Koń jaki jest, każdy widzi – napisał w pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej „Nowe Ateny” ksiądz Benedykt Chmielowski. Podobnie jest z polską ekstraklasą. Jaki jest poziom, wszyscy kibice doskonale widzą. Lepiej go nie oceniać, bo można się tylko zdenerwować. Z każdym sezonem jest niestety coraz gorzej. Nawet nie ma co porównywać obecnych drużyn z czołówki do Legii Janasa, Widzewa Smudy, czy Wisły Kasperczaka. Legia Berga i Lech Rumaka dostałaby od tamtych zespołów trójkę do przerwy, a w drugiej połowie byłaby gra w dziadka.

Regres jest widoczny nawet na przestrzeni ostatnich trzech, czterech lat. Przypomnijmy sobie niedawne znakomite występy w europejskich pucharach Lecha Poznań, który potrafił wygrywać i remisować z Manchesterem City i Juventusem Turyn. Dziś brzmi to już jak bajka i abstrakcja. Ale Lech miał tamtym okresie w składzie piłkarzy tej klasy co Lewandowski, Stlić, Rudnevs, Kriwiec, Arboleda (ówczesny, a nie obecna podróbka Kolumbijczyka), Peszko, Wojtkowiak.

Dziś nawet Legia i Lech nie są w stanie zatrzymać w kraju reprezentantów Polski. Kto tylko kilka razy prosto kopnie piłkę, wyjeżdża za granicę. Ba, nie jesteśmy już nawet w stanie zatrzymać w kraju najzdolniejszych juniorów w wieku od 15 do 20 lat. To już nie tylko młodzieżowcy Wolski, Zieliński, Milik, Salamon, Wszołek, Pawłowski, Furman, ale różne Benfiki i Napoli skupują nam nawet niepełnoletnich. A z próżnego i Salomon nie naleje. Kluby grają tym, co mają, a więc ochłapami, które zostały w Polsce i (w większości) – jak mawia Franz Smuda – szrotem sprowadzonym z różnych zakątków świata. Oceniamy zespoły ekstraklasy, w kolejności miejsc w tabeli, po rundzie zasadniczej w skali od 1 do 10 (w stosunku do możliwości, bo trudno na tej samej wysokości zawiesić poprzeczkę Legii i Piastowi Gliwice).        

1. Legia Warszawa 63 punkty, po podziale 32 (ocena 5,5)

Króluje na własnym podwórku w myśl powiedzenia, że wśród ślepców i jednooki jest królem. Na Ligę Mistrzów, a nawet na fazę grupową Ligi Europy, to za mało. Zespół Jana Urbana jesienią wypadał słabo lub momentami nawet kompromitująco w konfrontacji z europejskimi średniakami. Odważny i słuszny ruch właścicieli klubu, by w połowie sezonu zmienić trenera, który zdobył mistrzostwo Polski i zostawił zespół na pozycji lidera, powinien przynieść pozytywne efekty.

Pod wodzą Henninga Berga Legia na razie nie zachwyca, czasami wymęcza punkty, gra jest jeszcze szarpana, ale były też momenty, że grała efektownie i skutecznie. Na wiosnę nie przegrała w lidze żadnego meczu (poza porażką poniesioną przez własnych kibiców i walkowerem za mecz z Jagiellonią), a za czasów Urbana tylko jesienią zaliczyła wpadki z Podbeskidziem, Zawiszą, czy Lechią. Efekty pracy Berga powinny przyjść za rok, dwa i tak naprawdę dopiero jesienią powinniśmy go zacząć oceniać, a nie po kilku meczach. Wydaje się jednak, że były obrońca Manchesteru United jest w stanie wznieść Legię na wyższy poziom niż Urban.

Problemem jest jednak fakt, że w Legii niewiele grają teraz młodzi Polacy (w końcówce Urbana też tak było) i za wielu już ich nie ma, bo zostali wyprzedani (Rybus, Borysiuk, Wolski, Furman, Jędrzejczyk). Dobrze wprowadził się do zespołu utalentowany młodzian ze Słowacji Ondrej Duda i może dodać Legii jakości, o ile nie zostanie… szybko sprzedany. Podobnie jak Orlando Sa, który długo i problemami wchodził do zespołu z powodu kontuzji. Bolączką Legii był brak klasowego napastnika (Wladimer Dwaliszwili pewnego poziomu nie przeskoczy, Marek Saganowski to już raczej piłkarski emeryt, a młody Efir dopiero dochodzi do formy po serii kontuzji) i może Sa rozwiąże ten problem. Biorąc pod uwagę zmianę właściciela, trudno chyba w Legii w najbliższym czasie liczyć na znaczące transfery, raczej będzie utrzymana trwająca od lat systematyczna wyprzedaż najlepszych graczy i szukanie zastępców z kartą na ręku.

