Powyższe słowa wypowiedział trener Andrzej Niemczyk wiosną 2003 roku, kiedy po raz drugi w swojej karierze obejmował reprezentację Polski. I choć nigdy tego głośno nie powiedział, to można było odnieść wrażenie, że wywalczenie awansu do cyklu World Grand Prix było dla niego priorytetem.

Mistrzostwa Europy, które zresztą wygrał, zajmowały w jego hierarchii drugie miejsce. Najważniejsze było wprowadzenie naszej reprezentacji na światowe salony. I ta sztuka udała się przed jedenastoma laty podczas europejskiej kwalifikacji do WGP. Polki w decydującym spotkaniu pokonały Rosjanki 3:2, a mecz asem serwisowym zakończyła Katarzyna Skowrońska, która występowała wówczas na pozycji środkowej bloku.

Najbliżej było w Ningbo

W ciągu tych jedenastu lat Polkom ani raz nie udało się stanąć na podium tej imprezy. Najbliżej tego celu była reprezentacja prowadzona przez trenera Jerzego Matlaka. W 2010 roku, w roku mistrzostw świata, biało­-czerwone sklasyfikowane zostały ostatecznie na szóstym miejscu, nie wykorzystując ogromnej szansy w meczu ze Stanami Zjednoczonymi, późniejszymi triumfatorkami całego cyklu.

Nasze siatkarki prowadziły w meczu już 2:0 (wyniki pierwszych setów: 25­11, 25­13) i miały w trzeciej odsłonie kilka piłek meczowych. Niestety nie wykorzystały ani jednej, przegrały tę partię 26:28, a później cały mecz 2:3. Zwycięstwa z USA – czyli jednego punktu – zabrakło naszej drużynie do zajęcia w turnieju finałowym w chińskim Ningbo trzeciego miejsca.

Przyrodnia siostra


O rozgrywkach kobiet w World Grand Prix mówi się, że to żeńska odmiana męskiej Ligi Światowej. To jednak nie do końca prawda, no chyba, że miarą będzie tylko i wyłącznie prestiż. Formuła rozgrywek, sposób wyłaniania finalistów była bowiem od początku rywalizacji zupełnie inna niż u mężczyzn.

Niektórzy na to bardzo narzekali, bo w eliminacjach – do tego roku – można było trafić na różnej klasy przeciwników, a punkty w tabeli miały identyczną wartość – niezależnie od tego, czy ktoś grał z mistrzyniami świata Rosjankami, czy dopiero z rozpoczynającą swoją przygodę w WGP Algierią.

Najlepiej zobrazuje to sytuacja w ubiegłorocznej edycji WGP, kiedy to w pierwszym turnieju w Campinas w Brazylii naszym siatkarkom przyszło się zmierzyć z gospodyniami, Amerykankami i Rosjankami. Dla porównania, np. siatkarki Serbii trafiły w pierwszym turnieju na reprezentacje Dominikany, Portoryko i Czech i rozpoczęły walkę o finał od zdobycia kompletu dziewięciu punktów.

W trzech dywizjach

W tegorocznej edycji WGP będzie inaczej, bowiem rywalizacja – wzorem wspomnianej Ligi Światowej – odbywać się będzie w trzech grupach, nazwanych dywizjami. Polki znalazły się w dywizji drugiej wraz z siedmioma innymi drużynami (według tego samego systemu zagra trzecia dywizja).

W pierwszej dywizji znalazło się dwanaście – najlepszych według rankingu FIVB – reprezentacji. Cztery najlepsze drużyny zapewnią sobie awans do finałowej rozgrywki, która w tym roku rozegrana zostanie w Japonii, w Tokio. Piąte miejsce w finale zajmą oczywiście gospodynie, natomiast miejsce szóste przeznaczone zostało dla zwyciężczyń Final Four drugiej dywizji.

I tutaj otwiera się szansa dla reprezentacji Polski, bowiem finałowy turniej drugiej dywizji rozegrany zostanie w połowie sierpnia w Koszalinie. Polki jako gospodynie kwalifikacje do decydującej rozgrywki mają przyznaną z urzędu.O pozostałe trzy miejsca powalczą między sobą reprezentacje Belgii, Holandii, Peru, Kuby, Portoryko, Kanady i Argentyny.

Dziewięć meczów i finał

Polki, mimo iż mają pewny udział w Final Four nie są zwolnione z eliminacji interkontynentalnych i wystąpią w trzech turniejach. Pierwsze dwa rozegrają w Peru, ostatni trzeci w Holandii. Podczas najbliższego weekendu zagrają trzy spotkania – odpowiednio – z Belgią, Kanadą i Peru.

Te spotkania, jak i pozostałe, trener Piotr Makowski oraz jego podopieczne mogą potraktować jako poligon doświadczalny przed decydująca rozgrywką w Koszalinie, co oczywiście w żaden sposób nie zwalnia drużyny z odpowiedzialności za wyniki.

Z sercem...

Przed wylotem na pierwszy turniej do Peru nasze siatkarki trenowały w Legionowie. Tam też spotkały się z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosławem Przedpełskim, który powiedział, że liczy na to, że w każdym meczu będzie oglądał zespół walczący do ostatniej piłki. Podobnie wypowiadał się trener Piotr Makowski, który jest w stanie wybaczyć swoim podopiecznym każdą porażkę pod warunkiem, że zespół zostawi na boisku wszystkie umiejętności i całe serce.