Znaleziono sponsorów, sięgnięto po coraz to ciekawsze nazwiska siatkarskie i w końcu Asseco Resovia zdetronizowała giganta. Obecny sezon jest najlepszym dowodem rozwoju – Andrzej Niemczyk twierdzi nawet, że PlusLigi prześcignęła dziś Serie A! Organizacyjnie i sportowo. I rzeczywiście poziom najlepszej czwórki polskiej ligi pozwala na takie stwierdzenie.

Teraz czas na panie

Kiedy doczekamy się podobnego postępu u pań? Przecież ostatni udział polskiej ekipy w Final Four Ligi Mistrzyń to 2000 rok i czwarte miejsce Nafty Piła. Dziś wydaje się, że doczekaliśmy klubów, które chcą iść tropem męskich odpowiedników. – Finałowe starcie Orlen Ligi to były mecze dwóch spełnionych klubów – podsumował w czwartkowym magazynie „Polska 2014” dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Kamil Drąg.

Finał Orlen Ligi był bowiem sukcesem i dla Impelu Wrocław, i dla Chemika Police. Dla tego pierwszego klubu to największy sukces w historii. Po 28 latach zdobył czwarty medal dla Wrocławia, ale wcześniej był trzykrotnie trzeci. Ten drugi w tym sezonie przecież dopiero wrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej i już w pierwszym roku wywalczył Puchar Polski, a w całych rozgrywkach ligowych przegrał… tylko dwa mecze! Police odzyskały mistrzostwo po 19 latach. Ale zarazem oba kluby nie chcą na tym poprzestać.

We Wrocławiu i Policach już myślą już o wzmocnieniach, o tym jak zawojować Europę. – Mamy złoto, bo udało nam się stworzyć prawdziwą drużynę, a nie zbieraninę gwiazd. Lubimy się nie tylko w trakcie pracy, lecz także poza nią i teraz mamy efekty tego, co udało nam się zbudować – podkreśla Anna Werblińska, przyjmująca Chemika, ale w nadchodzącym sezonie będąca poza składem reprezentacji Polski.

Czekamy na kolejne gwiazdy

To właśnie gwiazdy zapewniły Chemikowi mistrzostwo. Gwiazdy czyli – Małgorzata Glinka-Mogentale, Werblińska oczywiście, Maja Ognjenović czy Ana Bjelica. Aby podbić Ligę Mistrzyń potrzeba być może kolejnych zawodniczek o podobnej lub jeszcze większej klasie. – To nie jest tak, że dano mi tylko same najlepsze zawodniczki, ja wpadłem na chwilę i wygrałem mistrzostwo Polski – zaznacza jednak Giuseppe Cuccarini, trener który objął klub w trakcie rozgrywek, zastępując Mariusza Wiktorowicza. Dodajmy, że ekipa z północy Polski była wówczas liderem Orlen Ligi, choć zaliczyła właśnie dwie porażki – sensacyjną z drużyną z Piły i kolejną z ekipą z Sopotu.

Cuccarini jest kolejnym wielkim nazwiskiem i kto wie, czy też nie gwarantem dalszego postępu Chemika. Choć do tej pory wygrywał „tylko” dwa razy mistrzostwo Włoch i dwukrotnie mistrzostwo Turcji, to w Europie zdobył jedynie Puchar CEV, więc także ma podrażnione ambicje.

Ale mam wrażenie, że podobnym gwarantem postępu będzie Tore Aleksandersen na Dolnym Śląsku. – Kiedy przychodziłem do Wrocławia 15 miesięcy temu zespół był na 9. miejscu w tabeli i było niebezpieczeństwo, że nie znajdzie się nawet w play-off. Uważam, że wykonaliśmy bardzo dobrą robotę – podkreśla Norweg. W przeciwieństwie do kilku innych zagranicznych trenerów w kobiecej lidze, to szkoleniowiec którego rękę widać wyraźnie w prowadzeniu ekipy Impelu.

Z niecierpliwością czekam na kolejne inwestycje Chemika, na siatkarki pokroju Stephana Antigi, Michała Winiarskiego, czy Facundo Conte. Liczę, że jeszcze jeden sezon pogra Glinka-Mogentale. Ona wie, jak wygrywać Ligę Mistrzyń. Niech teraz poprowadzi polski klub na salony europejskiego volleya!