Na pewno atutem Legii jest szeroka kadra, nawet tacy piłkarze jak Rzeźniczak, Kucharczyk, Łukasik, Kosecki (głównie przez kontuzje) czy Helio Pinto mieli kłopoty z miejscem w jedenastce. W porównaniu z Lechem, który ma ledwie 11 ludzi na poziomie do gry, to przepaść. Przydałoby się jednak w Legii zamiast ilości, więcej jakości. Wysoki poziom stale utrzymuje w zasadzie tylko Miroslav Radović, ale mam wrażenie, że jest trochę przeceniany i nie wygłupiajmy się już z pomysłami o jego grze w reprezentacji Polski, do których na szczęście sam zawodnik podchodzi sceptycznie. Nie wyobrażam też sobie, aby Legia miała jakieś szanse na arenie międzynarodowej z Radoviciem jako napastnikiem. Trener Berg musi pokombinować jak znaleźć miejsce w pomocy i dla niego i dla Dudy, za nominalnym środkowym napastnikiem. Wymagałoby to gry jednym, a nie dwoma defensywnymi pomocnikami i posadzenia na ławce jednego z dobrze spisujących się w tym sezonie zawodników – Tomasza Jodłowca lub Ivicy Vrdoljaka. Polak jest bardziej kreatywny (dzięki jego akcji i asyście Legia wygrała z Lechem), Vrdoljak lepszy w ofensywie.

W naszej ekstraklasie Legia nieźle radzi sobie w obronie, ale w walce o Ligę Mistrzów może to okazać się złudne. Mocnym punktem na pewno jest tylko Duszan Kuciak. Środkowi obrońcy Astiz – Rzeźniczak – Junior często robią kiksy, Brzyski jest atutem w ofensywie, ale broni dużo gorzej. Podobnie jest na prawej stronie z Bereszyńskim, którego w wyniku kłopotów zdrowotnych zastępuje solidny Broź. Ogólnie: na nasza ekstraklasę są za silni i zapewne zdobędą mistrzostwo, na Europę ciągle za słabi. Czy Berg w kilka miesięcy zdoła to zmienić? Jak mawiał przed laty znakomity dziennikarz sportowy Maciej Biega: „To też może się zdarzyć”.   

2. Lech Poznań 53 pkt, 27 (ocena 6)
Już prawie wszyscy zwalniali Mariusza Rumaka, a ten wykonał nagłą woltę i zdaje się pozbierał do kupy nierówno grający zespół. Generalnie pracę Rumaka w Lechu zawsze oceniałem pozytywnie (poza podporządkowywaniem się kibolom, ale to poznańska, i nie tylko, specyfika). Przejął po Bakero rozbity zespół, który był w środku tabeli, a po półtora roku pracy zdobył wicemistrzostwo Polski. Podobnie zapewne skończy w tym sezonie, bo odrobienie pięciu punktów do Legii w siedmiu kolejkach będzie trudne.

Rumak pokazał jednak, że po trudnych momentach i kompromitujących wpadkach (Żalgiris, Puchar Polski, remis z Widzewem, 0:5 z Pogonią), zespół wrócił na właściwe tory i w kilku ostatnich meczach (Lechia, Legia, Jagiellonia, Górnik) prezentował już wysoki poziom. Być może pomogło w tym wyrzucenie z klubu Murawskiego i Ślusarskiego, którzy na tym etapie kariery mogliby być już dla drużyny hamulcowymi – piłkarsko i mentalnie.

Problemem jest też – mimo kilkunastu goli – Teodorczyk (co powiedzieć o „snajperach”, którzy strzelili dwa razy mniej goli od niego). Ma talent, ale gra nierówno. Gdyby był tak skuteczny w Warszawie (zmarnował dwie świetne okazje) jak z Jagiellonią, Lech wygrałby z Legią mecz na szczycie i przed decydującymi spotkaniami różnica punktowa między drużynami byłaby mniejsza. Lech na Łazienkowskiej (mimo porażki), a także w kilku innych ostatnich meczach, sprawiał minimalnie lepsze wrażenie niż Legia, choć skład ma słabszy.

