Związek, trener i zawodniczki we Włoszech potrafili dojść do wspólnego stanowiska. Wiedzą, w jakiej są sytuacji. Marco Bonitta został wyrzucony z reprezentacji przez zawodniczki, ale nie za to, że miał zły warsztat, bo zdobywał z nimi mistrzostwo świata i srebrne medale mistrzostw Europy Problemem były stosunki międzyludzkie. Musiał odejść, ale wraca.

Można? Można porozmawiać i znaleźć wspólny język dla zrobienia dobrego wyniku, zmiany generacji i zachowania kontaktu z czołówką. To daje młodym zawodniczkom włoskim, stopniowo wprowadzanym do podstawowego składu grę, kontakt i częste zwycięstwa z najlepszymi na świecie.

W związku z tym, jak przejmą pałeczkę i w całości będą odpowiedzialne za wynik, będą już zawodniczkami ogranymi w wielu konfrontacjach z najlepszymi. To, co się dzieje u nas, to jest absolutna niekonsekwencja i zły, porównując z Włoszkami, system odmłodzenia kadry. We Włoszech, obok tych młodych, są najlepsze obecnie zawodniczki, z których można było skorzystać.

Natomiast u nas, oprócz Izy Bełcik, mamy jeszcze cztery doświadczone siatkarki, które są jednak przeciętnymi zawodniczkami ligowymi, nierzadko siadającymi na ławie w swoich klubowych zespołach. W kadrze grają w podstawowym składzie, nie będąc w stanie utrzymać poziomu, tak jak Włoszki w grze z najlepszymi, a jednocześnie blokują miejsce do grania naszym młodym talentom.

Pytam się, jaka jest logika w tym wszystkim? Rozumiem, że na początku sezonu kilka naszych czołowych zawodniczek musiało wyleczyć kontuzje, ale to było w maju, a dzisiaj mamy sierpień. Gwiazdy, takie jak: Katarzyna Skowrońska-Dolata (naturalnie na lewy atak z przyjęciem), Agnieszka Bednarek-Kasza, Mariola lub Paulina Maj jako libero czy atakujące Joanna Kaczor i Anna Podolec - wszystkie te zawodniczki udowodniły już swoją pozycję medalami i bardzo dobrą grą w reprezentacji.

Ktoś tu stwierdzi: nazwiska nie grają. Natualnie, że nie, ale tym dziewczynom, które już udowodniły, co potrafią, trzeba tylko zbudować formę, żeby pokazały siłę. Kaczor to jedna z najlepszych zawodniczek mistrzostw Europy 2009. Podolec, po wejściu na boisko przy stanie 2:0 dla Polic spowodowała, że Trefl Sopot wygrał to jeszcze 3:2.

Nie możemy przechodzić obojętnie obok takich zawodniczek. Musimy się z nimi dogadać, znaleźć wspólny język, bo mijają w tej chwili już dwa sezony, w których, jak na razie, udało nam się zrobić tylko przegląd potencjału, jaki mamy wśród młodych. Wygląda on dobrze, ale jeżeli będziemy potrzebowali następnych dwóch lat na ogranie tych zawodniczek i doprowadzenie do poziomu, jaki Polki kiedyś miały, to mogą nam się niektóre z tych młodych talentów zestarzeć.

Nie rozumiem również, że mając pewny start, jako gospodarz w Final Four drugiej dywizji WGP w Koszalinie, gramy 3, 4, a nawet 5 zawodniczkami, które nigdy nie będą dźwigać na swoich barkach odpowiedzialności za wyniki tej reprezentacji. Efekt mamy taki, jaki nam pokazuje ostatni turniej w Doetinchem, w towarzystwie trzech zespołów, które zakwalifikowały się do Final Four. Po losowaniu wiemy, że w półfinale zagramy z Belgijkami, z którymi na początku World Grand Prix wygraliśmy.

Oceniam to jako największy sukces tego Grand Prix, ale Belgijki, przygotowujące się do mistrzostw świata, z meczu na mecz grają lepiej i pokazały w ostatnim meczu, który wygrały 3:0 naszemu zespołowi, gdzie się znajdujemy aktualnie. Z tego powodu widzę nikłe szanse, na co wcześniej zwracałem uwagę, na możliwość zakwalifikowania się do Final Six w Japonii.

Cały ten ostatni sezon, poczynając od styczniowego turnieju kwalifikacyjnego do MŚ, gdzie wystarczyło wygrać jednego seta, żeby się znaleźć na mistrzostwach, był kumulacją błędów naszego sztabu szkoleniowego.

Zagrało tam 4-5 zawodniczek, których nie powinno tam być, nie grając pierwszego meczu z Belgijkami (mogliśmy sobie ustawić plan gry). Niepotrzebne było przestawienie pozycji Kasi Skowrońskiej-Dolaty i Małgorzaty Glinki. Ta pierwsza powinna grać na przyjęciu, na lewym ataku, a Gosia na prawym, jako atakująca, gdzie zawsze była najskuteczniejsza. Mając dwóch bardzo łatwych przeciwników w pierwszych dwóch meczach, zamiast oszczędzać Glinkę na mecz z Belgijkami, nawet z tymi słabymi zespołami musiała się naskakać, co na pewno jej nie pomogło w meczu z Belgijkami. Tam jeden set był na pewno do wygrania i kwalifikacja do MŚ była na tacy.

Co więcej mówić na ten temat? PZPS musi przeanalizować te sprawy, jakie błędy popełnił sztab szkoleniowy i czy jest on w stanie dogadać się, jak we Włoszech i skomponować z naszych młodych, utalentowanych zawodniczek, i tych gwiazd, które wymieniłem zespół na przyszły sezon, którym będziemy w stanie, podobnie jak Włoszki wygrywać w konfrontacji z najlepszymi. Granie o medal na ME to, przy dobrym przygotowaniu i w tym składzie jest zupełnie realna rzecz do zrobienia.

Jeżeli do tego nie dojdzie, trzeba się zastanowić nad decyzjami, co albo kto, najbardziej przeszkadza w zbudowaniu silnego zespołu, bo nie może to pozostać tak, jak jest. W ten sposób, z mojego punktu widzenia, nigdy nie dopracujemy się wyników poprzedniej generacji reprezentacji. Należy to zrobić jak najszybciej, bo czas to pieniądz, a wydaliśmy ogromnie dużo pieniędzy przez te dwa sezony na przegląd potencjału, jaki mamy w Polsce. To można wykonać w ciągu 1-2 miesięcy, a dalej budować przez pozostały czas zespół i brać przykład z Włoszek. Życzę powodzenia w analizie PZPS i w trafnych decyzjach.