Nie mam zamiaru podważać powszechnej opinii o tym, że trafiliśmy do grupy śmierci. To faktycznie najmocniejszy zestaw z czterech rozlosowanych w weekend w Dausze. Ale też, żeby była jasność: to wcale nie jest tak, że z każdego koszyka do grupy D trafiły najlepsze zespoły.

O tym, że mówimy o grupie śmierci decyduje przede wszystkim obecność Niemców, których nijak nie da się porównać z innymi zespołami rozstawionymi przed losowaniem w szóstym koszyku. Jeśli zaś chodzi o pozostałe koszyki, to mogliśmy trafić zarówno lepiej (Rosja), jak i zdecydowanie gorzej (Argentyna, Bahrajn). Ale po kolei.

Koszyk 1: DANIA

Z pierwszego koszyka nie można było wylosować łatwego rywala. Klasyczny wybór między dżumą a cholerą. No bo oprócz Duńczyków mieliśmy tu przecież mistrzów świata Hiszpanów, mistrzów olimpijskich Francuzów i regularnie wracającą z wielkich imprez z medalami Chorwację.

Jak się nad tym głębiej zastanowić, to wydaje się nawet, że z grona czterech najmocniejszych reprezentacji ostatnich lat właśnie z Danią gra nam się mimo wszystko najlepiej. Styl Chorwatów i Hiszpanów wybitnie nam nie pasuje, a o pokonaniu Francuzów od lat tylko marzymy. I to dosyć nieśmiało.

W końcu nawet podczas magicznych dla nas mistrzostw świata w Niemczech w 2007 roku, akurat z Francją zagraliśmy koszmarnie, przegrywając mecz drugiej fazy grupowej aż 22:31. A już z Danią na tym samym mundialu wygraliśmy w pamiętnym półfinale zakończonym po dwóch dogrywkach.

W kolejnych latach też z Duńczykami wiodło nam się przyzwoicie. W mistrzostwach świata 2009 w Chorwacji wygraliśmy z nimi nawet dwukrotnie: i w drugiej fazie grupowej, i w spotkaniu o brąz. Dwa lata później w Szwecji przegraliśmy jedną bramką, ale już w 2012 roku na serbskim Euro w takim samym stosunku wygraliśmy. A co wynika z tej historycznej wyliczanki? A choćby to, że Polacy na mecz z Danią wyjdą bez strachu, za to ze świadomością, że jest to rywal, z którym mogą powalczyć.

Koszyk 3: ROSJA

Kolejny powód, dla którego losowanie w Katarze uważa się za wyjątkowo pechowe dla Polaków. Faktycznie - można było trafić lepiej. Ale... po pierwsze: Rosja jest absolutnie w naszym zasięgu; więcej: to Polska będzie faworytem tego meczu. W końcu tylko w tym roku wygraliśmy ze Sborną dwukrotnie (na Euro w Danii i towarzysko w Lublinie).

Po drugie: gdybyśmy zamiast Rosji dostali na przykład Macedonię, to dużo łatwiej by nie było. A i starcie z prowadzoną przez znakomitego trenera Valero Riverę drużyną Kataru - i to w Katarze - wcale nie musi być, zwłaszcza w początkowej fazie turnieju, spacerkiem dla europejskich zespołów.

Oczywiście, gdyby uśmiechnęło się do nas szczęście, z koszyka numer trzy trafiłaby do naszej grupy Algieria, ale to szczęście przypomniało sobie o biało-czerwonych...

Koszyk 4: ARGENTYNA

...w chwili, gdy do grupy D trafiła Argentyna. Jasne, bez wątpienia najlepszy zespół Ameryki Południowej, ale piłka ręczna to jednak ciągle specjalność Europejczyków. A oprócz Argentyny w koszyku czwartym były jeszcze drużyny Czech, Białorusi i Austrii. Przy całym szacunku dla braci Simonet i spółki - lepiej trafić nie mogliśmy.

I choć kibice reprezentacji Polski mają w pamięci męki z Argentyną podczas mundialu w Szwecji i wygraną w hali Scandinavium w Goeteborgu zaledwie 24:23, to ...szanujmy się. Z Argentyną mamy obowiązek wygrać.

Koszyk 5: BAHRAJN

I znów uśmiech fortuny. Od ekipy Bahrajnu trudniejszym rywalem byliby bez wątpienia Brazylijczycy, a wylosowanie Tunezji byłoby już kłopotem nie lada. Tunezyjczycy to ćwierćfinalista ostatnich igrzysk olimpijskich, to ekipa, której trzon stanowią zawodnicy bardzo silnej ligi francuskiej, a wschodzącą gwiazdą jest Wael Jallouz bohater niedawnego transferu z THW Kiel do Barcelony. A takim szlakiem byle kto nie wędruje.