Problemem Lecha niewątpliwie są właściciele. Od dłuższego czasu zamknęli kurek z pieniędzmi, co sprawia, że kadra zespołu jest coraz bardziej skromna. Lech może się rozwijać tylko jeśli po sezonie znacząco wzmocni zespół. Z taką kadrą można zmarnować nawet taki talent jak Karol Linetty (obserwują go skauci Borussii Dortmund, Manchesteru United, Atletico Madryt), który w wieku 19 lat strzelił gola w debiucie w reprezentacji Polski, ale ma też problemy z kontuzjami i wygląda na – mówiąc językiem piłkarskim – lekko zajechanego.

Objawieniem rundy wiosennej był na pewno w polskiej piłce Dawid Kownacki. Dawno nie było tak utalentowanego chłopaka, który tak wcześnie miałby tak duże możliwości i potrafił je zaprezentować w konfrontacji z seniorami. Oby tylko ludzie w klubie, PZPN i jego rodzina znaleźli odpowiedni sposób na rozwój jego kariery. Bo pułapek jest dużo, łącznie ze zbyt szybkim wyjazdem za granicę. Niech wyjedzie, gdy będzie już, jak Robert Lewandowski, królem strzelców polskiej ekstraklasy. A może nim być szybko.

3. Ruch Chorzów 50 pkt, 25 (ocena 6,5)
Grają do słów piosenki Maanamu „Raz dwa”: „Z dołu do góry i z góry na dół, z ciemności w słońce z ciszy w krzyk. Falowanie i spadanie…”. Zaczęli sezon fatalnie, by nagle - po przejęciu zespołu przez Jana Kociana – wygrywać mecz za meczem. Znów w rytm tekstu śpiewanego przez Korę („Tysiące twarzy, setki miraży, to człowiek tworzy – metamorfozy). Kocian tworzy metamorfozy, ale wiosną przyszedł też jednak kryzys, być może związany z żartem, który od pewnego czasu krąży w Chorzowie: Kiedy w Ruchu wypłacają pensje? Raz w roku, gdy zbliża się termin złożenia dokumentów licencyjnych w PZPN i trzeba wykazać brak zaległości w płacach za poprzedni rok.  

Końcówka rundy zasadniczej w wykonaniu Ruchu była znów niezła i teoretycznie zespół może walczyć nawet o mistrzostwo Polski, a w praktyce raczej o miejsce w eliminacjach Ligi Europy. Nie rozwija się tak jak oczekiwaliśmy Maciej Jankowski. Większy talent i perspektywy mają Filip Starzyński i przede wszystkim Daniel Dziwniel.

4. Pogoń Szczecin 47 pkt, 24 (ocena 7)
Pogoń zrobiła największy skok jakościowy w polskiej ekstraklasie w ostatnich 2-3 latach. Było to na pewno możliwe dzięki pracy tak dobrego fachowca jak Dariusz Wdowczyk. To chyba dziś najlepszy szkoleniowiec w polskiej lidze. Gdyby nie zastrzeżenia natury moralnej, można by przyjąć za niezrozumiałe, że selekcjonerami byli lub są trenerzy o dorobku Waldemara Fornalika, czy Adama Nawałki, a nie został nim Wdowczyk. Pogoń gra nie tylko skutecznie, ale w wielu meczach najładniej w polskiej ekstraklasie.

W Szczecinie pokazuje, że mimo długiej przerwy w pracy w zawodzie nie zatracił umiejętności, a pewnie wrócił dojrzalszy i mądrzejszy. Majstersztykiem w wykonaniu Pogoni było niespodziewane wyrwanie Piastowi Gliwice Marcina Robaka. Wydawało się, że po powrocie z Turcji, gdzie furory nie zrobił, Robak będzie w naszej lidze już tylko przeciętnym rentierem. Tymczasem zbudowany jak Janosik napastnik jest najskuteczniejszy w lidze, wrócił do kadry, a jego pięć goli z Lechem robi wrażenie.

