Janowicz i Kubot zrobili to co mogli i nie można im odebrać woli walki i zaangażowania. Niesamowity splot wydarzeń w tamtym roku sprawił, że stało się to co się stało. Ćwierćfinał, w którym spotkało się dwóch Polaków był wielkim wydarzeniem. Dzięki temu jeden z naszych rodaków dostał szansę zagrania z przyszłym mistrzem Wimbledonu Andym Murray’em. Biorąc pod uwagę to, że rankingi nie uległy zmianom po turnieju w zeszłym roku, bardzo trudnym zadaniem było obronienie tych punktów. Wielu kibiców oczekiwało, że dokonają tego samego, co przed rokiem. Tymczasem powtórzenie sukcesu było niesamowicie ciężkim zadaniem. Od Wimbledonu 2013 aż do dnia dzisiejszego ani Kubot ani Janowicz nie osiągali na tyle znaczących sukcesów, aby pozwoliły im wskoczyć na odpowiednio wysoki poziom swojej gry. W związku z tym oczekiwania większości społeczeństwa były zbyt wygórowane.

Marzenie Kubota

Przede wszystkim po tegorocznym turnieju nie można mieć żadnych pretensji do Łukasza Kubota. Jeśli ktoś myślał, że pokona Raonicia, to był zbyt dużym optymistą. Kanadyjczyk to tenisista z najwyższej światowej półki i nie jest przypadkiem, że grał w półfinale Wimbledonu. To jeden z tych zawodników, którzy na przestrzeni kilku sezonów zrobili największe postępy. Jeszcze cztery lata temu plasował się dopiero w trzeciej setce rankingu ATP, ale eksplozja formy w końcówce 2010 i na początku 2011 roku sprawiła, że awansował do pierwszej trzydziestki zestawienia. Następnie systematycznie, rok po roku, awansował o kolejne pozycje i przed tegorocznym Wimbledonem był już 9. tenisistą świata. Dlatego też występ Łukasza Kubota oceniam pozytywnie, a powtórzenie wyniku z 2013 roku było dla niego marzeniem, którego niestety nie udało mu się zrealizować.

Polscy tenisiści, a szczególnie Janowicz, powinni brać przykład z tenisistów tej samej generacji, którzy krok po kroku budowali swoją karierę. Raonić, Dimitrow czy Nishikori od początku przygody z wielkim tenisem podejmowali dobre i mądre decyzje. Umiejętnie dobierali sztab trenerski, w którym zawsze obecna była szanowana w świecie tenisowym postać. Dzięki ludziom, którzy byli obecni u ich boku i dzięki swojej potężnej pracy, są oni teraz na bardzo wysokim miejscu w rankingu ATP. Co więcej nadal są na fali wznoszącej. Natomiast w teamie Janowicza brakuje doświadczonego coacha, który umiejętnie poprowadzi dalszą karierę młodego wciąż łodzianina. Obecny sztab nie wziął pod uwagę faktu, że Jerzy Janowicz nie jest przygotowany na odnoszenie sukcesów tylko w największych turniejach i powinien mozolnie budować swoją pozycję w rankingu również poprzez występy w imprezach mniejszej rangi. Janowicz powinien brać przykład z Agnieszki Radwańskiej, która właśnie dzięki umiejętnemu dobieraniu imprez (choć było ich czasami zbyt dużo) jest wciąż w światowym topie wśród singlistek.

Ogromna presja

Kubot i Janowicz pomiędzy Wimbledonem 2013, a tegoroczną imprezą nie poprawili swojej pozycji, a nawet stracili kilka miejsc w porównaniu z rankingiem sprzed roku. W międzyczasie nie odnosili znaczących sukcesów w turniejach ATP, dlatego bardzo trudno, by „oświecenie” przyszło na najważniejszą dla nich imprezę w roku. Dodatkowo na naszych graczach ciążyła ogromna presja w postaci obronienia dużej ilości punktów. Janowicz i Kubot w przeciwieństwie do Agnieszki Radwańskiej nie byli dotychczas przyzwyczajeni do takiej sytuacji. Po raz pierwszy wystąpili w takiej roli.

