Cała sytuacja  jest trochę śmieszna, bo podejrzewam, że jej rezonans nie przystaje do prawdziwych intencji gniewnego Janowicza juniora. Każdy sportowiec jak przegrywa to jest zły a czasem nawet popada w histerię, szukając winnych swoich kłopotów wszędzie dookoła, tylko nie u siebie. To można zrozumieć, bo jest bardzo ludzkie. Myślę jednak, że z powodu tej sytuacji nie powinniśmy dać się zwariować.

Jestem przekonany, że pyskówka jakiegoś tenisisty z dziennikarzami, i wyliczenie wad sportowego systemu w Polsce, a nawet darcie szat z powodu ciężkiej doli naszej współczesnej młodzieży (na całym świecie tak teraz ona ma, nie tylko w Polsce), nie powinna stawiać w stan gotowości ministra sportu. To, że Andrzej Biernat w powodzi swoich pilnych zajęć znalazł czas na publiczne dowodzenie, iż Janowicz junior w podniesionych podczas konferencji kwestiach nie ma racji, dowodzi, że żyjemy w czasach jakiejś medialnej aberracji.

Minister powinien mieć teraz na głowie, startujący w Polsce już w sierpniu, siatkarski Mundial, bezpieczeństwo na piłkarskich stadionach albo ośrodki do szkolenia panczenistów, biathlonistów i narciarskich biegaczy. Powinien też pielęgnować uruchomione w końcówce rządów Joanny Muchy obiecujące masowe projekty dotyczące sportu dzieci i młodzieży.

Na Janowicza zwyczajnie powinno mu być szkoda czasu, bo on pomimo całego tego biadolenia da sobie radę pod kuratelą, równie często niezadowolonego ze wszystkiego swojego ojca – Jerzego Janowicza seniora. Jak widać niedaleko padło jabłko od jabłoni i wierzcie mi Państwo, naprawdę da się z tym żyć, pod warunkiem, że nie będzie się z utyskiwań sportowców i ich rodzin robić sprawy życia i śmierci dla całego kraju.

I żeby było jasne, ja wobec Janowicza juniora nie mam żadnych – ani oczekiwań, ani uprzedzeń. Niech gra jak potrafi najlepiej a my to pokażemy w telewizji Polakom, też najlepiej jak potrafimy, nie szczypiąc, pomimo konferencyjnej prowokacji tenisisty, złośliwościami. I tak, po tygodniu od feralnego dla Janowicza wydarzenia mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Jest tylko tak, jak w tym popularnym, starym kawale z brodą. Niby nic, tak naprawdę, się nie stało, ale… niesmak pozostał.

Felieton ukazał się także w Polska The Times