W przyszłym sezonie Pogoń może być jeszcze silniejsza, jeśli Wdowczykowi uda się przywrócić do formy sprzed lat sprowadzonych przed rundą wiosenną Rafała Murawskiego i Patryka Małeckiego. Na razie grali oni w barwach Portowców bardzo przeciętnie, a Małecki wręcz słabo. Może ten młody człowiek wyczerpał już limit głupich zachowań i wypowiedzi, a zamieni to na ciężką pracę na treningach i myślenie, by nie zostać na zawsze z etykietką zmarnowanego talentu. Dziś Małecki już nawet nie biega zbyt szybko, jest wolniejszy od większości rywali.

Obok Wdowczyka i Robaka najjaśniejszymi punktami Portowców byli Japończyk Takafumi Akahosi oraz 19-letni Sebastian Rudol, medalista mistrzostw Europy do lat 17, którego trener w klubie udanie przestawił na pozycję prawego obrońcy. Rudol ma pseudonim „Ratajczyk”, posturą i stylem gry trochę przypomina byłego legionistę i jest w stanie pod skrzydłami Wdowczyka zrobić większą karierę od niego.

5. Wisła Kraków 45 pkt, 23 (ocena 5)
Ponieważ nie należę do entuzjastów warsztatu trenerskiego Franciszka Smudy, początkowe opinie, że odmienił on Wisłę i wykonuje w Krakowie świetną robotę, przyjąłem spokojnie na klatę (wątłą) i przeczekanie. Końcowy efekt działań Smudy w rundzie zasadniczej nie poraża, a dwie ostatnie porażki z Widzewem w Łodzi i Podbeskidziem w Krakowie, to blamaż.

Smuda wyciągnął Białą Gwiazdę na trochę wyższe miejsce w tabeli niż w poprzednim sezonie - i dzięki nowemu systemowi rozgrywek może nawet spokojnie walczyć o wicemistrzostwo Polski, bo do Lecha ma tylko cztery punkty starty – ale nie była to wielka sztuka, bo grała ona wcześniej poniżej możliwości, a skład jak na polską ligę ma dość silny. Raczej jednak pomyłką okazuje się koncepcja Smudy, prezesa Jacka Bednarza i właściciela klubu Bogusława Cupiała o odbudowaniu wielkiej Wisły w oparciu o doświadczonych, utytułowanych zawodników. Paweł Brożek nie jest do końca zdrowy i wygląda jakby zapomniał, jak strzela się gole, a aby nie czuł się samotny, Franz sprowadził mu do towarzystwa brata Piotra. Łukasz Garguła po kontuzji to już cień dawnego świetnego rozgrywającego i ma tylko momenty przebłysków, podobnie jak Semir Stlić. Dariusz Dudka nie zdołał wywalczyć miejsca nawet w drugiej lidze angielskiej i patrząc na jego grę, trudno się temu dziwić.

Jeżeli te podstarzałe gwiazdy się obudzą, to Wisła  może w polskiej ekstraklasie wygrać z każdym, ale w to, że będzie grała przez cały sezon równo i dobrze, mocno wątpię. Zwłaszcza, że w tym sezonie pokazuje, że mocna jest zwykle tylko przy Reymonta, a na wyjazdach czuje się jak miłośnik muzyki poważnej na koncercie disco polo.

6. Zawisza Bydgoszcz 42 pkt, 21 (ocena 6,5)
Obok Pogoni drugie pozytywne zaskoczenie ekstraklasy. Radosław Osuch budował zespół na prędce, bez wielkich
inwestycji, a potrafił ściągnąć do Bydgoszczy wartościowych graczy, a co ważniejsze – trenerowi Ryszardowi Tarasiewiczowi szybko udało się złożyć z nich niezły zespół, co jest zwykle arcytrudne. Cieniem na całe przedsięwzięcie rzucają się na pewno kłótnie wokół klubu, konflikty właściciela z kibicami, co może być dla Zawiszy w dłuższej perspektywie ślepą uliczką.

Ciekawie rozwija się w Bydgoszczy Michał Masłowski, który nie tylko błyszczał w ekstraklasie i zawiódł Zawiszę do grupy mistrzowskiej, ale trafił nawet do kadry Adama Nawałki. Zawisza to ciekawa mieszanka doświadczonych naszych ligowców z młodzieżą i przede wszystkim wartościowymi obcokrajowcami -  Andre Micaelem, Hermesem, Heroldem Goulonem, Luisem Carlosem. Jednak teksty właściciela Zawiszy w stylu „Micael to najlepszy obrońca ekstraklasy, naturalizujmy go i weźmy do reprezentacji Polski”, potraktujmy jako swoisty folklor, „Osuchowszczyznę”.

