Sędziowie punktowali 114:114, 116:112, 117:111 i nie można im nic zarzucić. Być może punktacja 117:111 dla Mayweathera jest nieco zawyżona, ale przy wyrównanych rundach, gdy nie ma remisów, takie różnice są dopuszczalne. Tak samo jak werdykt remisowy w tej walce nie byłby skandalem, choć moim zdaniem skrzywdziłby Floyda jr.

Tak dobrego Maidany, jak w tym pojedynku jeszcze nie widziałem. El Chino (Chińczyk) pokazał się z jeszcze lepszej strony niż w wygranym pojedynku z Adrienem Bronerem, w grudniu minionego roku, gdy odebrał mu pas organizacji WBA. W walce z Floydem stracił ten tytuł, ale myślę, że zyskał coś więcej: opinię wojownika, który może toczyć wielkie bitwy z największymi asami.

Duża w tym zasługa znakomitego trenera, jakim jest Robert Garcia i Alexa Arizy, specjalisty od przygotowania fizycznego. Maidana zaczął w wielkim tempie, zepchnął Mayweathera na liny i zaczął bombardować ciosami na korpus. Nie zapominał też o bitych z góry prawych sierpowych, którymi starał się urwać głowę Floydowi.

Taką właśnie taktykę zapowiadał Garcia. Mówił, że właściwą drogę pokazał przed laty  Jose Luis Castillo, a później Miguel Angel Cotto, którzy próbowali rozbić Mayweathera ciosami na korpus. Cotto nie dał rady, choć stoczył świetną walkę, a Castillo nie miał szczęścia u sędziów, bo w ich pierwszym pojedynku, w kwietniu 2002 roku zasłużył na wygraną z do dziś niepokonanym mistrzem.

Tym razem, po pierwszych pięciu rundach wydawało się, że może tego dokonać Maidana, choć przed pierwszym gongiem takie myślenie zakrawało na herezję. Ale w kolejnych starciach „Money” złapał właściwy rytm i obraz tego bardzo zaciętego i trudnego dla Floyda pojedynku uległ zmianie. Tak naprawdę Maidana odrodził się dopiero w ostatniej rundzie, którą wygrał 10:9, ale całą walkę rozstrzygnął na swoją korzyść najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie wagowe, choć tym razem nie pokazał takiego boksu do jakiego nas przyzwyczaił.

Ale prawdą jest też, że styl robi walkę, a Maidana zrobił wszystko, by mu uprzykrzyć życie. Do wygranej to jednak nie wystarczyło. W rewanż  z Mayweatherem jakoś nie wierzę, choć z biznesowego punktu widzenia mógłby być to skuteczny skok na kasę.

W MGM Grand Garden bardzo dobrze zaprezentował się też prawdopodobnie kolejny przeciwnik Floyda jr, Anglik pakistańskiego pochodzenia Amir Khan, który pokonał bardzo wysoko na punkty byłego mistrza WBA, Luisa Collazo, mając go wcześniej trzykrotnie na deskach. Khan też był mistrzem, wagi lekkiej i junior półśredniej, wcześniej jako 17. letni chłopiec zdobył srebrny medal na igrzyskach w Atenach (2004). W finale przegrał wtedy ze znakomitością kubańskiej szkoły boksu, Mario Mesą Kindelanem, ale wysłał w świat czytelną informację, że jak podpisze zawodowy kontrakt, to szybko wejdzie na szczyt. I tak właśnie było, choć dotychczasowa kariera Amira Khana nie jest też wolna od upadków. Przegrał przez nokaut z Breidisem Prescottem, pokonał go Lamont Peterson i zmusił do poddania Danny Garcia. Niewiele brakowało, by przegrał przed czasem również z Marcosem Rene Maidaną, a w starciu z Julio Diazem, którego nieznacznie pokonał, też był liczony.

Ostatecznie podjął męską decyzję i przeszedł do wagi półśredniej, licząc na walkę z Mayweatherem jr i wypłatę życia. I kiedy wydawało się, że to właśnie on będzie rywalem króla pay per view, „Money” wybrał Maidanę, a Khan za 1,5 mln dolarów zmierzył się z Collazo. I to wcale nie była łatwa walka, choć punktacja mogłaby sugerować co innego. Urodzony w Nowym Jorku Portorykańczyk, to mentalny twardziel, do tego bijący bardzo mocno.

Pisząc o niezwykłym bokserskim wieczorze w Las Vegas trzeba jeszcze wspomnieć o pewnej wygranej trzykrotnego mistrza świata, Adriena Bronera w pojedynku z twardym Carlosem Moliną. Broner stracił pas WBA w wadze półśredniej w pamiętnym pojedynku z Maidaną, który nie tylko zabrał mu tytuł, ale też upokorzył dwukrotnie rzucając na matę ringu. „The Problem” poszedł po rozum do głowy, zszedł wagę niżej i bez większych komplikacji rozprawił się z Moliną. Kto następny ? Wkrótce się dowiemy, ale znacznie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie, kto we wrześniu będzie rywalem Floyda Mayweathera jr. Praktykujący muzułmanin, Amir Khan, twierdził wprawdzie, że w okresie ramadanu (28 czerwca – 27 lipca) nie będzie mógł trenować, ale być może zmieni zdanie, jeśli dostanie konkretną propozycję. A jeśli nie, to na pewno Maidana będzie chętny, by raz jeszcze sprawdzić Floyda juniora.