. Pozwala lepiej grać skrzydłami. Także PSG i Ibra muszą poczekać jeszcze na triumf w LM. Jeszcze trochę im brakuje, choć to naprawdę minimalne różnice.

Czy to koniec panowania wielkiej dwójki w Hiszpanii? W tym sezonie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Otóż Diego Simeone, wraz ze swoim Atletico, rozbił status quo w La Liga. W ekipie „Los Colchoneros” widać piętno argentyńskiego szkoleniowca. Simeone przede wszystkim jednak zaszczepił w drużynie mentalność zwycięzców. – Atletico Madryt - nowa siła w Hiszpanii. Wielkie brawa należą się Diego Simeone. Przede wszystkim - świetne zagęszczenie pola, znakomicie zorganizowana obrona, bliskość linii. Wszyscy zawodnicy uczestniczą w grze defensywnej. Budowanie ataku bardzo proste przez linię pomocy bez zbędnych ozdobników. Naprawdę, to było popisowe.

Ancelotti nigdy nie przegrał z Bayernem


A Lionel Messi? Razem z Andresem Iniestą i resztą gwiazdorów przeszli obok meczu, choć z pewnością lepszym określeniem byłoby, że zostali zupełnie odcięci od gry przez mądrze grającą drugą linię Atletico. Nie wychodził im także pressing, czyli to, z czego przez wiele lat słynęli. – Messiemu życzę jak najlepiej. Oby na mundialu znów pokazał swoją klasę. W tym dwumeczu razem z Iniestą zostali wyeliminowani z gry. Cały system gry Barcy się skończył. Atletico nie pozwoliło grać im swojej gry. Nie mówię już, że Katalończycy zapomnieli jak się gra pressingiem. A przecież była to wizytówka Pepa Guardioli. Skończyło się. Jest nowa siła, która będzie się mierzyła z Chelsea.

Gra Realu z Bayerem to będzie wielki mecz. Carlo Ancelotti nigdy nie przegrał z Bayernem, z kolei Pep Guardola nie poznał goryczy porażki, gdy przyjeżdżał na Santiago Bernabeu. Szykuje się ciekawe spotkanie.

– Real napotyka znowu drużynę rodzaju tych, z którymi sobie od dawna nie radzi. Na pewno będzie to znakomite widowisko. Wierzę, że do gry wróci już Ronaldo. Że wszyscy będą już w pełni sił. Di Maria też. Myślę, że Bayern nie popełni już takiego błędu jak w meczu z Manchesterem United. Bo grał wtedy bez prawego obrońcy. Nie można grać bez prawego obrońcy w takim ważnym meczu. No i Evra strzelił z tego gola. To pokazuje, że nawet Guardiola jest tylko człowiekiem, który potrafili się mylić.