7. Górnik Zabrze 42 pkt, 21 (ocena 4,5)
Niby ma tyle samo punktów co Zawisza, ale wrażenie sprawił dużo gorsze. Inne też były oczekiwania i pułap z jakiego startował po poprzednim sezonie. Adam Nawałka ekstraklasy z Górnikiem nie podbił (miejsca 4,5, 7 w poprzednich sezonach), ale odchodząc do pracy w roli selekcjonera zostawił Górnika w ścisłej czołówce ekstraklasy. Nie udało się tego utrzymać, a i Nawałka nie udowodnił światu jakich to świetnych piłkarzy wychował w Zabrzu. Licznie powołał ich do kadry, ale w większości były to niewypały, jak Rafał Kosznik w roli lewego obrońcy w meczu ze Słowacją. Udało się tylko wypromować Mączyńskiego, który trafił do Chin.

Podobał mi się niedawny tekst Dariusza Leśnikowskiego ze „Sportu” o tym, że PZPN jednym ruchem rozwalił trzy drużyny – Górnika Zabrze, ROW Rybnik i reprezentację Polski. Górnika, bo zabrał mu Nawałkę, który dobrze poukładał tam klocki. ROW, bo zespół z Rybnika stracił wykonującego tam dobrą robotę Ryszarda Wieczorka, który nie poradził sobie w Zabrzu. Kadrę, bo jej dotychczasowa gra i ruchy personalne Nawałki, przysparzają nam więcej powodów do zmartwień niż nadziei na udane eliminacje Euro 2016.

Dla Górnika sezon jednak nie musi być stracony. Do miejsca dającego grę w europejskich pucharach ma ledwie kilka punktów straty. Ma też kilku dobrych jak na polską ligę piłkarzy – Nakoulma, Jeż, Sobolewski, Olkowski, Zachara. Jeśli mający za sobą świetną przeszłość w reprezentacji Polski, lidze angielskiej i USA Robert Warzycha zdoła szybko na nowo poustawiać zespół, to w końcówce ligi Górnik znów może wszystkich straszyć.     

8. Lechia Gdańsk 40 pkt, 20 (ocena 5)
Do końca walczyła o miejsce w grupie mistrzowskiej. Wywalczyła go trochę jakby na wyrost i na zachętę, bo w klubie z Wybrzeża dużo się ostatnio dzieje. Zmiany właścicielskie, nowy trener, spory, rozczarowania, i w sumie niezłe zakończenie rundy zasadniczej. Chociaż żartuje się, że po przegranym meczu Pucharu Polski z Jagiellonią ówczesny trener Lechii Michał Probierz (wkrótce wylądował w Białymstoku) mógł powiedzieć do swoich piłkarzy: „Nie wiem jak wy, ale ja gram dalej”. Szkoda też, że nowe rządy w Lechii zaczynają się od starego złego trendu, czyli wyprzedawania najzdolniejszych piłkarzy za granicę, jak w przypadku 19-letniego Pawła Dawidowicza, który ma trafić do Benfiki Lizbona.

Jeśli rzeczywiście przed nowym sezonem budżet Lechii znacząco wzrośnie, możemy oczekiwać w Gdańsku budowy zespołu na miarę nadziei w Trójmieście i pięknej „Bursztynowej Areny”, która po Euro 2012 często świeciła pustkami, bo w biało-zielonych barwach nie bardzo było kogo podziwiać. Lechia to dziś zbiorowisko ligowych przeciętniaków. Solidnych, ale bez błysku. W ostatnich siedmiu kolejkach wiosny Lechii będzie ciężko coś ugrać, bo wydaje się być najsłabszym zespołem grupy mistrzowskiej, ale dla trenera Ricardo Muniza będzie to dobra okazja do poznania piłkarzy w konfrontacji z tuzami naszej ekstraklasy i przygotowywania drużyny na następny sezon.

Koniec części pierwszej, wkrótce w drugim odcinku ocena drużyn z grupy spadkowej.                     

Autor jest szefem sportu w „Polska The Times”