Nasi tenisiści nie są jedynymi zawodnikami, którzy odpadli w trzeciej rundzie. O wiele lepsi gracze, o większych nazwiskach odpadali w pierwszej fazie wielkich turniejów. Wszyscy pamiętamy porażki Rafaela Nadala sprzed roku i sprzed dwóch lat. Dlatego z przegranych meczów nie można robić dramatu. Tenisiści muszą dokonać gruntownej analizy spotkań i wyciągnąć wnioski z błędów, które wpłynęły nie na ich bezpośredni występ a Wimbledonie, ale przede wszystkim na to, że tak znacznie spadli w rankingu. Gdyby po ogromnym sukcesie w roku 2013, Jerzy Janowicz zrobił podwójną, a może potrójną pracę i gdyby ludzie z teamu Janowicza ułożyli mądrze program startów na cały rok mieszając duże i bardzo duże turnieje z tym mniejszymi, ten spadek byłby mniej bolesny, a może nie byłoby go wcale.

Punkty do rankingu zdobywa się cały rok i gdyby Jerzy Janowicz od lipca zeszłego roku do Wimbledonu 2014 w innych turniejach zdobył dużo więcej punktów, miałby bardziej komfortową sytuację. Nawet odpadnięcie w trzeciej rundzie nie musiałoby sie skończyć spadkiem w rankingu. O tych wszystkich ważnych niuansach trzeba myśleć dużo wcześniej, a w szczególności po dużych lub bardzo dużych sukcesach. Łatwiej jest po raz pierwszy dojść do półfinału czy wygrać imprezę większej rangi, a dużo trudniejszym zadaniem jest powtórzenie takiego sukcesu w następnym roku. Do tego, aby tak sie stało, konieczna jest ogromna determinacja wewnętrzna, chęć do jeszcze większej pracy, wielkie oddanie i poświęcenie sie ukochanej dyscyplinie. Oprócz gigantycznej pracy jaką Jerzy Janowicz powinien wykonać po zeszłorocznym sukcesie, konieczne jest jednak to, aby w sztabie trenerskim i otoczeniu zawodnika, pojawili sie ludzie z bardzo dużym doświadczeniem trenerskim, którzy prowadzili w przeszłości bardzo dobrych tenisistów. Potrzebna jest również opieka medyczna na najwyższym poziomie. Jak na razie widać duży chaos w prowadzeniu Janowicza, co też ma wpływ na brak stabilizacji w jego grze oraz brak utrzymania wysokiego poziomu gry przez dłuższy okres.

Pozytywne widoki na przyszłość

Janowicz ma papiery i potencjał do grania na najwyższym poziomie. Ma ogromy atut w postaci wewnętrznej mobilizacji, kiedy mierzy się z topowymi tenisistami. Aby utrzymywać sie wysoko w rankingu przez lata, trzeba jednak umieć grac z każdym, nie tylko z tymi najlepszymi. W drodze do ustabilizowania swojej j pozycji rankingowej oprócz najlepszych tenisistów, czeka bardzo duży gąszcz solidnych i świetnie wyszkolonych, regularnie grających zawodników. Właśnie do tego, aby ich regularnie ogrywać, konieczne są gruntowne zmiany. Tych zmian nie zrobiono po sukcesie w hali Bercy późną jesienią 2012 i po Wimbledonie 2013. Dlatego też występ Janowicza w tym roku, był adekwatny do poziomu jaki aktualnie prezentuje.

Jednostki o silnej osobowości mają do siebie to, że zazwyczaj niepowodzenia i porażki motywują ich i mobilizują do jeszcze większej pracy. Czy Jerzy Janowicz okaże się taką silną jednostką? To oczywiście pokaże czas. Na dzień dzisiejszy ważne jest to, co powiedział Janowicz w pomeczowym wywiadzie: "Wydaje mi się, że ten turniej pomoże mi się odblokować i tak naprawdę jest mi źle z tym, że ten mecz tak się skończył. Tak naprawdę bardzo chce mi się grać i myślę o następnym turnieju". Te słowa nastrajają pozytywnie na przyszłość. Janowicz nie broni do końca roku dużej liczby punktów. Jeśli będzie mocno pracował pod okiem fachowców oraz odpowiednio dobierał turnieje (mieszając duże z mniejszymi) to na pewno odbuduje swoją utraconą pozycję.