Bahrajn z kolei to wicemistrz Azji. Brzmi dumnie, ale więcej mówi o tej drużynie fakt, że na mistrzostwach świata grali tylko raz w 2011 roku i zajęli w fazie grupowej ostatnie miejsce. Co ciekawe, niespodziewanie szczypiorniści z Bahrajnu wygrali wtedy jeden mecz. Z Egiptem, czwartym zespołem, który przed losowaniem turnieju w Katarze znalazł się w czwartym koszyku.

Ale na analizę, czy lepiej było trafić Bahrajn, czy może jednak Egipt - szkoda czasu. To trochę tak, jakby kibice futbolowej reprezentacji Niemiec na serio zastanawiali się, czy lepiej grać z Wyspami Owczymi, czy jednak z Maltą.

Koszyk 6: NIEMCY

A propos reprezentacji Niemiec... Trudno pewnie znaleźć więcej takich przypadków w historii mistrzostw świata w poważnych, olimpijskich dyscyplinach. Wyeliminować w kwalifikacjach jakiegoś rywala tylko po to, by kilka miesięcy później zagrać z nim na turnieju głównym.

To nie będzie łatwy mecz, ale niedawne spotkania w Gdańsku i Magdeburgu pokazały, że spokojnie możemy Niemców ograć. Przecież wyjazdowy mecz wygraliśmy nie mając w składzie ani jednego środkowego rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia. My bez Jurkiewicza, Jaszki, Rosińskiego. Oni z powołanymi pod broń wszystkimi najlepszymi zawodnikami. I co? I nic. Znów biało-czerwoni byli górą.

Jasne, w ostatnim koszyku były też ekipy Chile, Iranu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed meczami z nimi moglibyśmy być pewni zwycięstwa. Przed meczem z Niemcami pewni możemy być tylko niebywałej wprost motywacji w polskim obozie. Ale to wbrew pozorom wcale nie mało. Bo skoro będziemy zmotywowani równie mocno jak rywale, a potrafimy od nich lepiej grać w piłkę ręczną, to są powody do optymizmu.

Cel: DRUGIE MIEJSCE W GRUPIE

Celem nadrzędnym pozostaje oczywiście wyjście z grupy, ale sam awans to za mało. Mistrzostwa świata wracają bowiem do formuły, którą pamiętamy sprzed lat: nie będzie drugiej fazy grupowej, po wyjściu z grupy natychmiast zaczynamy rywalizację w systemie "przegrywający odpada". Zajęcie w grupie miejsca czwartego będzie więc wprawdzie równoznaczne z awansem do 1/8 finału, ale i z koniecznością gry z kimś, kto wygrał swoją grupę.

Dlatego celem Polaków powinno być drugie miejsce. Nie dość, że jest ono absolutnie w zasięgu podopiecznych Michaela Bieglera, to jeszcze najprawdopodobniej dałoby nam przywilej gry o ćwierćfinał z rywalem nieco słabszym. A ćwierćfinał to już tylko krok od strefy medalowej.

Biegler: NIE MA SZCZĘŚCIA, MA WYNIKI

Uczciwie trzeba przyznać, że niemieckiego selekcjonera naszej kadry los nie rozpieszcza. W styczniowych mistrzostwach Europy jego podopieczni mierzyli się w arcytrudnej grupie z Serbią, Francją i Rosją. I kiedy po dwóch porażkach, w meczu o życie z Rosją przegrywaliśmy do przerwy 10:14 wydawało się, że za kolejne pół godziny Polska pożegna się z Euro, a Michael Biegler z Polską. Stało się inaczej. Z Rosją wygraliśmy, potem z Białorusią i Szwecją i zajęliśmy szóste miejsce - drugie najlepsze w historii naszych startów w mistrzostwach Europy.

Ten wynik sprawił, że w losowaniu par eliminacji mistrzostw świata byliśmy rozstawieni. Mieliśmy więc pełne prawo liczyć na słabszego rywala. Nic z tego. Trafiliśmy najgorzej, jak można było (no, może jeszcze wylosowanie Słowenii byłoby równie pechowe) - na Niemców. A towarzyszący kadrze Bieglera pech we wszelkiego rodzaju losowaniach sprawił, że rewanż graliśmy na wyjeździe. I wygraliśmy oba mecze.

Złe losowanie w Dausze nie musi więc zwiastować kłopotów polskiej reprezentacji. Mało tego, ono może być nawet traktowane w kategoriach pomyślnej wróżby. Zależność: złe losowanie - dobre granie staję się już przecież regułą...