Rozmawiało nam się bardzo przyjemnie. I to wszystko miało miejsce na wspaniałej imprezie, jaką była ta gala. Można było na niej spotkać wiele wybitnych osób. Była tam cała śmietanka polskiego sportu, sponsorów, działaczy, ministrów, a nawet samego prezydenta RP.

Dwa dni później – szok! Justyna Kowalczyk w głębokiej depresji, myślała o samobójstwie, poronienie. Wszystko zbiegło się w jednym czasie. Włosy jeżyły się na głowie, gdy czytało się jej słowa. Chciałbym więc odnieść się do tych słów słynnej polskiej narciarki.

Depresja to choroba, którą powoduje ciągły stres, samotność, oderwanie od bliskich. Podróże dookoła świata także nie działają pozytywnie, jak niektórym mogłoby się wydawać. Poza tym dochodzą także kontuzje. I tak dalej…

Dlaczego to wszystko jest takie trudne i czasochłonne? Przed depresją pojawia się kontuzja mentalna (psychiczna). Tak samo jak kontuzje fizyczne, należy ją zgłosić lekarzowi, trenerowi czy masażyście. Trzeba likwidować ją już w zarodku. Nie można czekać, aż się powiększy i spowoduje przerwę w treningu i brak udziału w zawodach.

My, ekipa siatkarska, przygotowywaliśmy się latami. Tak samo przy kontuzji fizycznej, jak i mentalnej. Bardzo dobrze jest walczyć z problemami już po pierwszych objawach, nim dojdzie do wcześniej wspomnianej przeze mnie przerwy w treningu i braku udziału w zawodach.

Codzienna obserwacja zawodników. Od rana do wieczora. To jest sprawa priorytetowa. Czy to posiłek, czy to czas wolny – nieważne, w każdej możliwe sytuacji powinno się zbierać informacje o danym człowieku. Konsekwencja popłaca.

Dlatego pytam, gdzie byli ludzie współpracujący z Kowalczyk? Trener, masażysta czy panowie, którzy przygotowują sprzęt. Byliście głusi i ślepi na to, co się z Justyną dzieje? A może to ona była taką wspaniałą aktorką, że nikt nie był w stanie się zorientować? W tym miejscu warto wrócić do początku mojego felietonu. Kłamstwo nie popłaca, Justyno. Oszukiwanie samego siebie i niedanie możliwości do organizacji pomocy w odpowiednim momencie, to droga do nikąd.

Pamiętaj, na początku to była tylko kontuzja mentalna. Ale później zrodziła się z tego depresja. Trudna do wyleczenia. Ile to już było przypadków, że znani sportowcy, którzy nie potrafili się wygadać, wypłakać w rękaw, zrzucić z siebie ciężaru, tak kończyli?

Dlatego apeluję do wszystkich trenerów: uczcie swoich zawodników obchodzenia się ze stresem. Sprawcie, by otworzyli się na ludzi, z którymi muszą współpracować. Wtedy będziemy mieli dobrych sportowców, dobre wyniki i mniej depresji.